Strona główna > Zwierzenia i felietony > Co straciliśmy…

Co straciliśmy…

Obejrzałam sopocki występ gwiazd muzyki pop z lat osiemdziesiątych. Przypomniało się późne dzieciństwo, ludzie, sytuacje, nadzieje, i brak nadziei w tamtych czasach. Dochodzenie do normalności po szoku stanu wojennego, i pierwsze trudne lata po nim. Życie w zawieszeniu, czekanie, zastanawianie się, czy komuna upadnie, i jak wyglądałoby życie w wolnym państwie.

Czasy były inne, ludzie byli inni. Później postkomunizm i “wilczy kapitalizm” wyzwoli z nich pokłady agresji, nienawiści, i pogardy dla drugiego człowieka. W niektórych obudzi się geniusz interesu, inni stracą skrupuły… Wszystkim będzie żyło się lepiej i dostatniej, a ludzie zaczną skakać sobie do gardeł.

Nigdy nie zapomnę późnowieczornej, telewizyjnej wypowiedzi redaktor Nowakowskiej (?) z 1990 roku, w przeddzień uwolnienia cen żywności w Polsce, i tym samym wprowadzenia wolnego rynku. Przeraziły mnie jej słowa o możliwych niekorzystnych skutkach tej decyzji, o poszerzeniu się sfery ubóstwa, gwałtownym wzroście przestępczości, liczby chorób psychicznych i samobójstw. Tego spokojnego wieczora zabrzmiało to jak obwieszczenie końca mojego bezpiecznego świata.

Modern Talking “You’re My Heart, You’re My Soul” (1984)

  1. babka z Gdyni
    25 sierpień 2008 o 21:43 | #1

    Nie tylko Tobie nastąpił koniec bezpiecznego świata.Ale ludzie wtedy naprawde byli i bliżsi sobie, bardziej chętni do pomocy i dzielili sie chetnie z innymi.Może ten niedostatek rynkowy i strach o przyszłość mimo wszystko uszlachetniał?
    Stałam wtedy w nocy w kolejce( na listę) po jakieś mięsiwo, nim doszło do mnie- mięso się skończyło.Wróciłam do domu z płaczem na co moja Matka powiedziała: “nie rycz, jak wszyscy Polacy będą jedli po jednym ziemniaku, to my też”.
    Dodam,ze przeżyła okupację, wysiedlenie z Gdyni, rozstrzelanie brata, którego syna wychowywała po wojnie.
    ** Internowani opozycjoniści mieli inne problemy natury politycznej, ale dostawa wszelkich z zachodu dóbr była super, wtedy właśnie ten krwiożerczy kapitalizm pokazywał niby lepsze swoje oblicze:”patrzcie, jak jest u nas – stać nas na takie paczki”, a nie były to towary pierwszej potrzeby.
    Nie zazdrościłam tym ludziom, wiedziałam ze to zachodni chwyt propagandowy i bardzo na czasie, samo się pchało w łapy.
    Im dłużej żyję w tym dziwacznym kraju, tym bardziej “czerwienieję”. :mrgreen:

  2. babka z Gdyni
    25 sierpień 2008 o 21:59 | #2

    Jeszcze coś dzisiejsze decyzje IPN-u o nie wpisaniu Lecha Wałęsy na listę osób prześladowanych politycznie- uważam za zwyczajne świństwo.W komentarzach pobrzmiewa zwykła koleżeńska i jakże polska zawiść: ” byli też inni”.
    Ci inni nie dorwali się do żłobu, Nobla, itd. Jakie to polskie..
    A jednak świat znał tylko to nazwisko przez długie lata.Drażnił mnie “chłopski rozum”, ale jednak on był! Tak ja drażni mnie do dziś zaczynanie zdania od “ja’, jak drażni mnie w zastraszającym tempie przybywająca ilość kombatantów politycznych, wówczas nasto-, albo i kilkulatków. Pisanie o tem w doniosłych tekstach.
    Czy można mieć wtedy jakikolwiek szacunek dla takich ludzi?
    Prawdziwych kombatantów walki o wolność i demokrację (czytaj niezależność od sowietów) zostało niewielu, prawdziwi ci z lat wojny, okupacji, powstania dawno gryza ziemię w różnych stronach świata i chyba w grobach się przewracają. Polska bowiem nie jest niezależna i staje się wasalem kolejny raz.
    Amerykańscy żołdacy będą się panoszyć pod Slupskiem, tak, jak niegdyś Rosjanie w Legnicy.
    Z dwojga złego wybrałabym to drugie, bo po prostu to Słowianie.

  3. 26 sierpień 2008 o 00:20 | #3

    Ja też jestem kombatantem ;) W 1988/89, zimą, ZOMO legitymowało mnie w środku nocy na gdańskiej Zaspie.

    Nawet nie pamiętam braku mięsa… Mama miała tajne dojścia do mięsa i wędlin. Cukierki robiliśmy w domu (w stanie wojennym), ale nie były zbyt smaczne, a z powodu “stanu” w szkole były miesięczne ferie :)

    Według mnie Rosyjscy żołdacy mogą być bardziej niebezpieczni. W pewnych okresach II WŚ bardziej obawiano się sowieckiej “dziczy” niż Niemców.

    Piszesz “Słowianie”… Dusza słowiańska mroczna jest i nieprzewidywalna… A zwłaszcza Rosjanie. Dlatego tak piją, Polacy nie mniej.

    Nasz kraj nie może pozwolić sobie na niezależność. Mamy fatalne położenie geopolityczne :|

  4. 26 sierpień 2008 o 09:49 | #4

    Ile miałaś wtedy lat?

  5. babka z Gdyni
    26 sierpień 2008 o 12:18 | #5

    Dusza słowiańska mroczna i nieprzewidywalna, ale za to z fantazją!Bliższa mi niż inne.Każda nacja ma swoje wady i zalety. Najbliżsi są mi Czesi i Słowacy- nazywano Ich narodami
    “nie wstydzącymi się swoich knedliczków”, a fantazję mają i poczucie humoru.
    **Bywają kraje, które wywalczyly sobie niezależność mimo nie najlepszego położenia geograficznego.

    *** Nieszczęściem Polaków jest ich zadufanie, oraz snobizm: bierzemy zawsze ze Wschodu i Zachodu – najgorsze wzory, nigdy te, które Krajowi i ludziom mogą przynieść wymierne korzyści.
    Sojuszników tez wybieramy ” na odwyrtkę”. Pozdrawiam Moon, uważam text “Co straciliśmy”, za mądry i przenikliwy, ale chyba każdy mój post zaczynać będę od motta: MOIM ZDANIEM. :roll:

    ps.jak tyko odkryję, jak się wpisuje na blogach pogrubienie.
    Foma by się przydał, ale grozowato “zepsuty” po urlopie.:-)
    Chwilę potrwa bo tu istny dom szaleńców, nie wiem w co nos wsadzić.Wchodzą, wychodzą, nie wiadomo czy zostają , ale przynajmniej życie trwa…
    * nie czytam bloga Jasia Fasoli, od razu mi lepiej! :lol:

  6. 26 sierpień 2008 o 14:39 | #6

    @pogmatwany.bloog.pl
    Gdy mnie legitymowali, miałam dwadzieścia lat.

    @Babka
    Pogrubienie robi się przez “b” lub “strong”, ale tu tego nie zaprezentuję… Nie da się. W e-mailu napiszę.

  7. 26 sierpień 2008 o 15:13 | #7

    Polacy muszą mieć niskie poczucie wartości jako naród, skoro tak wszystko “małpują” i kopiują :?
    Starają się być tacy, jak ludzie w Londynie czy w Paryżu. Chyba wynika to z wykorzenienia…

  8. 26 sierpień 2008 o 16:14 | #8

    <b>?

  9. 26 sierpień 2008 o 16:16 | #9

    konkretnie chodzi o <b>zawartość do wytłuszczenia</b>

    Italiki: <i>zawartość do pochylenia</i>

    Miłego dnia.

  10. 26 sierpień 2008 o 16:32 | #10

    “Pogrubienie robi się przez “b” lub “strong”, ale tu tego nie zaprezentuję… Nie da się. W e-mailu napiszę.”

    Da się, tylko trzeba poszaleć z & lt ; (bez spacji) i & gt ; (takoż bez spacji) – wtedy pojawia się tak, jak w podanym przeze mnie przykładzie, a nie konwertuje automatycznie na pogrubienie i italiki.

  11. 26 sierpień 2008 o 16:40 | #11

    Zbędny trud. Nie zdołałam się nauczyć.

  12. 26 sierpień 2008 o 17:12 | #12

    @Babka
    Pan Blackops napisał Ci, jak się to robi. Ja już nie będę wyjaśniała w mailu.

  13. 26 sierpień 2008 o 18:26 | #13

    @Babka
    Co do tych paczek, o których wspomniałaś, to widziałam taką tylko u kogoś, kto był blisko Kościoła. Pamiętam francuski żółty ser, i duże opakowania kremu Nivea…

    My nigdy nie dostawaliśmy tych paczek. “Za bogaci” byliśmy :|

  14. http://pogmatwany.bloog.pl/
    27 sierpień 2008 o 08:58 | #14

    Czyli faktycznie możesz coś pamiętać. Przepraszam za pytanie, ale o tamtych czasach, często wypowiadją się ludzie co mieli wtedy po 5-6, góra 10-12 lat. To tylko taka mała uwaga.

  15. 27 sierpień 2008 o 10:47 | #15

    Babko, a do czego miałby się foma przydać?

  16. babka z Gdyni
    27 sierpień 2008 o 13:12 | #16

    Moon, Black Ops.
    ;-) Dzięki w sieci najbardziej podoba mi się to,że internauci tak chętnie spieszą z pomocą” niedouczonemu”
    ** fomo- ty jesteś dobro na całe zło!Tyle i tylko tyle!
    I Ty wiesz, dla czego wdzięczność babki ścigać Cię będzie do grobowej deski, nie mam szansy wyjaśnić Ci tego na blogach. :lol:

    Moon do postu 13.
    Pamiętam szczególnie taka scenę:
    Spotkałam zapłakaną starszą panią z którą kiedyś pracowałam. Pytam: co sie stało Kiciuniu (tak ja nazywaliśmy), a Ona na to:
    -Spotkała mnie przykrość i nie chodzi o “frykasy’. Przyszła sąsiadka z mnóstwem zagranicznego towaru i takim textem:
    -Ty masz i tak pustą lodówkę – czy możesz mi to przechować? – dostałam z Kościoła.
    (Propozycji odstąpienia czegoś nawet za pieniądze- rzecz jasna nie było.)
    Poszłam pod kościół, gdzie nieomal codziennie podjeżdźały transporty z żywnością.
    I oczom moim ukazała się taka scena: Panie dziś zwane moherowymi beretami: kawa, szynka , frykasy.
    Zmęczona żona robotnika z czworgiem dzieci: kasza, mąka, cukier.
    Te obrazki stale tkwią , jak zadra w mojej niestety za dobrej pamięci i chyba już nigdy ich nie wyplenię, choć dziś można kupić wszystko na co nas nie stać. :mrgreen:

  17. babka z Gdyni
    27 sierpień 2008 o 14:18 | #17

    do postu 2:
    Stale się martwię o ten Słupsk, zupełnie irracjonalnie: Miasto sliczne, sporo zabytków i Muzeum Pomorza Środkowego, gdzie obok Witkacego wisi też jedna moja praca, bardzo ją lubiłam. Ot, wynaturzenia artysty.
    Jest tam portret jakiegoś ciecia, ktorego malował Witkacy i zapamietałam taka inskrypcje artysty u dołu tego portretu (Witkacy tak lubił, coś sobie namazać na obrazie);
    cyt. z pamięci:’
    “Nie jest to przyjamność duża
    cały dzień malować stróża!
    I za taki marny zysk-
    zgłębiać taki.. głupi pysk!” ;-)

    P.S.
    A wracajac do spraw tarczy i tego, kto tak miesza na tym świecie,( co by się dało zilustrować błahymi i mnie błahymi przypadkami z moich osobistych doświadczeń: książka znaleziona na pniu w lesie, patera z Cloppendorfu identyczna, jak moje reminiscencje gobelinowe z tej miejscowości itp).
    Jeszcze przed tarczą uratować nas mogą Bracia Czesi.
    Nie zainstalują radaru i wtedy ”cały pogrzeb na nic”!
    Mam nadzieję, że ten wspaniały Naród z ogromnym poczuciem humoru – zrewanżuje nam się przewrotnie za niegdysiejszą bratnią pomoc”. Oby!

  18. babka z Gdyni
    27 sierpień 2008 o 21:26 | #18

    do postu 14.te osoby, które miały 6-12 lat” w tamtych czasach” jak najbardziej padały ofiarą tego niedostatku.
    Bardziej zrozumiem dzieciaka, który marzył o byle jakim cukierku, niż pijaka,który tęsknił do dodatkowej kartki na wódę, choć ponoć jedno i drugie szkodzi… :idea:

    ** u nas się nie piło, ale kartki wódczane przydawały się na handel wymienny.Wymieniałam je z moimi kolegami z Krakowa na drewniane ludowe koniki wszelkiej maści.
    Mam ich całą kolekcję do dzisiaj.
    Najstarszy podobno kupiony dla kogoś od wędrownego domokrążcy w okolicach Sędziszowa – ma przeszło 7o lat!
    Żeby było weselej mój kontrahent miał nazwisko , jak nazwa wykastrowanego konia.
    Zaiste niezbadane są wyroki boże…:lol:

  1. No trackbacks yet.