Ateiści błądzą, agnostycy mniej

Nie trzeba długo szukać, aby spotkać ludzi agresywnie i naiwnie propagujących ateizm. Takich, którzy zachłysnęli się antyteistycznymi poglądami Dicka Dawkinsa, podobnie jak kiedyś dzieci komunizmu  zachłystywały się wyczytanymi w prasie osiągnięciami Polski Ludowej.

Wiemy, rozumiemy. Ewolucja, dobór naturalny, geny. Wszystko racja. Memy? Nie. Tu już zaczyna się fantazjowanie u Dawkinsa. Cała ta nieudowodniona teoria memetyki.

Ale wiara w teorię ewolucji nie wyklucza wiary w Boga. Jakiś inteligentny byt transcendentny wprawił kiedyś w ruch ten cały mechanizm ewolucji. Wymyśliłam to sobie, prawdopodobnie wielu innych ludzi też to sobie wymyśliło. Niemniej doszli do tego także naukowcy – fizycy, astrofizycy, kosmolodzy. To, co każdy rozsądny człowiek przeczuwa, wyjaśnia zasada antropiczna. Oto fragmenty pracy pt. “Zasada antropiczna i Wszechświat” autorstwa profesora Jerzego Sikorskiego z Instytutu Fizyki teoretycznej i Astrofizyki na UG:

“Przez około 500 lat nowożytnej historii nauki uważano, że zasadniczym celem nauk przyrodniczych jest rozpoznawanie podstawowych praw rządzących otaczającym nas światem.”

“Jest jednak kilka podstawowych pytań, na które nauka — jak dotychczas — nie próbowała odpowiedzieć. Pytania te brzmią — dlaczego prawa te są takie jakie są, skąd się wzięły i czy ewentualnie mogłyby być inne.

“Człowiek wykształcony stosunkowo łatwo potraktuje opis stworzenia w „Genesis” jako pewną metaforę i przyjmie opis ewolucji świata dawany przez współczesną kosmologię, geologię i nauki biologiczne, lecz fundamentalne pytania o pochodzenie praw przyrody oraz o sens i cel istnienia pozostają dla niego niezgłębioną tajemnicą. Jednak nawet na obszar tych pytań zaczyna powoli wkraczać współczesna fizyka. Są to dopiero pierwsze i dość jeszcze nieporadne kroczki, ale — gdy przypomnimy sobie historię — to tak było za każdym razem, gdy nauka zaczynała penetrować nowy obszar.”

“Każdy z nas, bez względu na obecną profesję i zakres wykształcenia, przypomina sobie zapewne ze szkolnych lekcji fizyki, że w omawianych teoriach fizycznych występowały tzw. podstawowe stałe, takie jak np. stała grawitacji, prędkość światła, stała Plancka, elementarny ładunek elektryczny i jeszcze kilkanaście innych. Zwykle zebrane były razem gdzieś na końcu podręcznika i można było odczytać tam ich wartości liczbowe. Nie zwracało się natomiast szczególnej uwagi na fundamentalny fakt, że te wartości liczbowe stałych nie wynikają z żadnej teorii fizycznej, lecz są rezultatem pomiarów. Żadna teoria nie przewiduje ile ma wynosić prędkość światła czy stała grawitacji i dlaczego wynosi akurat tyle, ile wynosi. Na szczęście już od kilku ostatnich dziesięcioleci zaczęto wśród fizyków stawiać sobie takie pytanie. Mało tego, zaczęto poszukiwać odpowiedzi na pytanie, a co by było, gdyby tak wartości tych stałych trochę pozmieniać.”

“Krótko mówiąc, dostrojenie tych około dwudziestu stałych fizycznych wydaje się dość sztywne i nie pozwalające na żadną niemal dowolność. W przeciwnym razie otrzymujemy świat, w którym nie ma miejsca na znany nam obraz z gwiazdami, planetami, pierwiastkami, chemią organiczną, życiem biologicznym, nie ma wreszcie miejsca dla nas samych. Wygląda więc na to, że prawa fizyki zostały niejako dopasowane do tego, abyśmy w ogóle mogli zaistnieć. Z tych rozważań i rezultatów wziął się pewien program intelektualny zwany zasadą antropiczną.

“Nauka nie mogła tak całkiem zignorować otrzymanego rezultatu. Jakoś należało się do tego ustosunkować. Próbowano oszacować szansę czysto przypadkowego doboru takiego zestawu stałych fizycznych, który warunkuje znaną nam postać świata. Niezależnie od podejścia do tych oszacowań, otrzymywano prawdopodobieństwo tak absurdalnie małe (rzędu 10–230), że praktycznie nie nadające się do żadnych sensownych rozważań.”

“Nieskończona gęstość nie ma przecież fizycznego sensu. L. Smolin, odwołując się do pewnych wstępnych rezultatów i prób kwantowej grawitacji, sugeruje, że osobliwość taka jest początkiem nowego Wielkiego Wybuchu i generuje nowy wszechświat — „wszechświat niemowlęcy”. Oczywiście ów nowy Wielki Wybuch nie zachodzi w naszej przestrzeni lecz tworzy nową własną czasoprzestrzeń, w której ewoluuje nowy wszechświat. Jego dalsza ewolucja przebiegać już może mniej lub bardziej podobnie do znanego nam standardowego scenariusza. Tak więc, według tej śmiałej hipotezy, czarne dziury, te sarkofagi umierających gwiazd, byłyby kolebkami nowych światów. Także nasz wszechświat byłby światem potomnym wygenerowanym przez zapadającą się czarną dziurę w innym, macierzystym względem niego, wszechświecie. Czyż nie fascynująca odpowiedź na często zadawane pytanie — „co było przed Wielkim Wybuchem?”

galaktyka nieregularna - NGC55

“Zbyteczne dziecko” Seamusa Heaney

Znaleziono go w kurniku, gdzie
go więziła. Nie potrafił powie-
dzieć nic.

.
Kiedy paliła się lampa,
Żółtko światła
W tylnej części domu,
Dziecko w komórce
Przystawiło oko do szpary ―

Mały chłopcze z kurnika,
O rysach ostrych jak zapamiętany
Nów księżyca, twoje zdjęcie
Wciąż jeszcze przebiega jak szczur
Po podłodze mojego umysłu,

Księżycowy człowieczku
Chowany w budzie
na końcu podwórka, i wierny,
Twoja krucha postać, jaśniejąca,
Nieważka, podnosi pajęczyny,

Kurz, zaschnięte odchody kur,
Leżące pod grzędami
I mdłe zapachy resztek
Które wsuwała ci przez drzwiczki
Rano i wieczorem.

Odgłosy tamtych kroków, cisza;
Czuwanie, samotność, posty,
Nie chrzczone łzy
I zagadkowa miłość do tego światła,
Lecz teraz mówisz w końcu

Jakimś nieznanym głosem
O czymś poza wytrzymałością,
Swym rozdziawionym niemym świadectwem
Lunarnych przestrzeni
Przebytych poza punkt miłości.
.

“Bye-Child”
napisał Seamus Heaney
tłumaczył Piotr Sommer

Bye-Child by B. MacLaverty
The Hen House boy of Ireland

Wesołek w różowych stringach

Pan Rafał się zdenerwował, uderzył pięścią w stół i krzyknął “Won!”. Precz mają sobie pójść ci geje, którzy obnoszą swoją “dumę gejowską” po ulicach, i którzy robią inne naganne rzeczy. Gdybym była mężczyzną, pewnie też by mnie denerwowali poprzebierani zniewieścielcy podważający etos i sens mojej męskości. Chyba dlatego więcej jest mężczyzn wśród osób niechętnych paradom równości i podobnym cyrkom. Ziemkiewicz używa odważnego języka: “obrzydliwy pedryl”, “przegięta ciota”, “perwers”. A co, nie wolno? Wolno. Skoro innym wolno biegać półnago po ulicy i epatować erotycznymi gestami często poza granicami dobrego smaku. Nadto Ziemkiewicz buntuje się przeciw przyjętemu nazewnictwu:

Trudny do spolszczenia “gej” (zwykło się go tłumaczyć jako “wesołek”, ale to mylące, bo “wesołek” to po polsku “dowcipniś”, a tu chodzi o ”człowieka, który prowadzi wesoły tryb życia”) sugeruje, że każdy homoseksualista musi być pajacem pokazującym publicznie zadek, lewicowym aktywistą i osobnikiem seksualnie niewyżytym; w istocie obraża ono większość homoseksualistów.

(Rafał Ziemkiewicz – “Won!”, fragm.)

Inny prawicowy publicysta, Tomasz Terlikowski, poszedł dalej. Nie ograniczył się tylko do defensywy, przystąpił do ofensywy z taką oto koncepcją:

Jeśli prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a celem jest tylko ich zadowolenie, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską.

(Tomasz Terlikowski – “Rewolucja homoseksualna”, fragm.)

Odrobinę przesadził. Zwierzę nie mówi. Zwierzę nie myśli abstrakcyjnie. Nie można się zakochać w jego pięknych i mądrych słowach, szlachetnych czynach, w jego dobroci… Po prostu nie ma tam prawdziwej miłości, nawet tej “zboczonej”. Poza tym homoseksualista oddaje się czynnościom seksualnym dobrowolnie, a zwierzę jest wykorzystywane przez człowieka. Na marginesie, uważam, że zoofilia powinna być karalna właśnie z tego względu. Ale być może pan Terlikowski wysunął tak daleko idący argument po to, aby przywołać owych wesołków do porządku, i liczy na to, że spoważnieją po tym ataku.

gay pride flag

Mapa Gomberga

… czyli jak nie wierzyć w teorie spiskowe?

Poniższy obrazek przedstawia mapę z 1942 roku. Była wydrukowana jako mapa ścienna w wymiarach 100 na 71 centymetrów. Po kliknięciu na zdjęcie ukaże się kopia mapy w rozmiarze 3972 x 2832 pikseli.

mapa Gomberga

»Napis na niej informuje, że chodzi tu o “Zarys powojennej mapy Nowego Świata” (Outline of Post-War New World Map). Autorzy mapy, stanowiący bliżej nieznaną grupę, usiłowali wywrzeć wrażenie, że przemawiają w imieniu rządu USA, umieszczając na mapie napis: “My, U.S.A., we współpracy z Demokracjami Ameryki Łacińskiej, Brytyjską Wspólnotą Narodów i Zjednoczonymi Sowieckimi Socjalistycznymi Republikami, przyjmujemy światowe przywództwo dla ustanowienia Nowego Światowego Moralnego Porządku w celu trwałego pokoju, wolności, sprawiedliwości, bezpieczeństwa i rekonstrukcji świata.” U spodu mapy znalazł się także program zawarty w 41 punktach, który zaczyna się od słów “Taka będzie nasza polityka” (Our Policy shall be this) ([1] str. 208).«

»Mapa została wydana w 1942 roku w Filadelfii, jednakże w jej lewym górnym rogu odbito pieczęć z napisem “COMPLETED OCTOBER 1941″. Oznacza to, że inicjatorzy “nowego moralnego porządku świata” ustalili swoje plany jeszcze przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny. Wydawcą mapy, zastrzegającym sobie prawa przedruku, był niejaki Maurice Gomberg, o którym A. Gella pisze ([1] str. 208), że “wedle dawnych znajomych czy przyjaciół p. Gomberga, był on emigrantem “gdzieś ze wschodniej Europy”. Z zawodu był zegarmistrzem. Formalnego wykształcenia nie posiadał, nie mniej jednak uważano go za wybitnie inteligentnego. Podobno nie był członkiem, a jedynie sympatykiem Komunistycznej Partii Ameryki.«

Powyższe dwa fragmenty pochodzą z tej strony, gdzie można również znaleźć większą ilość informacji o mapie. A tu z kolei wpis na anglojęzycznym blogu poświęcony tej mapie: The New World Order (1942).

Z postulatów zawartych pod mapą: “World wide limitations of interest rates to a maximum of two percent” (Ogólnoświatowe ograniczenie stóp procentowych do maksimum 2%.)

Sny

W wyniku przedawkowania środka przeciwbólowego (dwa ibupromy max w ciągu doby) nawiedziły mnie dziwne sny. Nie sny na jawie, ale takie zwykłe, nocne. Zbyt realne, zbyt kolorowe, zbyt niepokojące, abym mogła być z nich zadowolona. A także nieopisanie tajemnicze i symboliczne, jak to czasami bywa.

Ja generalnie mam szczęście do niezwykłych snów. Niestety nie potrafię ich tłumaczyć. I wątpię, aby w ich zrozumieniu pomogła mi dokładna znajomość Freuda, Junga, czy innych badaczy. Wątpię też, aby sny spełniały jakąś funkcję psychoterapeutyczną, co ktoś gdzieś twierdził. Sądzę, że są związane ze zjawiskiem prekognicji, ale aby umieć odczytywać z nich przyszłość wymagana jest zaawansowana wiedza, czymkolwiek by ona była. Z rzadka tylko pojawiają się w tych snach wydarzenia, które następują w jakiś czas po przebudzeniu. I dobrze, bo na dłuższą metę byłoby to męczące. Współczuję jasnowidzom.

dziwny sen

Po pierwsze – manipuluj

Co jakiś czas prasa zaskakuje mnie kolejnym pseudo-odkryciem, fałszywym twierdzeniem czy nie do końca udowodnioną teorią.

Ostatnio pewna pani doktor zgodziła się dziennikarką Gazety Wyborczej i przyznała, że “ludzie są coraz bardziej biseksualni”. Ja jestem tak samo biseksualna, jak 10 czy 20 lat temu, czyli wcale. A tytuł tego wywiadu, “Wszystkie jesteśmy trochę homo”, bardzo zwodniczy i manipulacyjny. Od lat wiadomo, że prawie każdy ma w sobie jakąś ilość pierwiastka homoseksualnego, ale nie oznacza to od razu, że pragnie, czy zamierza, realizować się w tym swoim szczątkowym homoseksualizmie.

Jeśli głupia, sekciarsko-queerowa, propaganda biseksualizmu i “międzypłciowości”, mająca chyba na celu ograniczenie liczby ludności, będzie przybierać na sile, przyznam rację autorom projektu ustawy, która ma przeciwdziałać tego rodzaju edukacji.

A tak w ogóle, to nie tylko wszystkie, ale wszyscy jesteśmy homo, i nie trochę a bardzo. A kto bardziej, tym lepiej, bo homo znaczy człowiek. Natomiast odczłowieczaniem i poniżaniem ludzi jest sugerowanie im, w jakiego rodzaju relacje erotyczne powinni wchodzić, i jak powinni eksperymentować ze swoim ciałem i duszą. Że powinni popróbować trochę z mężczyzną, trochę z kobietą, trochę ze zwierzątkiem, i tak dalej.

New World Order

Szpieg

Zagrał o prawdziwsze życie.
W trudno dostępnej grze
Z prostymi regułami.
Aby wygrać,
Zdradził siebie, swój kraj,
Swoich mocodawców.
Postawił wszystko na jedną
Szarą kartę.
Niewidoczny w nocy zła,
Wszechmocny wobec ciemności.
Był panem własnego lęku.
Lata spędzone w chłodzie
Osłabiły jego czujność.
Gdy zza żelaznej kurtyny
Powiał mroźny wiatr,
Nie schronił się.
Nie zdążył już rozesłać
Prezentów gwiazdkowych.

"Noc nad Dniestrem" - Archip Iwanowicz Kuindżi

Obcy

Wydaje im się, że myślą,
Tymczasem tylko
Uczą się generować zdania.
Wynalazcy nowych
Powiązań międzywyrazowych
Pozbawionych sensu.
Odkrywcy tego,
Co dawno odkryte.
Tak dawno,
Że nikt już o tym nie mówi.
Patrzący a nie widzący.
Słuchający a nie słyszący.
Czytający a nie rozumiejący.
Intelektualni parweniusze
W drodze ku
Emocjonalnemu śmietnikowi.

książki

W mroku

Kogo żałować w ciepłe,
Ciche wieczory?
Ludzi
Ze skrzyżowania.
Z rozdroża
Historii i socjologii.
Niczemu nie winnych.
Ofiar
Burz dziejowych.
Zawirowań historii.
Bitew i wojen.
Zamachów i puczów.
Przewrotów i rewolucji.
Transformacji i ewolucji.
Przyśpieszeń i zwolnień.

Ich nieświadome poświęcenie.
Ich nieunikniony przydział bólu.
Dla mojego względnego spokoju.

ogień

Polskie Depeche Mode

Jeśli chodzi o piosenkę z ostatniego wpisu, jest genialna pod względem melodii, rytmu, aranżacji, itd. Natomiast tekst jest cokolwiek grafomański, niemniej lepszy niż wiele innych tekstów polskich piosenek.

Zupełnie mnie zaskoczył “hormonalny sakrament” jako metafora seksu między kobietą a mężczyzną. Nigdy nie słyszałam czegoś bardziej obrazoburczego i jednocześnie tak wpływającego na wyobraźnię. Facet piszący teksty dla grupy ma niezwykłe pomysły, ale to co oryginalne nie zawsze jest artystyczne, i tu niestety jest to trochę kiczowate.W czarnej asyście koronek” to chyba najbardziej grafomański fragment utworu. A najlepszy jest refren: “Obiecała, że zabierze go do nieba, że odkryje mu niezbadany ląd…”. Ograne, banalne motywy wyznań miłosnych w kontekście zimnego, elektronicznego rocka. To mi się zawsze podobało, od dzieciństwa. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Cały tekst piosenki “Pokój na jedną noc” w wykonaniu The Cuts

Depeche Mode “Route 66″

Piosenka o miłości

Ze wszystkich opolskich premier spodobała mi się tylko ta piosenka… A manipulując trochę powiem: jakie czasy, taka piosenka o miłości.

The Cuts “Pokój na jedną noc”

Nie interesuję się współczesnym polskim rockiem, nie wiem jakie kręgi to wyprodukowały. A konkurs “Premiery” wygrał Maleńczuk.

Czerwiec

Krótkie noce. Mgliste, niepokojące przedświty, jak z obrazu Wyspiańskiego. Wtedy nawet własne otoczenie wydaje się obce i straszne. Za mało zdrowego snu w ciemnościach nocy. Może dlatego nie lubię czerwca. W tym roku jeszcze leje, błyska, i strzela piorunami.

"Chochoły" - Wyspiański

Stanisław Wyspiański – “Chochoły”

Fahrenheit 451

Ostatnio niewiele piszę. Mam zabawę z trollami. Wyskakują mi tu jak diabły z kotła, a ja ich co jakiś czas podduszam przykrywką. Przyciskam więc tę przykrywkę na wielkim troll-garze, na pisanie nie mam czasu i sił. Mogę sobie ewentualnie trochę porozważać nad fenomenem głupka sieciowego. Lubi się taki/taka zagnieżdżać na lewackich blogach, bo te z natury rzeczy są prześmiewcze i głupich przyciągają. Z kwatery głównej na takim blogu urządza sobie potem trollowate wypady, jak sieć długa i szeroka.

Przy okazji tych rozważań, muszę wyznać, że całkiem mocno obawiam się antyteistycznej ideologii. Uświadomiłam to sobie wyraźnie kilka dni temu, gdy telewizja przypomniała “Fahrenheit 451″ w reżyserii F. Truffautt, według powieści Raya Bradbury’ego. Świat bez książek. Antyutopia z jakimś niewidocznym “wielkim kontrolerem” gdzieś w tle. Czytanie i posiadanie książek zakazane. Zarekwirowane książki systematycznie palone przez specjalne oddziały.

Pewne kręgi już dziś nieomal zakazują wiary w Boga. Mnożą się blogi i strony opiewające geniusz antyteisty Dawkinsa. W UK wieszano niedawno plakaty z napisem: “Boga prawdopodobnie nie ma”. I tak dalej. Ja już czuję oddech Wielkiego Brata, wroga wszelkiej religijności i duchowości. I aby nie było nieporozumień, lewactwa nie akceptuję w równym stopniu, co papizmu i wszelkich innych form niezrównoważenia mentalnego.

"Fahrenheit 451" - F. Truffaut

“Fahrenheit 451″ (reż. F. Truffaut)

4 czerwca 1989

Widzę, że ludzie wspominają 4 czerwca 1989 roku. Kolejny modny temat. Jakoś nie chce mi się przypominać tego czerwcowego “odzyskania wolności”, ale całkiem wyraźnie pamiętam studenckie strajki na Uniwersytecie z wiosny 1988 roku. Brałam w nich udział, jeśli można to tak szumnie nazwać, czyli nie było zajęć. Między studentami, snującymi się po korytarzach i salach wykładowych, snuli się kapusie. Pamiętam jakieś  znane persony, które przyjechały wtedy na uczelnię “z odczytem” i słowem otuchy. W tamte dni zapisałam się do NZS-u. Jeden z przywódców tego strajku, na którego często trafiałam, jest teraz prezydentem jednego z dużych miast. Wiele wspomnień. Większość wolę zachować dla siebie.

***
Popłakałam się, jak znalazłam w sieci to zdjęcie… Tyle czasu minęło.

strajk studencki

Bomba chemiczna

Zatrułam się dziś środkiem do czyszczenia fug, a przecież go nie piłam. Duszę się i mdli mnie od zapachu jednego z szamponów do włosów. Jakiś czas temu kupiłam chińskie tekstylium śmierdzące palącym się plastikiem czy czymś podobnym. Silnie uczulające. Nie jestem z Marsa. Pewnie wiele osób reaguje w posobny sposób na te produkty. W sprzedaży są setki szkodliwych rzeczy. To kolejny aspekt cywilizacji śmierci. Czy ktoś kontroluje chemikalia, i w ogóle towary, jakie wciska się ludziom? Na dobrą sprawę chyba nikt.

W sumie dobrze, że tak mnie to wszystko “odrzuca”. Mój organizm broni się jak może przed całą tą chemią. Niemniej uświadamia mi to,  jak bardzo zatruty jest  świat, w którym żyję. Dlatego bardzo mnie dziwią głupawe akcje skierowane przeciw lekom homeopatycznym i naturalnym, bo leki te są mało toksyczne, a brak ich skuteczności nie jest naukowo dowiedziony, zaś skuteczność leków syntetycznych jest często kwestionowana, nie mówiąc już o ich strasznych skutkach ubocznych.

Kampanie przeciw tzw. niekonwencjonalnym metodom leczenia, które obserwuję ostatnio na kilku blogach, przeprowadzane są przez ludzi uzurpujących sobie prawo do Wszechwiedzy i do wydawania arbitralnych decyzji w sprawie tego, co jest skuteczne a co nie, i czym się ludzie powinni leczyć a co wyrzucić do kosza. Osobom tym wypadałoby przypomnieć Sokratesowkie “Wiem, że nic nie wiem”. Może to skłoni ich do umiarkowanej choćby pokory w wygłaszaniu swoich sądów.

Homeopatia