Był zły. Prawdziwą radość sprawiało mu dręczenie jej i znęcanie się nad nią. Gdy powiedział: “Nie kocham pani” - spojrzał jej prosto w oczy, a potem spokojnie obserwował jak płacze. Jej miłość do niego była czysta i naiwna; myślała, że swoją troską uratuje jego zagubione i zdeprawowane istnienie. Nie umiała kochać inaczej, jak poprzez litość, ale miała też dość miłości własnej, by cierpieć, gdy to uczucie zostało odrzucone. Aby ją zupełnie zmiażdżyć, następnego dnia przysłał wiadomość, w której doradził popełnienie samobójstwa w związku z upokorzeniami, jakich doznała od niego. Podał również dwa najskuteczniejsze sposoby na dokonanie tego. Oba bardzo drastyczne i bolesne. Spróbowała czegoś łagodniejszego i mniej skutecznego. Odratowano ją. Wróciła ze szpitala po tygodniu. Leżała w łóżku patrząc w ścianę. Dławił ją ból odrzucenia. Jej przyjaciółka zgłosiła na policję nakłanianie do samobójstwa, ale wiadomość była skasowana i nie chcieli się tym zająć. Później doszła do siebie, ale ciągle nie może zrozumieć, dlaczego chciał ją zabić…
Led Zeppelin “In My Time of Dying” /part 1/ (1975)






Witaj MOOn uciekł mi nagle mój post, nie bardzo potrafię go odszukać, przeto jeszcze raz, ( jeden mam nadzieję zlikwidujesz), słabo się poruszam po tym grząskim gruncie.
Wybacz.Nie mogę do Ciebie zbyt często pisać na bloga, choć wiem,że dla autorów to ważne.
Sama bloga nie prowadzę, a ostatnimi czasy spotyka mnie coś podobnego, jak Ciebie niegdyś: gdzie się pojawię na blogu- trole sikają mi do mleka..(no może nie bezinteresownie, bo ten ktoś ma swoje marzenia i plany).:-)))))
Ludzie już tak mają.Budują swoje mizerne “szczęścia” walcząc. Bez tego nie mieli by tego miłego smaczku w ustach.Zupełnie , jak te krasnoludki w pogoni poczuciem,bo maleńcie przez to staną się większe, albo gonią za orgazmem ?:-))))A może to złość,że życie toczy się swoim torem, bez nich lub obok nich?
Parafrazując Młynarskiego”psujmy swoje”!
Przyznam szczerze, że w realu nie spotykałam takich sytuacji.Pewnie ta netowa zasłona dymna pozwala na więcej.
*****
Miałam nadzieję na weselsze tony w Twoich opowiadaniach i zdecydowanie bardziej lubę Twoją” białą” , wyrafinowaną poezję.Komentarz do opowiadania- jakby wyżej.
Udało Jej się przeżyć.Wróci do życia poobijana i powinna tylko pamiętać,że większym samobójstwem byłoby trzymanie się takiego człeka.
Czemu chciał ja zabić ?Przecież zabijał ją- słowem, a ono działa tak samo, jak nóż! Może zabrako mu narzędzia? Albo rąk nie chciał ubabrać?Pozdrawiam, choć smutno mi..
a moze powod byl prosty? egoizm + swir.
i zeby poczuc sie lepiej i moc powiedziec innej: zobacz, to byla tylko wariatka. dowodem jest ta proba samobojcza.
Według mnie on nie mógł znieść tej litości, którą w niej wzbudzał, bo wolał pewnie, aby była w nim “zakochana po uszy”, choć ta jej miłość pełna litości też była głębokim uczuciem; dowodem na to jej załamanie…
Ale był również skrajnie wypaczony psychicznie i egoistyczny…
@babka z Gdyni
W większości moich opowiadań jest więcej realnych wydarzeń i uczuć, niż koniecznego czasami zmyślenia.
Ale zmyślenie nie dotyczy najistotniejszych faktów.
Sama bym tego nie wymyśliła… Ludzie są tacy okrutni.
Ja Ci wierzę, choć sama miałam” lepsze”dotychczas doświadczenia, dopiero teraz doświadczam nie istotnych, ale przykrych “dolegliwośći”właśnie via net.
Ale to moja wina!Sama szukałam guza !!!A ten guz to wiara w ludzką “dobroć”, dlikatność czy li tylko kulturę.
Naiwnie wierzyłam,że właśnie tam z braku miejsca, wizji - nie pokaże mi się wykrzywiona złością gęba, albo nie zaświecą złośliwe oczka, nie usłyszę ironicznego śmiechu, czyli tego co widzi się i słyszy na codzień, w domu, na ulicy, w autobusie.
Ludzie są bardzo okrutni!!I nic tego nie usprawiedliwia, nawet prosta bezwysiłkowa droga do ich celu .
Pozdrawiam autorkę i @ pajęczaki.
Źli czy złośliwi ludzie w sieci, to też niemały problem…
Czasem może być to bardzo przykre.
Ja już trochę przywykłam, ale na początku trudno było mi się przyzwyczaić. Do dziś jestem złośliwie zbanowana na jednym z blogów, ale to żaden kłopot, bo mam inne miejsca, w których rozmawiam z ludźmi.
Od czasu do czasu jakiś zakompleksiony ludzik pod różnymi nickami czepia się mnie na różnych blogach. Czasem autor bloga to usuwa, czasem nie… i to jest nawet bardziej przykre niż same wyczyny tego człowieczka.
Mam dzisiaj dzięń takiej gorzkiej refleksji, a jurto będzie jeszcze gorzej, bo Dzień Matki, a ja już tylko kwiatki zanieść Jej mogę na cmentarz!!:((((
Tak bym chciała zobaczyć Jej piękny uśmiech, niepowtarzalny, pełen uroku, uwodziła nim wszystkich,była kochana ponad wszelką miarę.
Może niezasłużenie?Ale kochaliśmy Ją bez zastrzeżeń.
I wiem,że nie idealizuję.Przekazała nam niestety prostoduszność o którą potykamy się, jak o własne niepewnie trzymające nas przy ziemi nogi.
Jestem artystką,a to zawsze grozi chorą wyobraźnią.
Myślę,że stąd moje wpadki do ” wilczych dołów” w necie.
Nie lubię Dnia Matki…
Ludzie z prawdziwie “artystyczną duszą” nie mają lekko, nie tylko w sieci, ale w ogóle w życiu.
Gdy w Twoim sercu raz zamieszka zło przychodzą Ci do głowy najgorsze myśli. Powoli Twój świat zalewa rozgrzana gęsta smoła i nie wiesz już czy cokolwiek jest prawdziwe. Niektórzy wierzą w opętanie, a inni nazywają to schizofrenią… Szept, który kiedyś pytał się Ciebie Ciekawe co by było gdyby… Zmienia się w rozkazujący krzyk, powoli zapędza cię w kąt Twojej własnej świadomości… Zostajesz tam i nie ma już Ciebie. Zastaje mieszkający w Twoim ciele demon…
Schizofrenia to co innego, a zło co innego…
Zdarza się czasem, że schizofrenicy robią złe rzeczy, jednak nie do końca świadomie…
Tamten człowiek był świadom swoich czynów.