Nie jestem dobrem/złem publicznym.
Nie musisz rozumieć mojego bloga ani mnie.
Nie błagam o Twoje zainteresowanie.
Ci którzy chcą mnie zmienić, “wychowywać” czy poobrażać, oczywiście nie są tu mile widziani :).
P.S.
Utwór z albumu “Seventeen Seconds”…
The Cure “A Forest” (1980)






Najlepiej zatem byłoby , aby nikt tego bloga nie odwiedzał.
Autorka zasłuchana i zaoatrzona w siebie niech sobie siebie czyta.
My internauci mamy tylko zapełniać tę stronę ,a nagrodą jest porcja inwektyw.
Były już kanalie, dzieciate baby odwiedzające erotyczne czaty,rozwiąły satyr i kto tam jescze.Nie piszmy nic!Reszta jest milczenim.
Ktoś tu Panią wyzwał? Ja na pewno nie
Przytacza Pani moje wypowiedzi o innych ludziach, nieznanych Pani, na dodatek nie rozumiejąc właściwego sensu tych wypowiedzi…
To ja zapełniam stronę. Ja tu piszę. Komentarze nie są niezbędne dla funkcjonowania do bloga, a na pewno nie niechciane komentarze. Licznik i tak pracuje dzięki Google i tagom.
To mój blog i tworzę go dla siebie i dla ludzi, którzy rozumieją co piszę.
A tom się na koniec mimo wszystko zdrowo ubawiła.Bóg z Tobą dziewczyno!
Cały czas zgrywałaś “życzliwą”, a teraz wylazło z Ciebie, to co miało wyleźć…
@Salamandra
Znam się chyba na ludziach lepiej od Ciebie, bo od początku nie miałam żadnych złudzeń
zaglądam tu od dawna… ale od definicji “prawdziwej kobiety” mam wątpliwości… czy nadal chcę… dziś poczytałam komentarze pod tym i przedostanim postem… i zastanawiam się nad jednym: po co pisać bloga jeśli nie oczekuje się odwiedzających? po co włączać kometarze, jeśli ich istnienie ma się w zadku, nie wspominając o komentujących? nie lepiej pisać pamiętnik?
“Licznik i tak pracuje dzięki Google i tagom.” - o czym to świadczy?
ehhh dzieczyno… kobieto, wyrównaj poziom hormonów… to nie boli, a pomaga
i jest nawet przyjemne
pozdrawiam… choć i tak zaraz mi się pewnie oberwie hehehe
Najważniejsze aby iskrzyło.
Przyłączam się z… przykrością do wpisu SKEM. Możliwe, że jestem mało inteligentny i nie jestem w stanie pojąć subtelności zawartych w Twoich wpisach, a zwłaszcza w ostrych słowach, które kierujesz do ludzi życzliwych Tobie. Oczekując zrozumiani i szacunku od innych zabrakło Tobie empatii dla innych. Nie dziw się, że w ten sposób wielu odstręczyłaś od siebie.
Najpierw myślałem, ze ktoś rzeczywiście skrzywdził Cię, ale poczytałem twoje dialogi z komentatorami oraz wskazany przez Ciebie… niby złośliwy blog TOTERAMY. Nie masz dystansu do siebie samej, innych traktujesz jak ludzi ze złymi intencjami.
Zostało Ci google i tagi… szkoda
@Skem
Dziękuję Ci życzliwa Skem. Nie mam złudzeń i do Ciebie od początku. Twój ton wyniosły i protekcjonalny…
Mój poziom hormonów jest całkiem dobry.
@Lunetarius
Nie rozumiesz Lunetariusie, to nie zaglądaj.
Dlaczego schodzą się tu tacy “życzliwi”?
Naprawdę piszę głównie dla siebie, i bardzo niewielu osób. Tak trudno to zrozumieć?
Nie zapraszałam tu ani Ciebie, Skem, ani Ciebie, Lunetariusie… Skąd te pretensje do mojej osoby?
@Oye
Nie o takie iskrzenie mi chodziło.
Nie lansujcie się tu ze swoimi komentarzami najeżdżającymi na mnie. To żenujące.
I sporo w tym zwykłej blogerskiej zawiści.
Czy ja komentuję jeszcze na waszych blogach?
Już od jakiegoś czasu nie komentuję… Z własnej woli
@moon: utworzenie bloga bez hasła jest swoistym zaproszeniem… gwoli ścisłości…
nie masz złudzeń… często to powtarzasz… i być może w tym jest problem… bez złudzeń trudno marzyć… bez marzeń trudno żyć…
Mam marzenia.
Spełnienia marzeń Twoich- życzę!
Zamknę chyba komentarze.
Zamknięcie komentarzy sprawi “zapadnięcie się” mojego bloga, ale skoro tylu życzliwych się o to stara, chyba będę zmuszona to zrobić…
To zupełnie szczere życzenia! Nie podziekujesz nawet?
Kto życzy naprawdę szczerze, nie oczekuje podziękowań… Żegnam.
Prawdę rzecze Zaratrusta-żegnam!
Ciągle czegoś mi życzysz… Ile można to wytrzymać? Ile można wytrzymać czyjąś natarczywość?
Tak samo trudno znieść na dłuższą metę czyjś paternalistyczny dydaktyzm.
Oki Moon-przyjmuję to do swojej wiadomości i ży….aaaaa zapomniłem,że dobry ton, to u Ciebie zły ton! Pa!
A o co chodzi?
Dziewczyno masz manie prześladowczą i sama nie wiesz o co Tobie chodzi. Skoro piszesz tylko dla siebie i kilku innych nie rób tego bloga publicznym. A skoro już jest to blog publiczny, to każdy ma prawo wejść i powiedzieć, co myśli o Twych - teraz to już wiem - chorych z nienawiści do wszystkich i wszystkiego wypowiedzi.
Zablokuj nas albo zlikwiduj bloga. Ty sama siebie nie rozumiesz i bełkoczesz ciągle… wszystkich rzekomo znasz i ich nastawienie. Tak, jak sama jesteś nienawistna wobec życzliwych, to mało kto Tobie dorówna, życzliwych zamieniasz w niechętnych i wrogich. Masz do tego talent:-)
Twoje wpisy są o wydumanej nienawiści i złych ludziach.
Twój blog odbieram teraz jako jedną z najbardziej toksycznych części blogosfery, o której tak źle się wypowiadasz. Gdybyś pisała o czymś dla przyjaciół, to nie siałabyś jad, którym i nas skaziłaś.
Nawet życzliwe słowa… odtrącałaś. Obrzydlistwo. Aż mi niedobrze się robi na myśl, że próbowałem Cię wspierać. Okazuje się, że nie miałem racji. Truj się sama i udław swoim jadem.
Widzę, że już blokujesz komentarze. Boisz się prawdy o sobie. W ogóle zlikwiduj możliwość komentowania.
Ale życzliwy Lunetarius
Maska opadła…
Chroń mnie Boże przed takimi przyjaciółmi. To już wolę kilku otwarcie złośliwych Black-Op’sów.
Będę krytykowała pewną część blogosfery, bo to targowisko próżności i świątynia głupoty…
I dlatego chyba Wam się nie podobam.
Jest takie powiedzenie: RĘCE I GACIE OPADAJĄ.
Założę chyba szelki.
Dobrze, że nie muszę na to patrzeć… I takiego słownictwa się nie spodziewałam
P.S.
Napisałam dziś, że jeśli mnie nie rozumiesz, nie wchodź tutaj.
@skem
Nigdy nie twierdziłam, że “mam istnienie komentarzy w zadku”.
1. ja tam czytam tego bloga, bo Moon do każdej notki wrzuca fajny kawalek
2. Moon chyba ma prawo pisać na SWOIM blogu dowolne rzeczy
takoż cenzurować komentarze
3. ktory kawałek blogosfery nie jest toksyczny ?
A więc nie czytasz tego bloga, tylko słuchasz muzyki.
Już był tu kilka-kilkanaście dni temu jakiś toksyczny osobnik, który powiedział, że tylko muzyka tu jest dobra…
Słowa lunetarius-a sa bardzo ostre nie wiedziałam,żze ma w sobie tyle
złości i agersji ..nie przypuszczłam.. i tyle solidarnosci wsrod blogujacych i ostrych slów
To prawda Twój blog !
Ty jestes Panią i decydujesz !!!!!!!!!!!!!!!
,, Nie lansujcie się tu ze swoimi komentarzami najeżdżającymi na mnie. To żenujące”
Popieram !!
To Tak trzymaj i nie daj sie .. życzę veny twórczej
omiń ten dzien zamknij w pamięci .pisz nadal pisz milo jest czytać.
Wybacz Moon, ale akurat ja jestem niepowtarzalny w swojej otwartej złośliwości. Pozostaje Ci zadowolić się Lunetariusem
Z wyrazami toksyczności -
Black
@Dorka
Okazało się, że w sieci nie ma przyjaciół… Ktoś zachowuje się jak przyjaciel przez długi czas, a potem nagle “wbija Ci nóż w plecy”.
Moon, pozwolę sobie nie zgodzić się z Twoją opinią. Można znaleźć w sieci przyjaciół, można i wrogów. Ale przyjaźń to coś więcej, niż kilka zdawkowych zdań, wymiana komentarzy czy gesty uprzejmości.
“Chroń mnie, Boże, przed przyjaciółmi. Z wrogami poradzę sobie sam…”
I tą ludową mądrością wypisuję się z niniejszej dyskusji.
Jesteś wrogiem, więc nie komentuj. Teraz już wiadomo, kim jesteś.
[że jeszcze pozwolę sobie niewinnie spytać: po czym wiadomo, skoro wiadomo to właśnie "teraz"?]
Po tym wszystkim, co napisałeś w komentarzach do wpisu “Plotkarki c.d.”.
śmiem zauważyć, że do przyjaźni trzeba czegoś dużo więcej niż kilku komentarzy na blogu…
Nie zostawiaj tu swoich uwag, Skem. Twój wczorajszy wywód był wystarczająco arogancki i nie na miejscu. I Black Ops już wcześniej powiedział, że żadnej przyjaźni nie było.
To moja osobista sprawa, kiedy zaczynam uważać daną osobę za przyjaciela, i na jakiej podstawie.
I ten od “opadających gaci” niech też już się nie wypowiada. Wyjątkowo prostackie to było.
“…i nikt nie wyjdzie stąd żywy…”
Ten komentarz zupełnie nie na miejscu, jako że od pewnego czasu, z powodu braku mojego wyraźnego sprzeciwu, trwa tu festiwal wtrącania się w mój blog, moje życie, i we wszystko, w co można się wtrącić.
Udzielane są także porady medyczne, tak jakbym była gnomem żyjącym w norze, nie wiedzącym o odkryciach współczesnego świata i możliwości skorzystania z nich, kiedy będzie to potrzebne.
A teraz muszę popracować nad pokazywaniem się tu czasu letniego
Proszę nie podpowiadać.
Jeśli będziesz potrzebować hinta, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Normalnie poprosiłabym kogoś pomoc, ale ostatnio odkryłam, że można dodać godzinę obok daty, i było tam też coś o czasie letnim. Może mi się uda.
Widziałam, gdzie można Cię znaleźć. Będziesz miał swoją publiczność i wielbicielki.
Śmiem wątpić, poza tym miałem na myśli pocztę elektroniczną. Wielbicielek nie potrzebuję, to zapewne też już wiesz - za bardzo skupiam się na jednej takiej, Młodej.
Ale jakby co - tam też zapraszam.
Oczywiście śmiem wątpić w publiczność i wielbicielki, nie w powodzenie Twojej misji
Możliwe że zdeformuję również stary czas. Zobaczymy.
Nie chcę Cię zamęczać mailami. Kiedyś pisałeś, że odpisujesz mi tylko w przerwie na kawę…
Tym bardziej, że skupiony jesteś na jakiejś Młodej. Ja jako nie do końca “młoda”, czułabym się źle, rozmawiając z amatorem dużo młodszych kobiet
Odpisywałem w przerwach na kawę, albowiem miałem na plecach oddech dwóch zleceniodawców. Ale kawę popijam zazwyczaj w hurtowych ilościach, więc częstotliwość sprawdzania poczty jest… spora.
“Młoda” to taki codename używany przeze mnie na określenie partnerki życiowej. Tak już mam. Czy jest “dużo” ode mnie młodsza? Nie, przynajmniej nie metrykalnie. Acz wiek to rzecz… względna, szczególnie, jeśli chcemy przekładać wpisy w dowodzie na rzeczywistość…
Domyślałam się że to jakiś codename…
Ale ja jestem starsza od Ciebie, przede wszystkim metrykalne
Ech… jeśli doprawdy tak, to: no i? Zwykłem korespondować z, ba! nawet sączyć piwo czy kawę z kobietami (i nie tylko) starszymi od Ciebie.
Słowem, nie widzę związku…
No, to pokorespondowaliśmy już na mailu
We wszystkich dzisiejszych komentarzach jest już czas letni, i taki czas będzie tu teraz w nowych wpisach i nowych komentarzach.