napisał Craig Raine
Caxtony to wieloskrzydłe mechaniczne ptaki
niektóre bardzo cenne dla ich upierzenia –
za ich to sprawą wypływają oczy
lub ciało krzyczy nie czując bólu.
Żadnego jeszcze nie widziałem w locie, ale
czasami siadają na dłoni.
Mgła jest, gdy niebo zmęczy sie lataniem
i opiera swój miękki mechanizm na ziemi:
świat robi się wtedy przyćmiony i książkowy,
jak rycina pod bibułka.
Deszcz jest, gdy ziemia to telewizja.
Ma on taką właściwość, że ściemnia kolory.
Model T to pokój z zamkiem pod ekranem –
przekręcasz kluczyk, by uwolnić świat
do ruchu tak prędkiego, że ci pokazują
film, byś przypadkiem nie przeoczył żadnego szczegółu.
Znowu czas jest przywiązany do nadgarstka
lub trzymany w pudełku i tyka niecierpliwie.
W domach śpi nawiedzony aparat,
gdy go ponieść - chrapie.
Jesli ten demon płacze, unoszą go
do ust, by uśpić ponownie
dźwiękami. A przecież budzą go
umyślnie, łaskocząc palcem.
Tylko młodym wolno cierpieć
jawnie. Dorośli muszą chodzić do pomieszczeń karnych
gdzie jest woda, lecz nic do jedzenia.
Zamykają drzwi i znoszą odgłosy
w samotności. Nie zwalnia się nikogo,
a ból każdego z nich ma inny zapach.
Nocą, gdy wszystkie kolory konają,
kryją się parami
i czytają o sobie –
w kolorze, z zamkniętymi oczyma.
Craig Raine, 1979
(A Martian Sends A Postcard Home)
tłumaczył Jarosław Anders
Przypomniał mi się ten wiersz po przeczytaniu pewnego wpisu na blogu Fraglesi. Przy obecnej gorączce politycznej przyda się trochę marsjańskiego spojrzenia na rzeczywistość.






[...] P.S. Craig Raine “Marsjanin wysyła kartkę do domu” [...]