Nie-kumpelka

Nie nadaję się na “kumpla” dla mężczyzny. Za mało mam w sobie męskości? Za mało chęci zaprzyjaźnienia się? Czy przyjaźń między kobietą a mężczyzną w ogóle istnieje, czy zawsze kończy się związkiem, albo też przyjaciółmi są ludzie, którzy kiedyś byli w związku? Nie jest też tak, że każdy napotkany przeze mnie facet to “wróg”, obiekt do zdobycia, czy przeciwnik do zwalczenia, co mi ktoś próbował przypisać. Dla niektórych to może nie do pojęcia, ale możliwe są inne opcje niż tylko kumpel, przyjaciel, ofiara… W przeciwieństwie do wielu kobiet, najpierw jestem człowiekiem, dopiero potem kobietą, a ma to takie implikacje, których przeciętny koneser “kobietek” czy “prawdziwych kobiet” niestety nie pojmie, i zawsze będzie widział we mnie przeciwnika…

Led Zeppelin “Night Flight” (1975)

  1. 8 czerwiec 2008 o 16:27 | #1

    Na gruncie dystynkcji znaczeń masz rację, natomiast praktyka życia społecznego jest taka, że tak naprawdę nie myślimy w kategoriach JESTEM CZŁOWIEKIEM, gdyż jest to oczywista-oczywistość. W życiu społecznym – w ramach gatunku ludzkiego – postrzegamy się zawsze jako mężczyzna i kobieta i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Natomiast kwestią inną jest, czy to postrzeganie przybiera charakter koneserstwa kobiet, czy mężczyzn (bo i takie zjawisko tez występuje).

  2. 8 czerwiec 2008 o 16:31 | #2

    Masz rację. Samiec i samica… Ale są też próby nadania naszej egzystencji innego wymiaru.

  3. 8 czerwiec 2008 o 16:51 | #3

    Faktu pokładów atawizmu i tego, co zwierzęce w człowieku nie można odrzucać, tylko przyjąć za rzeczywistość. Sublimowanie tego pierwotnego podłoża na wyższy poziom jest uprawnione i wskazane, ale nie jest możliwe całkowite abstrahowanie od niego.
    W każdym razie takie założenie jest fałszywe.

  4. 8 czerwiec 2008 o 16:57 | #4

    Nie chcę całkowicie “odbijać się” od zwierzęcia w człowieku. Zwierzę trzeba bardziej ucywilizować, choć i tak nad wszystkim panuje prawo zachowania gatunku.

  5. 8 czerwiec 2008 o 20:29 | #5

    Za chwilę mecz Polska-Niemcy. Oczywiście go nie włączę. Po co się denerwować… Polska prawdopodobnie przegra :|

  6. Babka z Gdyni
    8 czerwiec 2008 o 20:36 | #6

    A włącz MOON, niech tam wiedzą,że patrzysz!Polska gola!!
    :-)))To nie nerwy!To emocje!!

  7. 8 czerwiec 2008 o 20:40 | #7

    Nie lubię tych sportowych emocji. Polacy zbyt często przegrywają, nie nadaję się na kibica :).

  8. 8 czerwiec 2008 o 21:04 | #8

    Włączyłam. Brzydko grają. Polak sfaulowany. Niemcy już prowadzą :|
    Podolski strzelił gola dla Niemców. Co za idiotyzm.

  9. suczz.blogspot.com
    8 czerwiec 2008 o 21:37 | #9

    Przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna? Napewno zalezy to od danych osob, w niektorych przypadkach jest mozliwa.

    “Za mało mam w sobie męskości?” – Nie wiem czy to jest potrzebne… Co rozumiesz przez ta “meskosc” ;
    zainteresowania, luz, ?

  10. 8 czerwiec 2008 o 21:44 | #10

    Może i jest możliwa ta przyjaźń…

    Przez “męskość” rozumiem umiejętność dyskutowania z mężczyzną w zakresie jego męskiego spojrzenia na świat.

  11. suczz.blogspot.com
    8 czerwiec 2008 o 21:46 | #11

    To chyba tez w sumie zalezy od faceta,choc faktem jest to, ze wszyscy maja wiele punktow wspolnych.

    Spadam ogladac Polakow, to taki przedsmak meczu Hiszpanow za 2 dni

  12. 8 czerwiec 2008 o 22:16 | #12

    Polak z niemieckim paszportem (Podolski) zdobył dla Niemców drugiego gola. Miałam rację, że się zdenerwuję. Ten współczesny football nie jest nic warty.

  13. suczz.blogspot.com
    8 czerwiec 2008 o 22:26 | #13

    Podolskiego lubie, nie cieszyl sie i widac bylo ze ma serce. a co z Klose? Drugi polak w skladzie, on znowu na sile wyrzeka sie polskiego pochodzenia. Podolski mogl grac dla Polski ale jak zwykle PZPN spieprzyl sprawe.
    Moje serce bije w polowie dla Hiszpanow wiec 10-ego Forca , viva Espańa!

  14. 8 czerwiec 2008 o 22:29 | #14

    Nie słyszałam o tym, że mógł grać dla Polski. Nie interesuję się w ogóle footballem. Tym gorzej, że zagrał dla Niemiec.

    Jesteś w połowie Hiszpanką?

  15. suczz.blogspot.com
    8 czerwiec 2008 o 22:34 | #15

    Jestem, mieszkalam 15 lat ale po Polsku mowie od urodzenia. Dlatego tez rozumiem Podolskiego.
    On PROSIL sie PZPN bo chcial grac dla Polski, odmawiali mu za kazdym razem wiec zagral dla Niemiec…

    Plakal praktycznie jak strzelal bramki, wiec czapki z glow!

  16. 8 czerwiec 2008 o 22:58 | #16

    Niech sobie będzie Klose Niemcem, ale jego matka miała polskie nazwisko.

  17. salamander
    8 czerwiec 2008 o 23:15 | #17

    Klose jest Slazakiem i jak tysiace Slazakow w latach 80tych jego rodzina wyemigrowala do Niemiec, czy jego matka byla Polka, czy tez posiadala “czerwony” paszport nie wiem… wiem ze rodzina z tradycjami pilkarskimi, bo juz ojciec gral bodajze w klubie z Opola

    A zgodze sie z kolezanka z gory – Podolski chcial grac dla Polski, jednak nasze zwiazki nie potrafia wynajdywac, wylapywac mlodych zdolnych i Lukasz wyjechal tam gdzie za talent placa mu dobrze. A szkoda

    I w sumie ze mieszkamy w Niemczech nasze serucha bija dla Polski i jak Klosemu jakos umiemy wybaczyc gre dla Niemcow, to Podolski wydaje nam sie takim troche sprzedawczykiem.

    A tak z zycia – w naszym bloku mieszka wiele Polakow – w jednej rodzinie jest synek – teraz juz chyba z 18letni, ktory juz jako 10,11-latak przejawial talenty sportowe, juz jak mial 15 lat walczyly o niego 3.ligowe kluby, ktore mu oferowaly m.in. w pelni sponsorowana szkole sportowa.
    Wiec poki w Polsce nie rozwinie sie zaplecze nie mamy co liczyc na talenty pilkarskie.

    A poza tym POLACY GRALI NADZWYCZAJ DOBRZE A KUBICA ZWYCIEZYL W KANADZIE I POKONAL NIEMCA.

  18. 8 czerwiec 2008 o 23:23 | #18

    Nie interesuję się footballem, nie mogę ocenić, jak grali.
    Za dużo było agresji w tym meczu, dlatego napisałam, że brzydko grają. Ten Boruc to też Polak, albo Ślązak… I taki jest ten głupi sport. Strata czasu.

  19. salamandra
    8 czerwiec 2008 o 23:45 | #19

    Agresji?? 3 zolte kartki, nie bylo tak zle. Pilke nozna cenimy, ale fanami to jestesmy siatkowki.

    A tak odnosnie notki. Mam pytanie – jesli nie mozesz byc kumplem, przyjacielem (ofiara?!) faceta, to ja widzisz, jaki jest Twoj udzial w zwiazkach. Opierasz go tylko na milosci???
    Zwiazek bez partnerstwa, bez przyjazni, nie istnieje. Za malo w Tobie meskosci? NIe chodzi przeciez o testosteron – czy kobieta znajaca sie na pilce noznej jest mniej kobieca?, nie widze tego tak. Trzeba umiec znalesc zloty srodek – My z Sal oboje kochamy gory i dobre kino, ona uwielbia siatkowke,czym i mnie zarazila, ja bez rowera nie potrafie zyc – wiec polaczylismy pasje i jezdzimy po gorach. Czy jest dla mnie mniej kobieca z tego powodu, ze lepiej ode mnie zna sklady obu druzyn – w zadnym wypadku.
    I zgadzam sie w 100 % z Lvnetarvis – z wpisem nr 1 – bycie czlowiekiem jest oczywistoscia, identyfikacja z plcia juz nie zawsze.
    PS. Jestem facetem ;)

  20. 9 czerwiec 2008 o 00:03 | #20

    To facet jest w mojej notce ofiarą kobiecości… To kobieta zastawia sidła. Jednak lepiej, gdy jest neutralna zamiast polować na faceta.

    Inaczej rozumiem przyjaźń w związku, a inaczej “zwykłą” przyjaźń między kobietą a mężczyzną. Ta w związku jest niezbędna do jego istnienia.

    Nie wiem, czy bycie człowiekiem jest oczywistością… Mało jest prawdziwych ludzi wśród tak zwanych “ludzi”.

    Jako nastolatka interesowałam się piłką nożną, potem już nie.

  21. 9 czerwiec 2008 o 14:26 | #21

    a ja mam kilka przyjaciółek… choć zdecydowana większość tych przyjaźni zaczęła się od próbowania (z rożnym skutkiem) czegoś innego. Nie generalizowałbym, przyjaźń miedzy mężczyzną a kobieta jest możliwa ale niełatwa.

    Z Poldim PZPN pokpił sprawę… ale nie jestem pewien czy można powiedział, ze sam piłkarz zrobił wszystko żeby grac dla nas… Klose to inna bajka, a jest jeszcze Trochowski, Delura i kilku(nastu/dziesięciu) innych. Ale dzięki Leo mamy porządną reprezentację i coraz więcej piłkarzy chce w niej grać.

  22. 9 czerwiec 2008 o 15:28 | #22

    Nie lubię “folksdojczy”. W dzieciństwie było wokół mnie trochę ludzi z typowo niemieckimi imionami i nazwiskami, to byli Niemcy lub naturalizowani Niemcy, “aborygeni”, dla nich, czy ich rodziców, niemiecki był pierwszym językiem.
    Ci z volksdeutche z Górnego Śląska działają mi na nerwy :|

  23. 9 czerwiec 2008 o 21:07 | #23

    Przyjaźń z kobietą do fajna rzecz. Ja uwielbiam rozmawiać z kobietami i dla mnie taki związek jest jak najbardziej naturalny. To bzdura, że kobieta nie może mi się wtedy podobać. Nie przeszkadza mi to, może to kwestia wieku i opanowania emocji, stary już jestem :-) Może przeświadczenie, że taka przyjaźń to może być coś bardziej cennego? Problem w tym, że mało kobiet i mężczyzna jest gotowych do tego. Musi zajść sporo okoliczności sprzyjających.
    Niemniej udana przyjaźń między mężczyzną a kobietą to taki sam ewenement jak udany związęk między nimi.

  24. 9 czerwiec 2008 o 21:25 | #24

    Pewne jest jedynie w świecie Platona istnienie jakiejś idei przyjaźni damsko-męskiej. Natomiast świat realny będący tylko niedoskonałym odbiciem tej idealnej rzeczywistości jest tym, co spotykamy na co dzień.
    Nie ma powodu, by wierzgać przeciw temu: świat i ludzie są tacy jacy są i musimy być tego świadomi.
    Podoba mi się zdanie napisane prze PJerry: “Niemniej udana przyjaźń między mężczyzną a kobietą to taki sam ewenement jak udany związek między nimi”.

  25. Babka z Gdyni
    9 czerwiec 2008 o 21:31 | #25

    Nareszcie ktoś optymistyczną wizję relacji damsko- męskich jasno, prosto wyłożył.Wierzę w takie przjażnie i mam.Trochę czasu musiało upłynąć,żeby się “uleżały”, jak minęło pierwsze zauroczenie płcią i wyklarowaly się oczekiwania obu stron.@P.Jerry-:)))
    To bardzo fajna sprawa.Łatwiejsza i czasem przyjemniejsza, niż typowe damsko- męskie układy, gdzie pełno niedomówień, wygórowanych żądań i zazdrości.
    Na moich dwóch przyjacół zawsze mogę liczyć.Trzeba iść gdzieś w parze, jeden dostaje “zlecenie”, a że meszka bliżej na niego zwykle pada.Nie czuję sie wtedy niechcianym singlem- intruzem.Ale też nie zaglądam moim przyjaciołom w sprawy męsko- damskie, chyba,że sami mi o tym mówią.Przystojni są panowie i można się z nimi ” pokazać”, a że mają ogromne poczucie humoru, to i czas nam miło upływa.Są do tańca i do..( różaniec nie wchodzi w rachubę) chciaż też żeśmy nie młodzi..

  26. 9 czerwiec 2008 o 22:34 | #26

    @PJerry
    Mnie właśnie to przeszkadza, że mogę się podobać mojemu przyjacielowi… I to psuje czystą przyjaźń. Tak więc z mojego punktu widzenia ta przyjaźń nie jest możliwa.

  27. Nonto
    10 czerwiec 2008 o 00:13 | #27

    Waham się czy głos zabrać, tyle tu światłych wypowiedzi.
    Moim zdaniem tak czy siak, na początku zawsze jak wspomina@Lvnetarivs iskrzy atawizmem, czyli seksem.Chęć zachowania gatunku przecież we wszystkich drzemie, a potem dopiero włączamy rozum.
    Może się mylę- poprawcie mnie.Pewien doświadczony starszy Pan, człek nie do zdarcia, jak przedwojenne materiały, znawca kobiet i męskich reakcji, powiedział mi kiedyś pamiętne zdanie:”Duszko!(tak się zwracał do kobiet), pamiętaj,że kiedy mężczyzna pierwszy raz spotka kobietę, to targa nim wyłącznie instynkt ( nie zacytuję dosłownie, bo mi wstyd) zachowania gatunku.Potem dopiero ma czas na refleksje, czy mądra, miła itp.”.
    Poczem dodał ze smukiem:”Gdybyś ty była duszko młodsza”"Miałam 20 lat.Pan po 60!!;-)))))
    Moon ,napewno przeszkadza, ale da się to przeżyć!!
    Pozdrawiam wszystkich, umęczona nieco koniecznością chwilowej nickowej zmiany płci na blogu Lvnetariusa, co mam nadzieję wspaniałomyślnie mi wybaczy;-))))

  28. Nonto
    10 czerwiec 2008 o 00:31 | #28

    Powracam powoli do normy, kiepsko się czułam w męskim przebraniu, ale taka była potrzeba chwili.Moon zrozumiesz Krajanko_prowokacje mi wyrażnie nie służą.Jak dobrze znów być kobietą!!
    Profil- super!!Podoba mi się, choć zrzuciłam już szaty przebierańca.

  29. Nonto
    10 czerwiec 2008 o 00:34 | #29

    :-))))))))) haaahaa!Dobra ikonka!Takie warkoczyki miałam w dzieciństwie, pasują mi!!Dobranoc autorce i wszystkim!!!

  30. 10 czerwiec 2008 o 00:39 | #30

    Dobranoc :). Nie mam już siły nic mówić.

  31. 10 czerwiec 2008 o 20:44 | #31

    Moon:Mnie właśnie to przeszkadza, że mogę się podobać mojemu przyjacielowi… I to psuje czystą przyjaźń.

    Ja nie wiem co to takiego jak “czysta” przyjaźń, ale wiem, że wszelka nić porozumienia między dwoma osobnikami (nieważna płeć) ponad przeciętną znajomość to już coś. Jeśli facet postawi sobie jakąś granice i jej nie przekroczy wszystko będzie OK.
    Jednym słowem nie widzę różnicy miedzy tym, że to ja jako mężczyzna powiem Ci, ze ładnie wyglądasz a powie to kobieta.

  32. 10 czerwiec 2008 o 20:53 | #32

    Ja odczuwam różnicę… Komplementy to wstęp do uwodzenia :|

  33. 11 czerwiec 2008 o 11:18 | #33

    Hej, fajnie obcięłaś włosy.
    Hej, podoba mi się ta kompozycja z bluzką.
    Hej, dobrze Ci w tych niebieskich soczewkach.
    Hej, naprawdę umiesz tańczyć.

  34. 11 czerwiec 2008 o 16:15 | #34

    Tu nie ma znamion uwodzenia… :).

    I wszystko nietrafione…
    Włosów nie obcięłam, rzadko kiedy mam okazję tańczyć, nie lubię bluzek i spódnic, wolę sukienki, soczewek nie noszę, nie muszę się “poprawiać”.

  35. 11 czerwiec 2008 o 16:20 | #35

    Moon, skąd pomysł, że mógłbym pisać o tobie?

    Ale właśnie – komplementy, a jednak bez znamion uwodzenia…

  36. 11 czerwiec 2008 o 17:12 | #36

    Oczywiście, że nie piszesz o mnie. Chciałam zmienić ten komentarz, ale nie zdążyłam.

    Po chwili namysłu mogę jednak uznać ten rodzaj komplementów za wstęp do uwodzenia. Tak to zwykle się zaczyna…

  37. 11 czerwiec 2008 o 17:43 | #37

    Coś mnie się wydaje, że nie w komplementach problem tylko w ich interpretacji. Jeżeli mężczyzna (nawet przyjaciel) mówi Ci komplement to masz następujące możliwości:
    - tak, to jest wstęp do uwodzenia
    - nie, to nie jest wstęp do uwodzenia

    ale i z tym uwodzeniem też bym nie przesadzał, zdarza mi się mówić komplementy z podtekstem swoim przyjaciółkom, ale to wszystko kwestia konwencji, kontekstu i nie ma co ukrywać – klasy. Czepić się można wszystkiego, tylko po co? A kobiety zawsze będą fascynować mężczyzn niezależnie od stopnia i rodzaju zażyłości miedzy nimi. I żadna wojującą feministka tego nie zmieni ;)

  38. 11 czerwiec 2008 o 18:03 | #38

    Klasy nie posiadam, i wszystko biorę za uwodzenie… :|

  39. 11 czerwiec 2008 o 19:59 | #39

    “A kobiety zawsze będą fascynować mężczyzn niezależnie od stopnia i rodzaju zażyłości miedzy nimi. I żadna wojującą feministka tego nie zmieni”

    Poszedłbym dalej: Mężczyźni zawsze będą fascynować kobiety i to też się nie zmieni. I tak to się wszystko toczy…

  40. 11 czerwiec 2008 o 20:13 | #40

    Toczy się, toczy, co widać i tu, w moim blogowym piekiełku na WordPressie…

  41. 12 czerwiec 2008 o 08:26 | #41

    Nie wiem, nie przyglądałem się, być może.

    Niemniej zgadzam się z lowlightem – wszystko zależy od nastawienia – i to zarówno osoby przyjmującej komplementy, jak i osoby komplementy generującej. Prawie każdy z powyższych przykładów można wypowiedzieć na milion sposobów – w tzw. realnym świecie, tam gdzie liczy się mimika, ton i tempo głosu. Rzeczy, których przynajmniej na sieci nie widać.

    Nie to, żebym się na tym znał, tak sobie zmyślam tylko.

  42. 12 czerwiec 2008 o 14:28 | #42

    Zawodowy podrywacz wypowie to pewnie tymi “diabełkami” w oczach, z których zasłynęła kiedyś pewna parlamentarzystka.

  43. 12 czerwiec 2008 o 14:42 | #43

    Tak, a zwykły kumpel może wypowiedzieć to z przymrużeniem oka. Albo – co gorsza – mając na myśli dokładnie to, co mówi.

  44. 12 czerwiec 2008 o 14:50 | #44

    Jeśli zwykły kumpel powie koleżance, że podoba mu się jej nowa fryzura, czy ciekawa kompozycja garderoby, to ona może pomyśleć: “Zaczynam go pociągać”…

    Mimika i głos nie będą tu istotne.

  45. 12 czerwiec 2008 o 16:00 | #45

    Pewnie, ze może. Podobnie jak może go trzasnąć w twarz krzycząc ‘Zboczeniec!’. Albo potraktować to na luzie jako komplement bez podtekstów. Chyba, że ten kolega powtarza te komplementy po kilka razy dziennie. Nie uogólniajmy ;) Luz i dystans i życie jest dużo prostsze. Nie każdy kij wrzucony do rzeki jest krokodylem ;)

  46. 12 czerwiec 2008 o 16:34 | #46

    Od nadmiaru luzu życie może się bardzo skomplikować :| Poza tym, ja tu tylko rozmyślam, nie stwierdzam…

  47. 13 czerwiec 2008 o 08:41 | #47

    “Jeśli zwykły kumpel powie koleżance, że podoba mu się jej nowa fryzura, czy ciekawa kompozycja garderoby, to ona może pomyśleć: “Zaczynam go pociągać”… Mimika i głos nie będą tu istotne.”

    Moon, oczywiście, ale jak ten rozważaniowy kumpel stał się kumplem in the first place? I czy w tym momencie to wina rozważaniowego kumpla, czy rzeczonej koleżanki, że dopisuje sobie znaczenia do jego słów?

  48. 13 czerwiec 2008 o 13:47 | #48

    Niejedna kobieta lubi oczarowywać wszystkich dookoła tak, aby w razie utraty jednego partnera, inny oczarowany mógł zająć jego miejsce…
    Kumpel powinien umieć wyczuć taką kobietę, i dwa razy się zastanowić zanim “palnie” komplement.
    I widzi chyba także, czy dana kobieta jest w nim zakochana czy czy nie?

    Nie wiem, czyja to wina. Wszystko będzie zależeć od kontekstu… Nie brakuje pospolitych uwodzicieli, a także kobiet lubiących “upolować”, co popadnie.

  49. 15 czerwiec 2008 o 21:25 | #49

    Jest taki stary dowcip, że pesymista widzi na cmentarzu same krzyże, optymista – same plusy. I chyba właśnie o to chodzi.

  50. 15 czerwiec 2008 o 21:37 | #50

    Nie jestem pesymistką, tak sobie tylko rozmyślam…

  51. 16 czerwiec 2008 o 08:00 | #51

    Ech, a czy ja piszę, że ty jesteś?

    Tylko z tymi komplementami i podrywem jest tak, że wszystko zależy od tego, kto podaje, i kto odbiera…

  52. 16 czerwiec 2008 o 09:26 | #52

    Ty niczego mi nie insynuowałeś, ja to źle odebrałam w pierwszej chwili :|

    “Kto podaje, i kto odbiera…”.Racja.
    Ktoś mi kiedyś powiedział komplement, a potem spytał “Czy to źle że tak powiedziałem?”. Widać byłam tym wyraźnie zasmucona. A może miał nieczyste intencje.

  53. 16 czerwiec 2008 o 12:55 | #53

    Od początku idę tropem rozważań czysto teoretycznych. Oczywiście – opartych gdzieś tam o własne doświadczenia, niemniej staram się unikać bezpośrednich odniesień do Ciebie, do siebie, do kogokolwiek.

    Gwoli wyjaśnienia – odnośnie plusów i krzyży – chodzi mi o zależność od kontekstu, od danej sytuacji. Oczywiście, zawsze może trafić się kumpel-podrywacz, niezależnie od płci. Istnieją też jednak takie kumpelskie układy zupełnie pozbawione drugiego, trzeciego dna. Ot, wszystko zależy od obustronnej interpretacji, od danej sytuacji, od wszystkiego, z porą roku włącznie.

    Aczkolwiek wino i śpiew, księżyc i inne sprawy mogą prowadzić do zupełnie niespodziewanych efektów.

  54. 16 czerwiec 2008 o 13:20 | #54

    Ludzie podatni są na oczarowania, zauroczenia, romantyczny nastrój, itp. Nie ma w tym niczego złego…
    Czasem efekt czegoś takiego trwa lata ku obustronnemu zadowoleniu, ale częściej jednak trochę krócej. Bywają prawdziwe, głębokie fascynacje, kończące się wielką miłością, i bywają te po małym piwie czy winie…

  55. 17 czerwiec 2008 o 08:33 | #55

    Nie zgodzę się do końca, te po piwie czy winie potrafią być równie głębokie i prawdziwe…

  56. 17 czerwiec 2008 o 13:57 | #56

    I tu się wyraźnie nie zgodzę. Widać mamy inne doświadczenia :|
    A poza tym myślę, że do “prawdziwego uczucia” wino nie jest wymagane jako element zapłonowy…

  57. 17 czerwiec 2008 o 18:39 | #57

    A czymże jest “prawdziwe uczucie”? Gdzie kończy się prawdziwe uczucie, a zaczyna nieprawdziwe?

  58. 17 czerwiec 2008 o 18:57 | #58

    Prawdziwe uczucie nigdy i nigdzie się nie kończy… :|

    “Nieprawdziwe” uczucie powstaje np. po przygodzie erotycznej pod wpływem wina czy piwa… Potem trzeba to jakoś pociągnąć, aby nadać sens temu do czego doszło w chwili słabości, albo żeby nie skrzywdzić kobiety/faceta.
    Czasem, gdy się ludzie nad tym zastanowią “po latach” dochodzą do wniosku, albo tylko jedna ze stron dochodzi, że to było niepotrzebne, szkodliwe, itp.

  59. 17 czerwiec 2008 o 20:50 | #59

    …tylko przy założeniu, że przygoda erotyczna po winie musi logicznie ciągnąć za sobą konsekwencje w postaci emocjonalnej. Albo z drugiej strony – że przygoda erotyczna po winie z natury wyklucza możliwość jakichkolwiek “prawdziwych” uczuć na starcie, -przed- winem i przygodą.

    Nie będę się upierał, toż to generalizacja tak czy inaczej, ale co jeśli wino jest jedynie katalizatorem zdarzeń?

    Odnośnie “prawdziwości”, “nigdy” i “zawsze” się nie wypowiadam, bo to niczym platońskie idee, w które nawet sam Platon w swoim czasie zwątpił…

  60. 17 czerwiec 2008 o 21:01 | #60

    Nie każda kobieta potrafi przeżyć przygodę erotyczną po winie/bez wina dla samej przygody… Ja na przykład nie należę do takich kobiet. I większość nie należy :|

    “Prawdziwe uczucia” mogą być obecne przed “seksem po winie”, wino będzie wtedy katalizatorem, jak to zostało zauważone…

    Mogą też pojawić się te głębokie uczucia po epizodzie z winem w tle, ale to bardzo rzadkie – odstępstwo od reguły.

  1. No trackbacks yet.