Nie da się opisać dnia śmierci bliskiej osoby. Choć może ułatwiłoby to pewne sprawy… Cokolwiek się ułoży, będzie to patetyczne, idiotyczne, żałosne. W żaden sposób nie odda tamtych chwil, będzie je deformowało. Tego rodzaju wspomnienia są tak naładowane emocjami, że ubieranie ich w słowa odbiera im ich moc. A nie można zabijać takich wspomnień. Powinny pozostać gdzieś tam w umyśle jako jedna z podstaw tożsamości.
Poniekąd jest to również jedna z tych rzeczy, jakich raczej nie powinno się opisywać się na blogach. Tak jak nie powinno się opisywać wszelkich intymnych historii: pożycie, choroby, śmierć. No, ale jak nie opisywać swojego pożycia? Na tym stoi wiele popularnych blogów. Choroby także, jak najbardziej… Nawet te zupełnie niesmaczne dla czytelnika objawy. Pisanie o śmierci wydawałoby mi się jeszcze jakoś usprawiedliwione. Jednak są tacy, którzy uznają, że to właśnie jest ta najbardziej intymna sprawa.
—
J. S. Bach – Partita nr 6, e-moll, część 1/3, Glenn Gould
Zamieszczony w: Zwierzenia i felietony | Otagowane: Bach, brak poczucia wstydu, choroby, Dojrzałość, ekshibicjonizm, G. Gould, kultura osobista, Muzyka, seks, Smutek, Społeczeństwo, sprawy intymne, Śmierć








Intymna czy samotna?
Słowa, które napisano dla mnie z tej smutnej okazji. Nie wszystko trzeba powiedzieć samemu…
Przerwane w połowie, w pół słowa,
Stopklatka, utrwalone zdjęcie.
Przelotnie, pobieżnie przejściowo,
Wręcz ciche przez życie przemknięcie.
Te słowa nie padły bo wtedy
Innymi sprawami zajęci,
Na zawsze już będą nam schedą,
Wyryte są w skale pamięci.
I cisza. Jak wosk topniejąca,
Jazgotem codziennym wyparta,
Przelotnie, pobieżnie, niechcący,
Jak kartka z notesu wydarta.
Boleśnie, dręcząco, nerwowo,
W wir życia nurzamy się znowu,
Lecz chwila ta, cisza, te słowa…
I skała pamięci jak nowa…
Od wschodu do zachodu słońca,
To cykl dla nas wszystkich jednaki,
Przelotnie, przejściowo siadamy
Na skałach pamięci jak ptaki.
[zeen]
ps. dzięki za Goulda
“Przelotnie,przejściowo siadamy
na skałach pamięci, jak ptaki.”
Dzięki Obojgu, choć serce zmarło… na kolejne..długo.
Wyczytałam w wierszu też i taki fragment :
“Te słowa nie padły, bo wtedy
Innymi sprawami zajęci…”
To moje tragiczne doświadczenie, a dosłownie mówiąc: nie mogłam przy konaniu trzymać Jego za rękę – wtedy tej ręki potrzebowała Matka, która mi dała życie”. Ciekawe życie.
“Nie bój się, obiecałam Ojcu,- kiedy ta chwila nadejdzie, będę Cię trzymałam za rękę”. Uśmiechnął się ostatni do mnie raz. A ja nie dotrzymałam obietnicy.!!
Kilka godzin później bezmyślne pielęgniarki, wiedząc że kona – nie wpuściły mnie do Niego.
Nie dotrzymałam obietnicy i nadal czuję się winna!!
Na większy sieciowy ekshibicjonizm mnie nie stać.
Może potem.. wiersz, który Moon ma.
foma napisał:
“Intymna czy samotna?”
Sama nie wiem… Zależy chyba od punktu widzenia.
Najtrudniej znosi się śmierci nagłe, do których nikt nie zdążył się przygotować.
To prawda Moon, a wtedy szok nas znieczula.Ból przychodzi znacznie później i bywa trwa już do końca naszych dni.
Nie bardzo mam przekonanie, że czas leczy rany.
I choć to nieracjonalne, nielogiczne, może nawet i okrutne- przechodząc koło jakiegoś “łajdackiego” osobnika łapię się na tem, że chciałabym zapytać: “czemu ty żyjesz, a Oni odeszli?”
Rzecz jasna inaczej odbieramy śmierć Kochanych Naszych Starców, bo czas ich się dokonał.Stworzyli coś wielkiego, czy też tylko dali nam nasze dzieciństwo spokojne, młodość radosną i przekazali swoje wartości.
Śmierć młodego człowieka u progu życia i śmierć dziecka – odbieram jako najbardziej ” niesprawiedliwą.”
Czas często pogłębia rany.
Wszystko zależy od konstrukcji psychicznej danego człowieka i jego sytuacji życiowej, czyli od neurotransmiterów :|
Neurotransmitery Moon? Bardzo mądre słowo.
Najbardziej mnie dotyka zawsze (bo to chyba ważne jest, jak otoczenie przyjmuje czyjąś rozpacz, czy choćby tylko zadawniony smutek). Bywają w takich chwilach sytuacje wręcz jak z komedii – horroru.
Nie lubię podążać za konduktem, słyszę wtedy wszystkie ploty z okolicy (znajomi się spotkali po dłuższym czasie).
Komentarze o drogim zmarłym, pijani grabarze i niedouczony klecha, który nawet nie potrafi wyklepać tekstów ze swego “podręcznika”.
Nigdy nie jest tak, jak sobie to człowiek “zaplanował”.
Poza jednym chwalebnym wyjątkiem: pewien nasz znajomy, człek o ogromnym poczuciu humoru, wielce dla naszego miasta zasłużony – zadrwił pośmiertnie z nas wszystkich.
Ledwo kondukt ruszył spod kaplicy, z karawanu odezwały się skoczne melodie z “Greka Zorby”, co poderwało innych do tanecznego kroku.
Naturalnie – wdowa zaakceptowała pomysł ukochanego.
Neurotransmitery, czyli to, czym jest “zawalony” Twój mózg.
Pogrzeby w obrządku katolickim są w Polsce denerwujące. Nie tylko grabarz, ale i ci z zakładu pogrzebowego…
Za rzadko bliscy-i-znajomi umierają. Człowiek nie ma okazji się przyzwyczaić…
Przyjdzie niestety czas, że zaczną umierać częściej… Jeśli się ma wielu znajomych.
A Gould umarł zdecydowanie za wcześnie, w wieku 50 lat.
aaa, bo też bliscy -i-znajomi, tak ja i my – żyją z… przyzwyczajenia.
Ale Gould co miał nagrać to nagrał, a na koncert i tak nie było nadziei…
Chyba nad czymś tam jeszcze pracował… Może coś związanego z kontrapunktem? Nie czytałam zbyt dokładnie.
Zawsze się nad czymś jeszcze pracuje, choćby w zarysie
A propos kontrapunktu… Tutaj fuga Goulda
http://pl.youtube.com/watch?v=_1ain4qftoM
Posłucham jak mi się załaduje, mam ostatnio bardzo słabe połączenie :(
To jakaś piosenka?
To fuga z tekstem napisana przez Goulda kiedyś tam. Ze wszystkimi regułami sztuki, ale pojawiający się temat, przetworzenia itd podkreślone są jeszcze stosownymi fragmentami tekstu.
Tutaj można znaleźć tekst i coś więcej o So you want to write a fugue
Przejrzałam ten angielski tekst. Jest tam jakiś rodzaj porządku…
Muzyka się niestety nie pojawiła na razie.
P.S.
A Twój link nie działa.
Witaj Moon po raz kolejny dzisiaj. U mnie śpiewają fugę!
Zainstalowałam nową klawiaturę, więc niewykluczone błędy nim się przyzwyczaję.
Przepraszam Oboje za zbyt otwarte wynurzenia, ale Twój post zbyt mnie rozkleił.
Powinnam była, kolejny raz skorzystać z porad MR. Fomy.
Może mnie usprawiedliwi fakt, że w sieci bywają bardziej szokujące objawy ekshibicjonizmu..?
Pozdrawiam Oboje;-)
Powoli mi się odtwarza ta fuga… Piękny utwór, mimo że nie lubię szczególnie opery, w przeciwieństwie do instrumentalnej muzyki klasycznej.
Babko, mnie całe życie coś rozkleja… Literatura, filmy, czasem malarstwo, ale najbardziej chyba muzyka.
Pozdrawiam :)
Moon. Przywołałaś najtrudniejsze chwile, ale to czasem potrzebne, by nabrać dystansu do innych spraw, które przed nami. Mnie akurat malarstwo najmniej rozkleja, uważam, że to wynik mojego skażenia zawodowego.
Zawodowy muzyk, nawet najbardziej oddany swojej profesji prawdopodobnie ma tę samą przywarę.
Muzykę kocham, kiedyś pisałam, ale jak w jednym domu zbiorą się takie dwie “przeciwności” – bywa różnie.
Zazwyczaj ta druga pacykuje sobie milcząco pod muzykę tej pierwszej.
Przyznam, że najlepiej mi się pracowało w nocy pod muzykę (radio, taśmy, kasety). Teraz sieć wyparła sztukę, ale też nabywam innych umiejętności ..np.klakiera.
Na szczęście, profesji – nigdy nie za wiele, zwłaszcza w tak trudnych czasach, kiedy ludzie zmieniają zawody, aby utrzymać się na powierzchni.
Nawet nie zgadniesz, czym chciałam być we wczesnych latach podstawówki: Divą operową!
Ale jak to powiadają – na szczęście Bóg uchował, zatem wykonanie arii Elviry z Don Giovanniego w moim wydaniu Ci nie grozi.!! Żałuj, mogłoby być ciekawie! Znam na pamięć, tylko przez szacunek dla cudzych uszu – nie śpiewam. Dobranoc;-)
Nie znam Don Giovanniego, a raczej znam, ale nie pamiętam w tej chwili.
Gdy widzę operę w TV, zaraz wyłączam, mimo że kocham muzykę klasyczną…
Dobranoc :)
Coś nie tak z telewizorem…?
Pewnie z telewizorem ok, ale coraz w nim gorzej z programami.Tęsknię za Teatrem Telewizji, Kabaretem Starszych Panów, programami Gruzy, za wszystkim co bezpowrotnie odeszło. Zabrzmi, jak przechwałka, ale mamy lub mieliśmy na Wybrzeżu ogromny potencjał aktorski i reżyserski: Gruza, Fedorowicz, Kobiela, Cybulski, teatrzyki “Co to?”,czy “To tu. “Tylko Zosię Czerwińską widuję czasem z jakimś serialu, ku mojej radości ze sznauzerem u boku (pozdrawiam ;-) Panią i pieska!)
Wszystko to było na żywo, namacalne, znaliśmy się i niejedną letnią nocą przebalowaliśmy w “Spatifie” sopockim ,lub Grand Hotelu, a dyskusje o zupełnie innej atmosferze- kończyły się bladym świtem po kilku drinkach wypitych w ostatniej otwartej “Mordowni”. Potem-wracało się piechotą do Gdyni, często brzegiem morza, po drodze sypiąc kwiatki zerwane na klifie.Eh, wspomnienia, wspomnienia…
Szczególnie utkwiła mi w pamięci scena kręcona na plaży, gdzie Bobek Kobiela przechadzał się z nartami na plecach w 30 st upale.
Żalił się, że największa trudność sprawiało Mu wciąganie dość już pokaźnego brzuszka, kiedy mijał po drodze dziewczyny. Uff – wzdychał potem z ulgą.
Miał przy tem tę wspaniałą vis comica nie skażoną nawet cieniem uśmiechu.
Odszedł, jak Jego przyjaciel Zbyszek – zbyt wcześnie….
P.S.
Komisarza odwiedzę na Jego blogu,jeśli będzie przyzwolenie.Gorzej z komentarzem, bo tylko Moon i moja dziewczyna z wyspy – mają u mnie abonament na przyklaskiwanie. ;-)
Komisarz zaprasza. Komentowanie nie jest obowiązkowe…
@Komisarzu -Wielkie dzięki, nie chciałabym popełnić jakiejś niestosowności.I tak już narozrabiałam u Moon.;-)
@Moon i co ja mam z Tobą począć? Stale stoisz na straconej pozycji!Masz tylko jednego “klakiera “(, bo w dodatku Adiemu padł system) czyli mnie, a szalejąca konkurencja ma ich na kopy.Jak ja Ci mam pomóc?Pozdrawiam:-)
A czy potrzebna jest klaka? Fajnie być na stałe w pierwszej setce, pięćdziesiątce, dziesiątce (niepotrzebne skreślić), ale czy tylko o popularność chodzi? Jednym pewnie właśnie o to, innym, żeby się wypisać, nie ważne czy ktoś czyta, czy komentuje. A jeszcze innym coś pośrodku…
Hm, IMHO miło, jak dostrzegam zainteresowanie swoim kącikiem, ale w masówce się nie widzę.
Babko, już miałem okazję przechować kogoś w okresie przedwłasnoblogowym (tzn. udostępniać mury komisariatu na potrzeby publikowania numerów zerowych, czyli pisanie przed wykluciem się wizji całości), dlatego rozrabianie mi nie straszne. Mam wolnego elektrona, któremu na wszystko pozwalam, bo to druh we wspólnych bojach sprawdzony. Ale nie mam zamiaru uprawiać prywaty u Moon, zatem tym drobnym wtrętem ucinam temat komisariatu. Jak kto chce wejść i sprawdzić, to zawsze może klinknąć w nicka. Ot, blogowy standard.
@foma
Z telewizorem wszystko dobrze, ale ja nie lubię tych tenorów i sopranów…
Spodobała mi się jednak kiedyś opera dwudziestowieczna, a mianowicie “Wozzeck” Berga…
Komisarzu, dzięki nie omieszkam skorzystać i poczytać.
Zgadza się!
Nic paskudniejszego niż prywata na cudzym blogu, bo po prostu robi się nie na temat, albo załatwia prywatne interesa niekoniecznie strawne dla innych czytających.
Ale już ( bez prywaty) muszę uprzedzić, zarówno Moon :-) , jak i komisarza, że przeszłość mam kryminalną i komisariat to jest to, co widziałam od wewnątrz dwa razy.
Hhhe, ale Wam się gość trafił.
1. zamknęli mnie, bo mój pies zrobił “be” na trawniku w 22 lipca, nie chciałam płacić i pokłóciłam się z sierżantem czy coś w tym stylu.
Było bardzo miło, siedziałam z panienkami lekkiej konduity na wzorcowym komisariacie,pies też, póki nie przyszlo wybawienie.
2. w dzień stanu wojennego z nadgorliwości pojechałam o 6 rano oddać w depozyt broń myśliwską i ok. 50 kg amunicji, ale z wrażenia nie wzięłam dokumentów.
Jak wyżej ten sam zaprzyjaźniony “dołek” – do chwili wybawienia.
Nie znaczy to, że zamierzam stroić się w piórka kombatanckie, brzydzi mnie to okropnie, bo jeśli wierzyć statystykom – co drugi ówczesny osesek dziś jest kombatantem.
MOON- popiszę mojej dziewczynie z wyspy na bloga i odezwę się jeszcze.
“Wozzeck” był świetny!Do tego miał wspaniały plakat, jeśli się nie mylę Lenicy.
Szkoda, że świat na, aż tak daleko poszedł z komputeryzacją,że polska sztuka plakatu – upadła. Mieliśmy najlepszych grafików na świecie!!
“Ale to już było.. i nie wróci więcej..”
I liczba kombatantów z roku na rok rośnie…
Moon, skoro problemem są soprany i tenory, wystarczy ściszyć wysokie tony ;)
Rzeczywiście chyba wolę śpiewające basy i barytony… Np. Adam Zwierz, śpiewak, którego pamiętam z dzieciństwa.
Nie lubię opery, ani wokalnie, ani wizualnie… Warstwa instrumentalna może pozostać.
Moon pod postem nr 26 bardzo trafna uwaga- niekoniecznie popularnośc i kolejna dziesiątka.
Pisałam Ci juz o tem.To niezdrowa rywalizacja nakręcająca
spiralę niechęci, inwektyw i co tam sobie kto w głowie uroi.
Moim zdaniem wiele osób nie czyta nawet dokładnie cudzych postów i wiele jest nieporozumień z tego powodu.
Na szczęście piszesz bardzo czytelnie, konkretnie i rzeczowo, czego Ci bezzawistnie zazdroszczę.
Bezzawistnie – podkreślam!!
Jeśli w końcu wysiedzę własnego bloga, co nie znaczy,że Cię opuszczę, chciałabym by był to blog moich ciekawych wspomnień, wspomnień o wspaniałych nieobecnych, o których miałam szczęście się choćby otrzeć, o moich przygodach. Coś w rodzaju pamiętnika bez chronologii.
Sieć daje tę możliwośc bez poszukiwania utęsknionego wydawcy. (nb, jak się rychło nie odezwie, to go skreślę!)
Ale też marzy mi się blog gości specjalnych i nie ukrywam
że zamierzam wszystkich zapraszać. Na razie!;-)
Mnie nie zależy aż tak bardzo na rankingu… Są ważniejsze rzeczy.
Moon ciekawostka! Tam w Twojej okolicy – moi krewni zadoptowali małego chłopca. Rychło się okazało, że ma absolutny słuch i wspaniały głos. Po zasadniczej szkole zawodowej i wojsku – zrobił maturę i dostał się na Akademię Muz. w Gdańsku, gdzie skończył wydział wokalny u Prof. Z. Janukowicz.
Byl pierwszym tenorem w Szczecinie.
Ciekawe, ze zarówno jako dzieciak, podrostek, nastolatek
konsekwentnie podążal za głosem powołania i to wyprocentowało. Wspaniały rewanż losu- odebrał chłopcu rodziców, ale dał talent i ten talent został wspaniale wykorzystany.
Ładnie…
Ja też pewnie posiadam jakiś słuch, ale nie nauczono mnie w dzieciństwie gry na pianinie… :(
Może nauczono czegoś innego?
Miejsce w setce daje tylko to, że ktoś przeglądająć botd skusi się i zajrzy. Jak ja tutaj…
To miłe, że zajrzałeś… :)
I tylko dlatego zadbałam o wypozycjonowanie mojego bloga… Nie dla próżności.
Nie nauczono mnie gry na żadnym instrumencie, a do rysowania mam zupełnie “krzywe ręce”.
Szydełkowanie…?
O botd trudno; potd – zdecydowanie łatwiejsze. Ja nie dbam, choć zaglądam do notowań czasem. Samo przyszło, że czasem mignę…
O, tak… Umiem szydełkować :). Nawet nieźle mi wychodziło, gdy spróbowałam ostatnio po dwudziestoletniej przerwie… Na drutach też umiem, ale dość wolno.
Ja ostatnio nawet lepiej stoję w botd niż w potd, ale to dzięki Google i innym wyszukiwarkom.
A co google u Ciebie wyszukuje?
Moja ulubiona fraza, przy jakiej się pojawiam to “śliwowica”…
U mnie pojawia się cała masa rzeczy, ostatnio najczęściej:
mężczyzna urodził dziecko
wampiry
torrenty
I wiele związanych ze związkami międzyludzkimi, życiem seksualnym, opowiadaniami i wierszami.
No tak, modne słowa…
Tak, a na wampiry panuje od kilku-kilkunastu lat jakaś niezrozumiała dla mnie moda… Ma to chyba związek ze stylem “gothic” i innymi tego typu dziwactwami.
Dobry gothic nie jest zły :) Mnie skusiła fraza i dyscyplina krótkiej, acz pełnej wypowiedzi
Nie znam się na “gothic” w grafice, ale to najczęściej kicz niż sztuka, czy muzyce “gothic rock”…
A w ogóle za stara jestem na “gothic”… Ale lubię ten styl w architekturze.
“Mnie skusiła fraza i dyscyplina krótkiej, acz pełnej wypowiedzi”
Co masz na myśli?
Mówię dlaczego zajrzałem i zostałem na dłużej.
Dziękuję.
Ale za mało pracuję nad swoim pisaniem… Zaniedbana sprawa.
Nie ma to jak motywacja pukająca do drzwi… Ale przynajmniej częstotliwość nie pozwala o sobie zapomnieć.
A propos architektury – gotyk czy neogotyk? Albo i jedno i drugie?
Ten prawdziwy gotyk. Stare katedry, kościoły i siedziby ludzkie.
Neogotyk mniej zachwyca, sztuczny styl, ale bywa ładny. Byłam kiedyś w protestanckim “kościółku”, neogotyckim chyba.
Z gotyku wokół mnie tylko neogotyk…
Czy tam ludzie/Ty takie domy budują, czy na starym mieście taka architektura?
Górny Śląsk tak ma… Neogotyk przeplata się z secesją, bauhausem, familokami, czasem jakiś klasycyzm międzywojnia i poźniejsze badziewie…
Nie znam Górnego Śląska, Dolnego też…
Tu na Żuławach – styl niemiecki i holenderski. A w Gdańsku, to różnie. Mieszkałam na gdańskiej Starówce dwa lata, ale nie umiem powiedzieć, co tam dominuje… Chyba renesans :?
Górny Śląsk jak najbardziej niemiecki, przynajmniej do 1919/1944. Gdańsk – hm, mam sentyment…
Mieszkałeś w Gdańsku? Ja się urodziłam na Pomorzu, ale moi rodzice są “z Polski”.
Bardzo bliska mi osoba mieszkała w Gdańsku. Ja byłem raz czy dwa przez kilka dni. Z hanzatyckich klimatów bardziej oczarował mnie Toruń.
Toruń jest piękny, ale nie ma tam już stolicy województwa (chyba) i miasto straciło na znaczeniu.
Nie w wojewodzie znaczenie. Torun ma to coś…
A stolica jest, wspólna z Bydgoszczą.
Nie wiedziałam, że stolica jest wspólna…
Masz rację. Toruń to przeszłość zamknięta w tym pięknym mieście.