Nie lubię ostatniego dnia w roku. Coś odchodzi bezpowrotnie. Nie tylko charakterystyczna kombinacja cyfr w kalendarzu. Coś więcej. Trudno to zdefiniować. Traci się jakby kolejny rok z życia. Potem przez pewien czas nie można przyzwyczaić się do nowej daty. Muszę się do końca oduczyć linearnego pojmowaniu czasu. Zbyt dużo smutku niesie to ze sobą.
Stop wariatom sieciowym… To właśnie przychodzi mi do głowy, gdy pomyślę o moim ponad rocznym pobycie na WordPressie. Nie przyszłam tu bynajmniej po to, aby krytykować innych blogerów, czy ich komentatorów. Samo tak wyszło. Sieciowe życie nie spełniło moich oczekiwań, a nie były one wcale zbyt wygórowane — trochę normalności w tym blogowym szaleństwie.
Z drugiej strony, nadal tu piszę. W pewnym sensie się nie poddałam. No i, oczywiście, są tu także mili ludzie. Mam nadzieję, że wytrzymam na WP jeszcze trochę, albo zostanę na dłużej.
W religii Google najważniejsze jest słowo. Adekwatne słowo. Właściwe słowo na właściwym miejscu. Słowo słowu słowem, a człowiek sługą słów. To najważniejsze przykazanie. Tak jak przykazanie miłości bliźniego w chrześcijaństwie.
Nie ma tu wyższej formy doskonałości słów niż oryginalna, pełnowartościowa treść we właściwym miejscu sieci. Treść odpowiednio nasycona dobrze zlokalizowanymi słowami kluczowych. Do tych cennych treści prowadzą wszechmocne linki umieszczone w uświęconych strefach Googlowego Wszechświata.
Wiara w Google ma doprowadzić do socjalizmu internetowego, czyli do raju w sieci, a kiedyś może także i do raju na ziemi… Aby się to spełniło trzeba słuchać przykazań tej religii:
Jam jest Pan Twój Google, który Cię wywiódł z mroków Internetu.
Nie będziesz pisał czarno na czarnym, ani biało na białym. Nie będziesz kłamał w tekście alternatywnym obrazka swego. Nie będziesz ukrywał słów kluczowych na witrynie swojej. Albowiem słowo kluczowe święte jest, zatem nie będziesz używał go nadaremno. Nie będziesz wydawał fałszywego świadectwa o witrynie swojej. Zachowasz umiarkowanie w wymienianiu się linkami z innymi wiernymi. Nie będziesz nabywał linków w celu podniesienia PageRanka swego. A na posiadaczy szemranych linków płatnych donosił będziesz. Nie będziesz spamował na stronach przejściowych, ani innych. Nie będziesz powielał treści świętych po witrynach mnogich. I ostrożność zachowasz wielką wobec nieczystych sił SEO. A przed sługą Naszym umiłowanym Googlebotem klękał będziesz. Nie będziesz oszukiwał Pana Googla swego. A linkował będziesz. Teraz i zawsze.
W równym stopniu, co polskie katolicznictwo, irytuje mnie nawiedzone homosiostwo, czyli ta część gejów, która ze swojej orientacji seksualnej robi religię. Gdyby to ode mnie zależało, pogoniłabym z sieci, i jednych, i drugich.
Do tak wyraźnej irytacji doprowadził mnie przegląd okołoświątecznych tekstów z blogów szalejących antyklerykałów, którzy niejednokrotnie są także wojującymi homoseksualistami. Mam ogólny niesmak po przeglądaniu ich debilnych wypocin antyreligijno-progejowskich, często podszytych całkiem chorobliwą perwersją. Nic dziwnego, że niektórzy katolicy chcą się za nich modlić. Jedni warci drugich.
Noc cicha i święta jak każda inna. Tylko ja nie mogę się pogodzić ze swoim wyobcowaniem, i z tym, że nie cieszę się już Świętami tak, jak dawniej. Odezwało się we mnie małe dziecko, i popłakuje. Nie ma Mikołaja w pięknym, czerwonym płaszczu, ani wielkiej kolorowej choinki, ani tej niezwykłej radości. Nie ma dzieciństwa. Odeszło prawie bezpowrotnie.
Nie napiszę, że mam nadzieję, iż jutro Bóg narodzi się w sercach wszystkich chrześcijan, bo mam świadomość, że istnieją ludzie, którzy “Boga w sercu” nie mają, i nigdy mieć nie będą. A że i wśród ateistów nie brakuje osób złych, czy głupich, chciałabym, aby przestano etykietkować ludzi według tej linii podziału.
W tej sytuacji nie bardzo widzę, co świętować. Głównie chyba coroczne składanie życzeń…
Wymyślili sobie Boga na własny obraz i podobieństwo, opętani próżnością i rządzą władzy. Potem już nikt nie mógł odebrać im władzy nadanej przez Boga. Przez tysiąclecia byli władcami, współwładcami, i zbrodniarzami.
Z czasem obok kapłanów Boga pojawili się kapłani “nauki” i okultyzmu, którzy pozazdrościli wpływów tym pierwszym. Masoni, iluminaci, i inni, ciągle usiłują wyrwać władzę tamtym, albo przynajmniej się nią podzielić.
— Obama iluminatem?
Jestem pozbawiona Wiary, od dość dawna, jednak nie mam o to żalu do nikogo, co najwyżej do losu. Nie mam też syndromu “niekochanego ateisty”, który często zauważam u osób spotykanych w sieci. Niektórzy spośród ludzi nim dotkniętych są całkiem mili; chciałoby się podejść, pogłaskać po główce i powiedzieć: “Nie przejmuj się tak. Ja też jestem niewierząca, ale ja się ich nie boję.” Inni bywają dość agresywni, i to są chyba ci tzw. wojujący ateiści. A wiara w Boga jest przecież sprawą poniekąd intymną, i przesadne obnoszenie się z nią, lub z jej brakiem, postrzegam jako niesmaczne. Co gorsza, nadmiar wojujących ateistów może tylko rozjuszyć wyznawców tej, czy innej, religii, i w najgorszym wypadku doprowadzić w przyszłości do ustanowienia jakiegoś przymusu religijnego, więc lepiej jest po prostu lekceważyć fanatyków wyznaniowych, i nie wdawać się z nimi w zbyt długie dyskusje.
Poza tym, że jestem pozbawiona Wiary, jestem całkiem wierzącą osobą. Bo w końcu wierzę… Choćby w energię kosmiczną, albo w przeznaczenie, albo w Boga bez boskości.
Boli mnie gardło. Może dlatego, że lubię czasem pić zimną wodę z kranu, bo ta z butelek mi nie smakuje. Za miękka, za mało zmineralizowana? Jestem odporna na bakterie, i nie boję się zarazy kranowej, ale dorobiłam się bólu gardła. Nie lubię Świąt, pewnie dlatego tak łatwo imają mnie się teraz przeróżne choroby.
Odebrano mi wszystko. Wiarę w Świętego Mikołaja, wiarę w chrześcijaństwo, wiarę w ludzi, na koniec. A wiara w samą siebie wcale aż tak monstrualnie nie urosła po tych wszystkich deprawacjach. A powinna była chyba.
Nie chcę
żeby mi ciągle mówiono o moich kościach
albo pokazywano
barwny przekrój wnętrza
mojego ludzkiego ciała.
Nie chcę wiedzieć, co moje flaki,
jak moje flaki ani dlaczego moje flaki.
Nie chcę już słyszeć
o nikłej łodydze życia
o której wciąż nic nie wiemy,
tej łodydze życia
z ziarna czasu
która jakimś cudem wiąże ciało
z kością.
. napisał William Peskett tłumaczył Piotr Sommer
Podobno trzeba mówić do roślin, aby lepiej rosły. Do tej pory jeszcze tego nie sprawdzałam, ale w moim otoczeniu rośliny i tak zawsze pięknie rosły. Mam “dobrą rękę” do kwiatów, albo w ogóle cała jestem dobra, i one to po prostu czują. Dziś rano zauważyłam dwie nowe łodygi u roślinki, która ma rodziców, czy dziadków, w Afryce. Dziwne zjawisko w połowie grudnia. A może ja się nie znam? Gdy dostrzegłam tę jasnozieloną nowość, wypowiedziałam pierwsze w swoim życiu zdanie do kwiata. Coś w rodzaju: “No to wspaniale.” Pierwsze i chyba ostatnie. Nie chcę, aby moje rośliny pomyślały, że zwariowałam.
Swoją drogą, im dłużej żyję, tym mniejszy widzę sens rozmów z ludźmi. Niemniej jednak nie rozmawiam ze zwierzętami domowymi, wbrew temu, co twierdzą pewne sieciowe megiery… To ten rodzaj damskiej osoby, która krąży z bloga na blog, i usiłuje zepsuć to, co się jeszcze jakoś tam między ludźmi układa, albo co się nawet całkiem dobrze ma. Od dzisiaj takim damom będę dawać odpór. Nie tylko “siłą i godnością osobistą”. Jeśli zajdzie potrzeba, także i słowem.
— Stevie Wonder “Send One Your Love” (1979), z filmu “The Secret Life of Plants”
Wczorajszy telewizyjny “Bond” przypomniał mi najbardziej lubianą przeze mnie piosenkę z całej serii – “You Only Live Twice” Nancy Sinatra.
Utwór przywołuje tęsknotę za tym, czego nie było. Za tym, czego nie było, a co mogłoby być piękne. Tymi związkami uczuciowymi, które się nie zdarzyły, a raczej zdarzyły się tylko gdzieś w eterze myśli… Czy warto ich żałować, skoro najpiękniejsze miłości to podobno te, które nigdy się nie spełniły?
Żyje się tylko dwa razy. Ciągle nie wiem, czy gdzieś jest ktoś, dla kogo będę żyła w tym drugim życiu. Bo to życie jest już tylko dla mnie.
— Nancy Sinatra “You Only Live Twice” (1967)
Unauthorized use and/or duplication of this material without express and written permission from this blog’s author and/or owner is strictly prohibited. Excerpts and links may be used, provided that full and clear credit is given to Moon and Kratery with appropriate and specific direction to the original content.
To hold the same views at forty as we held at twenty is to have been stupefied for a score of years, and take rank, not as a prophet, but as an unteachable brat, well birched and none the wiser. Discuss
Nothing can save us from a perpetual headlong fall into a bottomless abyss but a solid footing of dogma; and we no sooner agree to that than we find that the only trustworthy dogma is that there is no dogma.
Najnowsze komentarze