Miałam się tu trochę pożalić na niektóre żeńskie blogi, które raz są otwarte dla szerokiej publiczności, a za chwilę znów zamknięte… Jak również miałam trochę nawymyślać na te z kobiet piszących blogi, których nie lubię ze względu na egotyzm bijący z ich postów… Ale nie będę robić tego wszystkiego, bo nie wypada, jak również szkoda czasu i zachodu :).
P.S.
Bardzo ciężka muzyka…
Led Zeppelin, “How Many More Times”, 1968






Nie no pewnie, po co tracić czas na wylewanie żółci na klawiaturę :))
No właśnie :).
Kobiece blogi czasem denerwują. Chociaż ja mam kilka, które lubię - takie “o moim facecie” i ” jak urządziłam mieszkanie”. Czasem odstresowuję się tam, w domowej atmosferze, chociaż nie zawsze mam przekonanie czy autorka najmądrzejsza
. Natomiast mnie wkurzają zadęte do bólu blogi feministyczne, gdzie wszystko jest jak odezwa bitewna. To najczęściej studentki piszą. Są bardzo nieautentyczne, chociaż pieczołowicie prowadzone. Często zaglądam, bo interesuje mnie Feminizm, ale te blogi, ten styl, zniechęca mnie do dyskusji.
Tych blogów feministycznych to wcale nie czytam, bo widzę że tam głównie dziwacy piszą
Nie znalazłam sobie jeszcze ulubionych blogów do stałego przeglądania, na razie od czasu do czasu zagadam tu i tam, nieregularnie…
Blogi “o moim facecie” są raczej naiwne, czasem mogą trafić się ciekawe…. Lubię też czasem popatrzeć na blogi z wnętrzami.
Ja mam kilka, które chcę stale czytać, ale bardzo narzekam, bo zawsze mi coś wypada, ostatnio chyba przez miesiąc nie byłam na kilku, które są naprawdę fajne.
Z feministycznych dobry jest moim zdaniem blog Izy Kowalczyk na bloxie, ale to blog o sztuce no i jak dla mnie wyjątek. Piszą tam też i dziwacy, ale autorka umie prowadzić te dyskusje z dużą kulturą. Nikt tam nikogo nie obraża.
Mnie również brak czasu na przeglądanie blogów, które wydają się ciekawe czy choćby sympatyczne, mimo że nawet nie mam ostatnio wiele pracy
Może kiedyś ułożę sobie jakiś zestaw linków do regularnego odwiedzania, może do wiosny, albo do jesieni…
Nie znam tego blogu Kowalczyk. Muszę czasem zajrzeć na Blox. Dawno tam nie byłam. Miałam tam swój pierwszy blog, ale już na nim nie piszę i przeniosłam tu wszystkie wpisy.
Słyszę feministka itp, to od razu mam jakieś dziwne złe emocje w sobie :D. Złe? hmm, może zbyt mocno, ale na pewno śmiech we mnie wzbiera
Dlaczego śmiech?
U mnie wywołują to lub irytację, dlatego, że one czasem nie rozumieją, jakie zasady rządzą tym światem…
Krótko?
to co sama napisałaś: “dlatego, że one czasem nie rozumieją, jakie zasady rządzą tym światem…”
Sufrażystki to były na topie “jakiś” czas temu ;).
Teraz ciut inaczej wygląda świat i zasady nim kierujące.
P.S. Śmiech i odrobinę politowania…
W pewnych kwestiach zrównałbym tę grupę do anarchistów. Do tych “książkowych, słownikowych” anarchistów typu Proudhon.
“Feministki” też de facto mają to samo skrzywienie . W samym założeniu mylnych stwierdzeń, względem faktycznych roszczeń nie brakuje.
Zbyt wiele niespójności.
Nie słyszałam o Proudhonie, albo zapomniałam…
Feministki to jakieś dziwactwo, jedyne co mi w ich poglądach odpowiada, to niechęć pewnych ugrupowań do pornografii :). Ale podobno pornografia stanowi 60% zawartości sieci, więc niczego nie wywalczyły…
Dla “feministek”, na rozluźnienie proponuję super ambitny film: SexMisja
Nie lubię “Seksmisji”, choć trochę śmieszna…
Myślę, że feministkom schlebiałoby porównanie ich do Proudhon`a :).
Wstępnie zgadzam się z Wami. Ja miałam “przelotny flitr” z feministkami -pisałam na wspólnym blogu feministycznym kilka miesięcy. Skończyło to się jednak raczej klęską.
Dla mnie to albo oszołomione studentki, idące za “modnym słowem” lub po prostu przeżywające erę swojego młodocianego buntu. Albo, te starsze, bardzo, bardzo postkomunistyczne
Osobiście nie jestem całkowitą przeciwniczką pornografii. Nie znoszę ostrego porno i uważam, że ograniczenia wiekowe są ważne. Wydaje mi się, że ważna jest dystrubucja - w sieci jest za dużo tego, to na pewno.
Ale rzeczywiście, są bardzo nieżyciowe, pewnie dlatego, że to ruch animowany przez kobiety z akademii, a zza biurka świat wygląda inaczej.
Moon, jesli nie lubisz pornografii blog Izy Kowalczyk może Ci się nie podobać :). BTW, dziekuję za komentarz wiesz gdzie, ale niestety utonął w ogólnie panującym tam tonie…
A co u Kowalczyk są “gołe baby” czy sceny seksu? Już widziałam dziś na jakimś blogu gejowskim link do tego jej bloga.
Umieściłam tam ten komentarz, a po około trzech dniach ktoś tam napisał coś niby złośliwego. Miałam się im “odgryźć”, ale zastanawiam się czy warto. Właściwie to był dziwny komentarz, bo śmieją się sami z siebie…
Nie, zdecydowanie nie warto. Albo autor kiedyś przejrzy na oczy i sam uporządkuje wypowiedzi swoich kamratów, albo nie ma co się mieszać. Niby to miała być obelga, ale rzeczywiście jakaś już zbyt absurdalna
Ten blog Izy Kowalczyk imponuje mi jako blog krytyczki sztuki, są tam dobre teksty osoby, którą drukuje Tygodnik Powszechny itp. Z jej lewicowymi poglądami się nie zgadzam, ale ponieważ studiowałam w latach 90-tych, jestem przyzwyczajona do innej kultury dyskusji, niż ta powszechna obecnie. Na tamtym blogu jeszcze to się uchowało, dlatego zaglądam.
Ona lubi pornografię, o czym był tekst jakoś na wiosnę ( + obrazki) i nawet ciekawa dyskusja. Ta pornografia to prace artystyczne, więc to nie to samo co syf po innych blogach. Napisałam, bo nie chciałam żebyś się rozczarowała, gdybyś tam poszła za moją namową. Oczywiście, nie w każdym wpisie jest pornografia. Dla mojego kolegi na przykład to blog, który czyta po piwku w weekend “żeby się pośmiać z feminizmu” -chodzi o niektóre dyskusje.
O ile pamiętam tam jest praca feministyczna czyli główka Barbie w doskonale sfotografowanej waginie (dla mnie akurat zabawne, bo to dowód na pewną naiwność tych artystek, żeby nie napisać, że to potwornie głupie) albo dwie Barbie, imitujące stosunek heteroseksualny, a do tego skąpane we krwi
( to inna praca). No więc blog jest wysoko na top liście, bo mniej oblatany w sztuce internauta też znajdzie coś ciekawego dla siebie 
Zajrzę tam w wolnej chwili :).
Te przykłady “dzieł sztuki feministycznej” , które przedstawiłaś, są przerażające i trochę idiotyczne… Dla mnie to “wytwory” ludzi skrzywdzonych przez los lub ciężko chorych
Jeśli chodzi o pornografię, najbardziej razi mnie “hardcore” ;), i wszelkie dewiacje w tym “lesbijstwo”, jak również “plastikowa” pornografia z amerykańskich filmów. Ale bardzo podobał mi się europejski film “Intymność”. Nawet poświęciłam mu notkę…
http://moon5.wordpress.com/2007/10/02/intymnosc/
Kultura dyskusji jest często na żenującym poziomie na wielu blogach. Czasami nie warto nawet wchodzić ze swoim głosem. Rzucają się na Ciebie jak chuligani na bezbronnego kotka. I w ten sposób nauczyłam się trochę bezczelności
“Intymność” też bardzo mi się podobała. Raz oglądałam to z moim facetem (niestety, już byłym), potem sama. Notkę przeczytam zaraz. Ja lubię też film “Skaza” Luisa Malle`a z Binoche i Ironsem, ale to właściwie też film psychologiczny. W sumie chodzi o dobry smak i jakąś elegancję a w jednostkowym odbiorze -po co to komuś? Raz zalogowałam się dla żartu na erotycznym czacie, z którego po 10 minutach uciekałam,bo zaczęłam otrzymywać tylko propozycje wspólnej masturbacji, co jest zdecydowanie zboczone.
Raz oglądałam film erotyczny “les”, jakiś w miarę łagodny, mnie to tak bardzo nie razi.Szczerze mówiąc, jest mi wszystko jedno. Rozumiem też, że Ty uważasz, że to dewiacja. Ja chyba to akceptuję, ale też nie do końca. Jestem gdzieś pośrodku.[znaczy z akceptacją- lesbijką nie jestem :)]
Jeśli chodzi o “Skazę” to nie mam pewności, czy widziałam czy nie… Możliwe, że oglądałam to jednym okiem, bo mało pamiętam. Będę musiała kiedyś obejrzeć dokładnie.
Nigdy nie byłam na czacie erotycznym, ale w sieci zdarzały mi się takie czy inne propozycje “nie do odrzucenia” ;), mimo że wcale się nie napraszałam…
Rozumiem, że lesbijki nie umieją inaczej kochać, jak tylko kobietę. To jestem w stanie zrozumieć.
Dewiacja to dla mnie kobiety biseksualne lub aktorki filmów porno. Generalnie nie lubię porno-filmów. Brzydzi mnie to.
Aktorki i aktorzy. Tu mogę się zgodzić, plus prostytucja, ale taka z własnej chęci, nie kobiet, które zostały zmuszone.
Co do osób biseksualnych, znam kilka takich, mężczyzn i kobiet. Ja określiłabym to tak - dla mnie normą jest chęć bycia w stałym związku, wierność i monogamia. Sama zawsze żyłam w heteroseksualnym związku, więc do tego jestem przyzwyczajona :). Jeśli ktoś jest biseksualny, to decyduje się na coś, jeśli żyje w związku. Moja znajoma wyszła za mąż za biseksualistę, który sam się do tego przyznał, zresztą też z nim o tym rozmawiałam. Przed ślubem znała go kilka lat, więc miała do niego zaufanie. To zwykłe małżeństwo. Niby można się zastanawiać : ” Z kim ją zdradza?”. Ale zdrada jest okropna chyba niezależnie już od płci tej trzeciej osoby.
Natomiast mój były facet zawsze żartował, że podobają mu się biseksualistki. Faceci okropnie lubią takie klimaty. Nie spotkałam jeszcze żadnego, który by powiedział, że tego nie lubi. Nawet na prawicy.
“Skaza” to stary film z 1992 roku bodajże i nawet taki moralitet :). Ja jestem niesamowitą fanką Jeremy`ego Ironsa, więc ogladam prawie wszystko, w czym gra -staram się.
Też bardzo lubię Jeremy Ironsa.
Prawdziwych facetów jakoś mało
Za kobietę biseksualną też bym nie wyszła
Nie wyszłabym za biseksualistę, pewnie dlatego nie mam męża
Kiedyś jakaś kobieta uśmiechnęła się do mnie na ulicy, nawet dwie kobiety. Dla mnie nie było to, ani śmieszne, ani krępujące, po prostu przeszkadzało mi, bo nie miałam najmniejszej ochoty odwzajemniać tego uśmiechu
Byłam kilkakrotnie w opałach, bo koleżanka lesbijka jakoś pałała do mnie sympatią
. Mogę usiąść na kolanach koleżance, która ma męża, albo ciągać się za włosy z dziewczyną, o której wiem, że ma chłopaka
. To są żarty, ale kiedy koleżanka, o ktorej wiem, że żyje z kobietą, podciąga spódnicę i pokazuje kolano, skracam wizytę
. Też i dlatego, że to nie fair wobec tej drugiej. Kiedyś rozmawiałam z biseksualną znajomą, ona była dość krytyczna w stosunku do tych kolezanek les i chyba nie do końca się w tym odnajdywała. Ona mi mówiła, że tam jest bardzo duże przyzwolenie dla zdrady. Kiedy któraś z nich przyjdzie na imprezę z kimś [z lesbijką też, oczywiście] a wszyscy wiedzą, że ma stałą partnerkę, nikt nic nie mówi i jest to traktowane normalnie. Te związki są nie do końca takie, jak heteroseksualne. To nie jest chyba tak, że “to taki sam związek” tylko homoseksualny.
Ja może bym i wyszła, w każdym razie za dwóch, których znam. Ale oni są zajęci
. Też nie mam męża, bo ciężko coś znależć w dzisiejszych czasach. Żeby chociaż w połowie był jak Jeremy 

Z kobietą bym się nie związała, też i dlatego, ze własnie znam takie osoby i ich związki. Poobserwowałam przez pare lat i nie mam złudzeń. One niech tak żyją, ale to nie dla mnie. Po tych obserwacjach też nigdy nie uwierzę w przesladowania lesbijek, w kazdym razie w duzym miescie. Faceci [sasiedzi, koledzy z pracy] nadskakuja im, naprawiaja samochód itd. może dlatego, ze wygladaja zwyczajnie, maja długie włosy a nie jeżą, chodza w kobiecych ubraniach. Na ulicy tez nikt nie pozna, ze to lesbijka. Może gejów rzeczywiscie przesladuja, ale chyba przestaje mnie to obchodzić
Nigdy nie siadałam kobiecie na kolanach :). Jakby mi jakaś zaczęła pokazywać kolana, nie wiem, jak bym zareagowała, na pewno bym się na nią nie rzuciła
Na mnie czasem jakieś baby dziwnie patrzyły. Obrzydliwe to było :/
Część lesbijek jest totalnie niedojrzała emocjonalnie. Gdyby dojrzały, pewnie nie byłyby lesbijkami. Z gejami jest chyba trochę inaczej.
Wydaje mi się, że za łatwo i za często “wrzuca się do jednego worka” gejów i lesbijki. To polityczne i głównie w debacie publicznej tak się robi. Ich organizacje są wspólne itd. To jedno środowisko, a przecież dwie płci?
Wiesz co, nie wiem. Trudno mi powiedzieć -mimo, że znałam te koleżanki długo, właściwie nie wiem, jakie one są. To było dziwne, bo one miały siostry, właściwie w tym samym wieku. Obie były młodsze o rok i dwa lata i zupełnie heteroseksualne. Więc to by przeczyło teorii, że atmosfera w rodzinie i wychowanie [patologiczne, w domyśle] warunkują czy wzmacniają taką orientację. Poza tym one dlatego tak łatwo dogadywały się z heteroseksualnymi koleżankami. Gdyby nie miały tych sióstr, może byłyby bardziej nieprzystosowane. Generalnie robiły wrażenie emocjonalnie rozgarniętych, ale miałam wrażenie, że sporo ukrywają -właśnie agesję, i to nie nawet względem mężczyzn, tylko do kobiet. Po prostu wiedziały, co mogą powiedzieć w gronie heteroseksualnym, a co nie.
Ja dośc sporo czasu spędziłam w artystycznym środowisku, gdzie totalnie akceptuje się homoseksualne osoby, ale też i te osoby są zazwyczaj bardzo utalentowane i dlatego są akceptowane :). Może dlatego dałam się wkrecić w tamten blog.
Chodzi Ci o tamten blog, który prowadziłaś z między innymi z Tomkiem Łysakowskim, czy o ten, który on prowadzi na WordPress?
Myślałam konkretnie o komentarzach na blogu Łysakowskiego. Na studiach znałam kilku gejów, którzy byli akurat naprawdę uprzejmi i to zupełnie inny klimat, jeśli chodzi, czego by się można spodziewać. Dlatego w ogóle tam poszłam, a też dlatego, że to on zrobił do mnie link, więc chciałam sprawdzić, co to za blog. Akurat wtedy był całkiem jeszcze znośny, no a teraz się “zaczęło”.
Ten blog genderowy prowadziły dwie adminki, o których nic nie wiem, jedna wydawała mi się dość dziwna. Po prostu dostałam link z zaproszeniem, tak jak około 80 innych osób. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że to środowisko zwiazane z “Zadrą” i kultem neopogańskim.Wtedy się wycofałam, bo jak dla mnie to nieco “sekciarskie”.
Nie słyszałam o “Zadrze”…
Myślę, że każdy gej jest inny, tak jak każdy heteryk jest inny, ale oni odizolowali się od reszty świata, dlatego ludzie generalizują.
Off topic: przepraszam, zamknęłam blog
. Skasuję go za parę dni, bo w sumie mam czas tylko na prowadzenie jednego. Napisałaś tam komentarz, więc wyjaśniam, żeby nie było Ci przykro.
Nie szkoda Ci Twojej pracy, tych wszystkich wpisów?
Część sobie przeniosę a film z YT wstawia się w przeciagu sekundy, więc mi nie szkoda. Wolę jednak mój poprzedni blog, a na 2 nie mam czasu i ochoty.
http://www.marysialada.blox.pl
[jest dość swawolny]
Trochę swawolny… Nie rozumiem ludzi, którzy robią to po parkach przy innych :/. Akurat na taką notkę zwróciłam uwagę :).
To było akurat w obronie moralności :).