Nowa miłość Pani Bovary
Wydarzyło się coś, co mogło odwrócić, zdawałoby się, nieuchronny fatalny koniec… Poczuła, że stał się jej bliski ktoś zupełnie inny. Znali się tylko z sieci. Polubili się na tyle, że postanowili się spotkać. Choć w zasadzie nie było to typowe polubienie się, a raczej wytworzenie się między nimi jakiejś głębokiej więzi, swoistego czytania w myślach drugiej osoby, co było rzadkością w tego rodzaju znajomościach, bo widzieli tylko swoje słowa. Mieli się spotkać w podziemiach dworca, w małym barze. “Ciekawe, jaki będzie?” – pomyślała. “Może jest przystojniejszy niż Rudolf.” Chciała jak najszybciej zapomnieć o tamtym.
Włożyła najlepszą, błękitną suknię. Upięła do góry falujące, kasztanowe włosy. Zrobiła delikatny makijaż. Nie umalowała zbyt mocno ust, nie chciała wyglądać wulgarnie. Utuszowała rzęsy, i położyła białe cienie pod łukami brwiowymi. Nigdy nie robiła kresek wokół oczu, nadawało to jej twarzy smutny wyraz. Zresztą to nie było potrzebne, miała naturalną urodę i piękne ciemne oczy. Użyła tylko odrobiny perfum. Nie mogła wyjść na prymitywną kusicielkę.
Potknęła się o swoją długą suknię na progu jasno-oświetlonego, klaustrofobicznego barku. Od razu ją zauważył. Stał i patrzył na nią przy małym, okrągłym stoliku. Był wysoki, szczupły, ciemnowłosy; dość delikatny, o drobnej twarzy. “To on…” – ucieszyła się. Zupełnie nie odczuwali skrępowania pierwszym spotkaniem. Podał jej rękę i przez chwilę siedzieli w milczeniu uśmiechając się do siebie. Nagle zbliżył się i przytulił ją do swojego barku, mocno zaciskając ramiona wokół jej głowy. Poczuła coś nowego, ciepłego i wzniosłego. Pomyślała, że dla tej chwili warto było przecierpieć te wszystkie ponure poranki w tamtym życiu.
—
F. Chopin – Nokturn Op. 15 nr 2, K Zimerman











Najnowsze komentarze