Czerwona trawa
Zaczynam marzyć o czerwonej trawie. Tej z powieści Borisa Viana pod tym samym tytule. Nie tylko o trawie. O całym tym pięknym świecie – pełnym surrealizmu, absurdu, nieoczekiwanych skojarzeń, zadziwiającej gry słów.
Uciec tam, zamknąć się, zapomnieć. I nie wracać. Znowu mam od czego, a nawet od kogo, uciekać. Prześladuje mnie niebywałe szczęście do spotykania przeróżnych małych sadystów. Osobników, którzy nadinterpretują fakt, że piszę blog. Taki “niebezpieczny człowiek z internetu” myśli, że piszę go właśnie dla niego. I wyobraża sobie, że jego teksty, czy słowotoki, są doskonałe niczym proza Viana, i że ja się nimi zachwycam. I że wszyscy się nimi zachwycają. Sadyzm i narcyzm.
***
(Fragment powieści Borisa Viana pt. “Czerwona trawa” (1950), tłum. Elżbieta Jogałła)
“Wiatr, ciepły i senny, uderzał w okno pękiem liści. Zafascynowany Wolf przyglądał się skrawkowi dnia, który od czasu do czasu odsłaniała poruszana wiatrem gałąź. Bez powodu drgnął nagle, oparł ręce o brzeg biurka i wstał. Przechodząc zaskrzypiał klepką parkietu, po czym dla wyrównania efektu cicho zamknął drzwi. Zszedł po schodach, znalazł się na dworze i jego stopy zetknęły się z ceglaną aleją obrzeżoną pokrzywami o dwudzielnych liściach, prowadzącą do Kwadratu poprzez czerwoną trawę tej okolicy.”
—
Beethoven, V Symfonia, cz.I, Karajan












Najnowsze komentarze