Kratery Moon

Swedenborg – świat ducha i koniec świata

11 listopad 2009 2 komentarzy

Według Emanuela Swedenborga (1688-1772), szwedzkiego matematyka, fizyka, filozofa i mistyka, w 1770 nastąpić miało odnowienie czasów i nowe Królestwo Boże na ziemi.

“Im głębiej szukał, tym bardziej sobie zdawał sprawę, że cel jego badań się oddalał. Uznaje, że “im bardziej zagłębiamy się w naszym rozumie i umyśle, tym bardziej zbliżamy się do świata duchowego”. W swoich poszukiwaniach posługuje się metodą analogii jako drogi do poszukiwania prawdy.  Opracował tzw. teorię reprezentacji (korespondencji), wedle której świat widziany jest symbolem świata duchowego, ciało zaś jest analogią, reprezentantem widzialnym duszy. Aby poznać duszę nie wystarczy poznanie ściśle intelektualne. Duszę i świat duchowy można poznać tylko na zasadzie intuicyjnej. Według Swedenborga są dwa rodzaje prawdy: ta poznawalna zmysłowo i ta poznawalna intuicyjnie. Prawda świata widzialnego i prawda świata duchowego. Prawdy te nie przenikają się i nie tworzą jakiejś jednej prawdy same z siebie. Istnieje potrzeba medium łączącego obie prawdy. Tym medium jest ludzki rozum, który staje się mistycznym centrum kosmosu, gdzie dusza łączy się ze zmysłami. “

“W roku 1757 Swedenborg ma doświadczenie Sądu Ostatecznego. Twierdzi, że go przeżył i przewiduje nadejście kresu czasów na rok 1770. Według niego ów Sąd Ostateczny miał charakter duchowy. Między życiem ziemskim a wiecznym jest stan pośredni. W stanie pośrednim funkcjonują duchy zmarłych. Ponieważ wśród zmarłych znajdowały się duchy diabelskie (Swedenborg twierdził, ze była większość), aby ratować przed nimi Ziemię trzeba było zorganizować nad nimi sąd. Koniec świata to nie zniszczenie świata a Pełnia Czasu. Świat to Kościół. Pełnia Czasu jest więc końcem Kościoła.”

Fragment artykułu “Emanuel Swedenborg” autorstwa Verba Docent ze strony www.kościół.pl

Emanuel Swedenborg

Po śmierci Swedenborga jego wyznawcy utworzyli Kościół Swedenborgiański, który istnieje do dziś. W XIX w. doktryna tego kościoła uległa silnemu wpływowi okultyzmu i stała się teozofią, a wyznawcy praktykowali alchemię i wróżbiarstwo.

Jak widać, niedaleko od chrześcijaństwa do okultyzmu. Jakkolwiek od katolicyzmu do ezoteryki bardzo daleko. Głównie ze względu na sztywne katolickie dogmaty, ograniczające swobodę przeżyć mistyczno-religijnych. Ale w Kościele Katolickim czasami zdarzają się cuda. Jednak cuda te muszą być uznane przez hierarchię kościelną. Niedawny cud w Sokółce budzi moje przerażenie, jako że według niektórych był tam “strzęp mięśnia sercowego w stanie agonalnym”. Niestety nie można było poddać tego fragmentu badaniom DNA. Zagadka jak na razie pozostaje nierozwiązana.

Mikroblog

9 listopad 2009 3 komentarzy

Na Twitterze piszę od 18 stycznia 2009 roku. Te same wpisy mam też na Blipie, gdzie w odróżnieniu od Twittera są archiwa miesięczne.

P.S.
Najnowsze wpisy z mojego Twittera będą się ukazywały w “widżecie” na pasku bocznym.

twitter_logo

Tagi:,

“Zgaś moje oczy” Rilkego

5 listopad 2009 5 komentarzy

Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę,
zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę,
nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę,
i bez ust nawet zaklnę cię najciszej.
Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę
sercem mym, które będzie mym ramieniem,
serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg,
a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie,
ja ciebie na krwi mojej będę niósł.
.
napisał Rainer Maria Rilke
tłumaczył Mieczysław Jastrun

liść

Memento mori

1 listopad 2009 7 komentarzy

Kilka dni temu przestawiono zegary. Powrót z czasu letniego do czasu środkowo-europejskiego. Dodatkowa godzinę ciemności. Dodatkowa godzina smutku. Zwłaszcza, że nigdy nie lubiłam tych kilku dni przed Świętem Zmarłych, jak i samego święta. Są ludzie, którzy lubią atmosferę corocznych rodzinnych spotkań nad grobami. Mnie ten dzień nie nastraja pozytywnie. Za dużo smutku i wspomnień. Nie znoszę też czarnego humoru, seriali o zakładach pogrzebowych, kostnicach, i tym podobnych form “oswajania śmierci”. Są niesmaczne i bardziej idiotyczne niż inne popkulturowe objawienia.

Memento mori, pamiętaj o śmierci. Pamiętaj, ale nie bój się jej. Postaraj się zrozumieć, że musisz stąd odejść. Inaczej całe to życie nie miałoby sensu. Nic tak nie nadaje sensu temu życiu jak nieuchronność śmierci.

świeca

Tragiczne muzy

28 październik 2009 2 komentarzy

Obejrzałam “Sylvię”, film o smutnym życiu amerykańskiej pisarki Sylvii Plath. Życiu, na którym bardzo zaważył jej całkiem nieszczęśliwy związek z poetą Tedem Hughesem. Z twórczości Plath znam tylko “Szklany klosz”, depresyjną, na poły autobiograficzną powieść, i może jeszcze jakiś wiersz… W czasie oglądania “Sylvii” przypomniałam sobie inny smutny film, o innej chorej towarzyszce innego wielkiego poety, o pierwszej żonie T. S.  Eliota -  Vivienne Haigh-Wood (“Tom i Viv”). Podobne poświęcenie własnych ambicji, czy nawet całego swojego losu, dla kariery ukochanego mężczyzny – geniusza poezji.

Tego rodzaju kobiety, chore nerwowo, psychicznie, w żadnym wypadku nie powinny się wiązać z egotycznymi geniuszami. Wiązały się jednak. Dlatego, że były chore, neurotyczne, zagubione, i nie wyczuwały zagrożeń, jakie niosły osobowości ich ukochanych. Te gorąco-zimne związki to chyba najgorsze, co mogło się przytrafić i Sylvii, i Vivienne. Zapłaciły za nie nasileniem się problemów psychicznych, cierpieniem i straszną śmiercią.

“Czerwiec 1962 był początkiem końca małżeństwa Sylvii Plath i Teda Hughes, który zakochał się w Asii Wevill, która kilka lat później popełniła samobójstwo w identyczny sposób, jak Sylvia Plath.
W 1962 doszło między małżonkami do separacji; poetka przeniosła się z dwojgiem dzieci (Friedą i Nicholasem) ze wspólnego domu w hrabstwie Devon do Londynu. Zamieszkała w domu po W. B. Yeatsie. (…) Poetka brała wówczas leki przeciwdepresyjne, które jednak przyniosły odwrotny od zamierzonego skutek. Schorowana i cierpiąca na brak pieniędzy, Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie.”

Fragment artykułu o Sylwii Plath w Wikipedii

“Drugą tragiczną postacią była Vivienne Haigh-Wood, pierwsza żona wielkiego poety Tomasa S. Eliota. (…) Okazuje się, że była nie tylko żoną i muzą pisarza, ale i jego menedżerką oraz redaktorką jego tekstów, co więcej, wiele z jego wierszy nosi tytuły przez nią nadane. Ona mobilizowała go do pisania. Wpadała w furie, gdy zajmował się rzeczami niezwiązanymi z poezją. Dbała o niego i jego talent, choć sama też była obdarzona przez muzę Euterpe – muzę poezji lirycznej. Gdyby nie Viv, Eliot na pewno nie zostałby poetą tej wielkości. (…) Została siłą zamknięta w zakładzie i tam zmarła. Nie odwiedzał jej prawie nikt. Nigdy nie odwiedził jej również Eliot, który zdążył nie tylko przy niej i dzięki niej stać się sławą, ale także zagarnąć jej majątek powołując się na chorobę psychiczną żony i nią wywołaną niezdolność do dysponowania ogromnym rodzinnym majątkiem.”

Fragment artykułu Emilii Be. pt. “Stłumiona kobiecość” ze strony ithink.pl

Wielcy mężczyźni są zwykle bardzo egoistyczni. Przeciętni mężczyźni też często są tacy. Poświęcanie się dla kogoś jest bardzo kobiece. Może właśnie zbyt kobiece, aby leżało w naturze mężczyzn, aby nie przychodziło im z trudem. Szkoda. Gdyby było inaczej, świat byłby piękniejszy. Ale czy byłby to ten sam świat?

Szklany klosz

Sen Rybińskiego

25 październik 2009 13 komentarzy

Zmarły kilka dni temu Maciej Rybiński w swoim tekście pt. “Koniec Polski Kiszczaka i Michnika” ogłosił kres paskudnej epoki. Był styczeń 2007. Rybiński miał sen. Sen o normalnym kraju. Sen niestety się nie spełnił. Nie ma końca tamtej Polski, co widać choćby tylko po ostatnim wysypie afer rządowych, kontynuujących najlepsze tradycje aferalne III RP z aferą Rywina na czele. Prędzej nastąpi koniec Polski w ogóle. Szef CBA został szybko wyrzucony, aby już więcej nie wykrywał “nie po linii”.

Nie wiem, czy w Polsce byłoby lepiej, gdy PiS pozostało u władzy dwa lata temu, gdyby nie przegrało przedwczesnych wyborów. Ktoś nazwał tamtą przegraną zamachem stanu. W kontekście wykrytych ostatnio prób zawłaszczania państwa przez niesławnych kolesi to twierdzenie nabiera sensu. A do tamtego “zamachu” przyczyniła się bez wątpienia napastliwa nagonka na ówczesny rząd w wykonaniu Gazety Wyborczej. Rybiński krytykował to środowisko. Krytykował i obwiniał. Obwiniał o ciężkie grzechy.

“Mamy za sobą 17 lat kłamstwa, przeciw którym wystarczyła jedna noc papieża studiującego dokumenty Stanisława Wielgusa zachowane w Instytucie Pamięci Narodowej i wydającego natychmiastowy werdykt moralny: agent bezpieki nie może być następcą Wyszyńskiego na tronie metropolitalnym stolicy kraju, który wydał Karola Wojtyłę i Jerzego Popiełuszkę. Kraju, który był ojczyzną ‘Solidarności’, nadzieją wolnego świata, a który po 17 latach III RP zdegenerował się w ubecki skansen, gdzie życie moralne i intelektualne zastąpiła świecka kazuistyka politycznych krętaczy.”

“Od ostatniej niedzieli powrotu do tej sytuacji już nie ma. Polska stoi w przede dniu rewolucji. Nie rewolucji szubienic, krwi, odwetu, niewinnych ofiar rozszalałych szwadronów śmierci, jak nam to wmawiano, tylko rewolucji moralnej polegającej na odkrywaniu prawdy, przywracaniu właściwej hierarchii wartościom i prawdziwego znaczenia słowom. Tylko tyle i aż tyle. Polska, jaka się z tej rewolucji wyłoni, nie musi być IV Rzeczpospolitą, ale na pewno nie będzie już PRL i pół.”

“Nie mam zamiaru, dłużej już nie można, jeśli Polska ma być normalnym krajem, stosować wykrętów – głównym udziałowcem budowy tego gmachu zakłamania jest redaktor naczelny ‘Gazety Wyborczej’ Adam Michnik.”

“Po tym, jak ludzie generała Kiszczaka zniszczyli część archiwów – przy tym je kopiując dla własnego użytku, to właśnie Adam Michnik zamykał usta wszystkim, którzy domagali się prawdy o przeszłości swoich politycznych i duchowych autorytetów. To on wbijał w głowy Polaków kilka lustracyjnych kłamstw: że teczki nie są ważne, że materiały, które mogą zniszczyć i skompromitować najważniejsze autorytety nowej Polski – w ogóle nie istnieją. Że przeszłość w żaden sposób nie oddziałuje na polityczne i etyczne wybory współczesnych polskich elit.”

“Bo władza sprawowana za pomocą teczek, za pomocą powszechnej amnezji, za pomocą strachu przed przeszłością była tylko środkiem do ideologicznego celu. Michnikowi zamarzyła się wolna Polska jako społeczeństwo homogeniczne ideowo. Bez podziałów, bez dyskusji, bez fermentu, a przede wszystkim bez ocen historycznych. W drodze do tego ideału po drodze było mu z każdym, kto go uznał za Arcykapłana i dzielił z nim jego wiarę. Był to przede wszystkim dawny aparat partyjny i aparat bezpieczeństwa. Dla nich ideologiczny fanatyzm był polisą na życie. A właściwie nie na życie, bo w 1989 nikt nie chciał stawiać w Polsce szubienic. Antylustracyjny fanatyzm Michnika był dla dawnych esbeków i aparatczyków polisą na zachowanie przez nich władzy i własności. Dawał im gwarancję, że pozostaną elitą III RP.”

“Dzisiaj, w dniach afery abp. Wielgusa, całe pokolenie wychowane przez ‘Gazetę Wyborczą’ zobaczyło, że świat zbudowany dla nich przez Czesława Kiszczaka i Adama Michnika był kłamstwem.”

Fragmenty artykułu Macieja Rybińskiego “Koniec Polski Kiszczaka i Michnika” ze strony dziennik.pl (podkreślenie moje)

Liście

Pamiętam, była jesień

13 październik 2009 4 komentarzy

Była taka jesień z dziwnym nastrojem oczekiwania. Nie wiem na co. Wtedy też nie wiedziałam. Oczekiwanie bez przyczyny. Przeczuwanie czegoś. Miałam kilkanaście lat. W tym wieku ciągle się na coś czeka. Do domu przyszedł nowy, spóźniony numer “Literatury na Świecie”, poświęcony literaturze kanadyjskiej, a w nim opowiadanie, czy fragment powieści, “Konfitury z pigwy”. Ucieszyłam się, że wreszcie dotarł. W tym samym czasie Mama przyniosła do domu pierwsze pigwy, jakie widziałam na oczy. To był jeden z tych dziwnych zbiegów okoliczności, jakie mi się kiedyś przytrafiały. W takich momentach pojawiał się niepokój i pytanie, czy coś jest pod powierzchnią tego wszystkiego. A czasami następowało jakieś twórcze olśnienie, którego nie pamięta się zbyt dobrze po latach. Ów zbieg okoliczności spotęgował ten dziwny nastrój oczekiwania.

***

“Salto” Konwickiego. Oniryczny film bez dna. W nieskończoność można się w nim doszukiwać nowych znaczeń i metafor. Choćby tylko na własny użytek. Jeden z tych sennych filmów, które oglądałam z pragnieniem, aby się nigdy nie skończyły. Kowalski-Malinowski był jednym z najbliższych mi bohaterów (głównie dzięki grze aktorskiej Zbigniewa Cybulskiego). Nieomal wierzyłam, że mnie zbawi, tak jak miał zbawić mieszkańców tamtego miasteczka. Za każdym razem wierzyłam na nowo. I za każdym razem coś z tej wiary pozostawało.

Tytułowy taniec z “Salta” Tadeusza Konwickiego (1965)

“Wiem o tym” Seamusa Deane

13 październik 2009 2 komentarzy

Jestem spokojny
Od wielu dni. Moje ręce
Leżą tu, niezmiennie.
Nic nie jest tak obfite
Jak ta wolność.
Jestem cały miłością.
Do niczego.
Poznałem przedmioty
Jakbym był ręką
Która je trzyma.
Nikt nie może mi
Nic zrobić.
Jestem tu sam,
Żywy w nadmiarze.
.
napisał Seamus Deane
tłumaczył Piotr Sommer

***

J. S. Bach “Wariacje Goldbergowskie” – Aria (Glenn Gould)

Primum non nocere

8 październik 2009 14 komentarzy

Wykasowałam dyskusję pod wpisem “Szczepionkowy biznes”, bo prowadziła ona do absurdu. Do stwierdzenia, że fakt, że coś mi poważnie zaszkodziło nie oznacza jeszcze, że to coś jest złe.

Kilka lat temu po przyjęciu szczepionki przeciwgrypowej przez dłuższy czas miałam szereg niekorzystnych objawów (silny kaszel, katar, stany depresyjne). W czasie dyskusji próbowano mi wmówić, że właściwie nic nie powinno mi zaszkodzić… Bo w tej szczepionce były tylko niewinne jony sodu i niewinne fragmenty zabitych wirusów… I nic tam nie miało prawa mnie uczulić czy zaszkodzić mi w jakikolwiek inny sposób. Wychodzi na to, że powinnam zacząć czuć się winna, że szczepionka pogorszyła moje zdrowie. Powinnam czuć się winna i ani nie pisać, ani nie mówić o tym. I pewnie jeszcze wysłać na mszę za powodzenie koncernu produkującego szczepionki. A ta pani, która opowiadała w telewizji  o poszczepionkowym autyzmie swojego dziecka, to już w ogóle… Wstyd, jak ona szarga dobre imię nauki (i koncernu).

Szajba. Totalna szajba obrońców szczepionek, których spotykam w sieci. Jakikolwiek głos krytyki traktowany jest jak zamach na porządek świata. Skrajna naiwność w postrzeganiu rzeczywistości, wiara w immanentne dobro Nauki i w to, że akademicka medycyna nie może skrzywdzić, bo przecież krzywdzą tylko szarlatani leczący ziółkami, homeopatią i wkładkami energetycznymi. I ci co sprzedają lampy.

***
Primum non nocere (z łac. – po pierwsze nie szkodzić), jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie.

liście

Kosmitka wysyła kartkę do domu

5 październik 2009 3 komentarzy

Samobójstwa na pasach szybkiej transmisji są ulubioną formą zachowań dekadenckich. Wiele tutejszych instytucji pomaga dekadentom w dokonywaniu aktów samozagłady.

Wieczorami dorośli izolują się od młodych i oglądają filmy instruktażowe z różnymi technikami rozmnażania się, aby potem odtwarzać je, w parach lub w grupach.

Czynności te są bardzo skomplikowane i zapamiętanie ich sprawia im kłopot. Młodzi nie zajmują się reprodukcją. Mają zbyt słabą pamięć i zdolność koncentracji.

W przypływie sezonowych depresji próbują wpłynąć na bieg czasu, manipulując przy wskazówkach domowych zegarów. Czas jest dla nich bardzo ważny. Umieszczają datę urodzin we wszystkich dokumentach.

W rozmowach stosują mimikę, która zastępuje długie i trudne do wymówienia słowa. Twarze tych, którzy prowadzą wiele rozmów, są pomarszczone ze względu na gniotliwość ich skóry.

Ciała swoich zmarłych zakopują w ziemi, z której potem czerpią różnorodne substancje. Nie potrafią przetrwać bez energii z wnętrza planety i nie umieją jej opuścić.

***

P.S.
Craig Raine “Marsjanin wysyła kartkę do domu”
Marek Czuku “Craig Raine wysyła kartkę do domu”

Kubrick "2001: Odyseja kosmiczna"

P.S.II
Wkleiłam stary wiersz z 3 kwietnia 2008. Później napiszę coś nowego.

Szczepionkowy biznes

1 październik 2009 14 komentarzy

Obejrzałam dziś w “Faktach” TVN wypowiedź matki polskiego chłopca chorego na autyzm. W dniu przyjęcia szczepionki MMR II dziecko nagle zachorowało – zrobiło się bardzo pobudzone. Potem już nigdy nie odzyskało zdrowia, zapadło na autyzm. Niemniej nadal pewna część naukowców i lekarzy (choć nie wszyscy) zdecydowanie twierdzi, że ta szczepionka nie wywołuje choroby, o czym od czasu do czasu można poczytać również na blogach, zwykle w otoczce świętego autorytetu nauki zmieszanego ze świętym oburzeniem: przebadano setki tysięcy dzieci… nie znaleziono związku… nauka nie potwierdza… jak można siać panikę… to niebezpieczna propaganda…, prawda się gorzej sprzedaje niż sensacja…, itd. itp. Ewidentnie gdzieś dokonano oszustwa lub gdzieś popełniono błąd. Albo i jedno, i drugie.

***

free

A tu fragment artykułu z tygodnika “NIE” pt. “Świnie szczepią ludzi”

“… jawi się nam po prostu gruby szwindel, który nie jest aż tak trudny do wyobrażenia. Osobiście nie mam szczególnych kłopotów z uwierzeniem, że koncerny farmaceutyczne byłyby w stanie wypuścić nową odmianę wirusa – w końcu nie bardziej śmiertelną niż zwykła grypa sezonowa – żeby zarobić na sprzedawaniu nowej szczepionki.”

Z Schulza

30 wrzesień 2009 2 komentarzy

Wśród wielu prac naukowych, podejmowanych przez mego ojca w rzadkich chwilach spokoju i uciszenia wewnętrznego, pomiędzy ciosami klęsk i katastrof, w jakie obfitowało to życie awanturnicze i burzliwe – najbliższe jego sercu były studia nad meteorologią porównawczą, a zwłaszcza nad specyficznym klimatem naszej prowincji, pełnym jedynych w swoim rodzaju osobliwości. On to właśnie, mój ojciec, położył podstawy pod umiejętną analizę formacyj klimatycznych. Jego „Zarys ogólnej systematyki jesieni” wyjaśnił raz na zawsze istotę tej pory roku, która w naszym klimacie prowincjonalnym przybiera tę przewlekłą, rozgałęzioną, pasożytniczo rozrosłą formę, która pod nazwą „chińskiego lata” przeciąga się daleko w głąb naszych zim kolorowych. Cóż powiedzieć? On pierwszy wyjaśnił wtórny, pochodny charakter tej późnej formacji, nie będącej niczym innym, jak pewnego rodzaju zatruciem klimatu miazmatami przejrzałej i wyradzającej się sztuki barokowej, stłoczonej w naszych muzeach. Ta rozkładająca się w nudzie i zapomnieniu sztuka muzealna przecukrza się, zamknięta bez odpływu, jak stare konfitury, przesładza nasz klimat i jest przyczyną tej pięknej, malarycznej febry, tych kolorowych deliriów, którymi agonizuje ta przewlekła jesień. Piękno jest bowiem chorobą, uczył mój ojciec, jest pewnego rodzaju dreszczem tajemniczej infekcji, ciemną zapowiedzią rozkładu, wstającą z głębi doskonałości i witaną przez doskonałość westchnieniem najgłębszego szczęścia.

(początek opowiadania “Druga jesień” Brunona Szulca)

A więc jesień. Nieodwołalnie. Nieodwracalnie. Na długie miesiące. Być może znowu aż do wiosny. U mnie też ostatnio klimat tak przesłodzony, przekolorowany, że zima nie zawsze ma siłę się przebić ze swoją białą grozą.

Bruno Schulz - Refraktor astronomiczny

Bruno Schulz - "Refraktor astronomiczny"

Fraktale, amonity i homeopatia

27 wrzesień 2009 14 komentarzy

Jakiś czas temu na blogu Zeruyi znalazłam poniższy fraktal.

Fraktal

Fraktal

Skojarzył mi się ze skorupą amonita. O amonitach niewiele wiedziałam. Posiadałam tyle wiedzy o tych dziwnych stworzeniach, ile zapamiętałam z licealnych podręczników biologii i geografii, czyli niewiele. Pamiętam też czarno-białą fotografię amonita z jakiegoś starego podręcznika geografii fizycznej, z wielkim przejęciem przeglądanego przeze mnie we wczesnym dzieciństwie. Ta książka już niestety dawno gdzieś zginęła.

Amonit

Amonit

A teraz, ku swemu przerażeniu, doczytałam w Wikipedii, że amonity były drapieżnymi mięsożercami, a bywały nawet kanibalami – zjadały inne amonitowate. Wyginęły razem z dinozaurami, prawdopodobnie w wyniku upadku wielkiego meteorytu. Z kolei poprzez pewien obrazek “z życia amonitów” trafiłam na stronę z pięknymi ilustracjami autorstwa Heinricha Hardera, przedstawiającymi prehistoryczną florę i faunę. Rozśmieszyła mnie poniższa scenka.

Glyptodon

Glyptodon

A wracając do fraktali…  Według bohatera niesamowitego filmu “Pi” natura ma strukturę spiralną, a według matematyka Mandelbrota – fraktalną.

Max Cohen (“Pi”) mówi:

“1. Matematyka jest językiem natury.
2. Wszystko wokół nas może być opisane i zrozumiane dzięki liczbom.
3. Jeżeli zbierzesz liczby z dowolnego systemu pojawi się wzór…
…a więc wszędzie wokół nas występują prawidłowości.”

“Pitagoras, grecki matematyk i filozof z VI wieku p.n.e. Wierzył, że cały wszechświat zbudowany jest z liczb. Jego największym osiągnięciem było odkrycie złotego podziału… którego najlepszą reprezentacją geometryczną jest złoty prostokąt. Wizualnie nie istnieje żadna zależność pomiędzy jego długością i szerokością. Ale po wydzieleniu kwadratu pozostaje mniejszy prostokąt o takim samy stosunku boków!
Tworząc coraz mniejsze prostokąty podział można kontynuować… w nieskończoność.”

“Leonardo da Vinci, włoski malarz, rzeźbiarz, uczony i myśliciel z XV wieku. Na nowo odkrył geometryczną doskonałość złotego prostokąta… i wkomponował go w swoje dzieła.
Prowadząc krzywą przez kolejne prostokąty można otrzymać mistyczną złotą spiralę. Pitagoras był zafascynowany tym kształtem odnajdując jego doskonałość w całym otaczającym go świecie.”
Muszle ślimaków. Wiry wodne. Tornada. Odciski palców. DNA. Nasza galaktyka.

Kadr z filmu "Pi"

Kadr z filmu "Pi"

Dominik Szczerba w artykule “Fraktalne oblicze natury” pisze:

“We fraktalach uderza piękno przypadkowych kompozycji – a jednocześnie wysokie samopodobieństwo i symetria. W swoich pracach Mandelbrot wyrażał pogląd, że cała przyroda ma strukturę fraktalną, a twory czysto geometryczne w ogóle nie istnieją, są jedynie stworzonymi przez ludzi uproszczeniami.

Jeśli popatrzymy na wzburzone morze o zachodzie słońca lub zamarzniętą na szybie parę wodną, to wydaje się, że Mandelbrot miał dużo racji…”

Fraktal

Fraktal

Na dodatek “porządkowanie fraktali” to hipotetyczny sposób działania homeopatii:

Być może sposobem wyjaśnienia działania leków homeopatycznych jest opis zjawisk przyrodniczych przy użyciu fraktali – samopodobnych struktur. Struktury organizmu takie jak sieć naczyń płucnych, czy nerkowych wykazują cechy fraktalne, co więcej – powierzchnie, przynajmniej niektórych białek mają wymiar fraktalny, a dynamikę przebiegu wielu procesów chemicznych w organizmie można opisać właśnie za pomocą fraktali. Zaznaczmy to raz jeszcze – istotą fraktala jest samopodobieństwo, a więc w jego najmniejszym fragmencie zawarta jest idea całości. Gdzie jednak może mieścić się ta najmniejsza część? Być może krokiem do odkrycia tej zagadki jest jedna z nowych wersji kwantowej teorii grawitacji opisana przez Jana Ambjørna, Jerzego Jurkiewicza i Renate Loli w artykule „Samoorganizujący się kwantowy wszechświat” (ŚN 8/2008). Zacytujmy autorów badania: „Obecnie badamy obszary o jeszcze mniejszych rozmiarach. Być może Wszechświat jest w nich fraktalny, co oznaczałoby, że nie składa się z żadnych niepodzielnych cegiełek w rodzaju strun lub atomów czasoprzestrzeni, lecz jest nieskończenie podzielny: struktury pojawiające się tuż po przekroczeniu pewnej granicznej skali powtarzają się bez końca w skalach coraz mniejszych.”

Jeżeli cała czasoprzestrzeń sprowadza się do struktur fraktalnych, w praktyce mogłoby to znaczyć, że sposób, w jaki są przygotowywane leki homeopatyczne – polegający na rozcieńczaniu i wstrząsaniu substancji pierwotnej np. pochodzenia roślinnego czy zwierzęcego może prowadzić właśnie do uporządkowania fraktalnego wzorca czasoprzestrzeni charakterystycznego dla danej substancji. Istnieje zatem teoretyczna możliwość, że lek homeopatyczny wzmacnia i przekazuje informację o fraktalnym wzorcu materii pierwotnie w nim zawartej. Być może to porządkowanie ma naturę sinusoidalną, podobną do fali, czego dowodem może być sposób detekcji wysokich rozcieńczeń poprzez układy białkowe. Ostatnio zaczynają się pojawiać badania wskazujące na możliwy fizyczny wymiar działania leków homeopatycznych.

Na obraz i podobieństwo – czyli co jest do czego podobne

Gdyby w leku homeopatycznym rzeczywiście udawało się zawrzeć jakiś fundamentalny, fraktalny wzorzec, co by to mogło oznaczać w praktyce? Być może zbliżamy się tu do platońskich idei – matematycznych bytów opisujących „wyższą” rzeczywistość. Nie można wykluczyć, że fraktalny wzór np. jakiejś rośliny, tożsamy dla całego gatunku takich roślin, współgra z jakimś dynamicznym stanem naszego organizmu. W istocie nie ma substancji chemicznych, które przyjęte nie wpływałyby w charakterystyczny dla siebie sposób na nasz organizm, na psychikę i emocje. W większości przypadków potrafimy szybko i bez problemu wyczuwać i klasyfikować analogiczne stany emocjonalne u innych ludzi. Być może jest tak, że każdy z nich można opisać konkretnym wzorem – zgodnym dla całej grupy podobnych stanów. Jednocześnie ze stanem emocjonalno-psychicznym wiąże się odpowiadający mu stan fizjologiczny.

Lek. med. Tomasz Kokoszczyński – “Medycyna a zdrowie”

Przybliżone samopodobieństwo zbioru Mandelbrota

Przybliżone samopodobieństwo zbioru Mandelbrota

Pieniądze, zwróćcie mi moje dziecko

24 wrzesień 2009 37 komentarzy

“Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.”

(pastor Martin Niemöller – działacz antynazistowski)

Obrzydliwa historia z tym odszkodowaniem za złe urodzenie i z kolejnymi odszkodowaniami związanymi z tą sprawą. Gdybym znalazła się teraz na miejscu tej kobiety, zapadłabym się pod ziemię ze wstydu. Kolejny wyrok sądu i kolejne tysiące. Niesmaczne.

fraktal

Wygląda na to, że ta kobieta nie ma dziecka. Ma płód, któremu przytrafiło się pojawić się na tym świecie. No, bo dziecku nie mówi się przecież rzeczy typu: “Mamusia chciała Cię usunąć, ale nie pozwolili, a potem mamusia dostała odszkodowanie za tę krzywdę.” A mówić będzie musiała, bo jeśli nie ona, to opowiedzą o tym obcy ludzie.

Czasami zło nie ma wyraźnego oblicza. Bywa, że zło to takie właśnie odszkodowanie za złe urodzenie.

P.S.
“Gazeta.pl ujawnia: Aborcja leczy wadę wzroku

Poudawajmy

20 wrzesień 2009 4 komentarzy

Ten lolcat jest chyba najzabawniejszy z wszystkich, jakie widziałam.

A więc poudawajmy…
Że życie jest proste.
Ludzie dobrzy.
Mężczyźni wierni.
Kobiety się nigdy nie starzeją.
I że wszystko jest jeszcze przed nami.
(A może jest?)

kot

"A czemu nie udać, że to się nigdy nie wydarzyło?"

see more Lolcats and funny pictures (obrazek zmniejszony)