Miłość

Miłość Heathcliffa do Katarzyny była silniejsza niż życie, silniejsza niż śmierć… Była to miłość niebiańska i piekielna zarazem. Miłość bez granic. Taka miłość istnieje głównie w literaturze. I to wystarczy, by dla niektórych była prawdziwa. “Wichrowe Wzgórza” przeczytałam trzy-cztery razy. Podobnie “Panią Bovary”, i coś tam jeszcze o wielkich, czy nieszczęśliwych, miłościach. Nie czytam od jakiegoś czasu takich książek. Przede wszystkim dlatego, że straciłam wiarę. Wiarę w miłość. Zresztą nigdy nie była to wiara zbyt silna, bo tej miłości, tak jak i Boga, na oczy nie oglądałam, a jestem realistką. Odrobinę zazdroszczę ludziom, którzy w nią wierzą. Jednak uważam, że nie jest ona niezbędna do szczęścia.

Z drugiej strony, gdy widzę czasami z jakim brakiem atencji faceci piszą w sieci o swych partnerkach, aż mnie skręca i trzęsie. O osobie, z którą dzielą swoje życie, piszą jak o sprzęcie domowym. Z obcymi babami gaworzą sobie po blogach na temat prywatnego życia, a żona określana jest jakimś slangowym nicknamem. I to jest związek? Nie, to jest stadło. Ale do tanga trzeba dwojga, więc raczej pasują do siebie w tym tańcu.

Tadeusz Konwicki, “Salto” (1965)

  1. 1 grudzień 2008 o 16:23 | #1

    “Z drugiej strony, gdy widzę czasami z jakim brakiem atencji faceci piszą w sieci o swych partnerkach, aż mnie skręca i trzęsie.”

    Mnie bardzo, ale to bardzo dziwi, że ktokolwiek w sieci – tak zatomizowanej, tak obcej, tak anonimowej – pisze o swoich partnerach. Dlaczego? Po co?

    Lubie patrzeć na swoje życie z perspektywy spisku, gdzie razem z Tą Jedną Osobą spiskuje przeciw reszcie świata – tylko my pozostajemy ze sobą w 100% szczerzy.

    Dowiedziałem się, że po prostu jestem niedojrzały emocjonalnie.

    Wolę być niedojrzały emocjonalnie niż pisać takie bzdury i de facto – zdradzać kogoś komu winienem być oddany.

  2. 1 grudzień 2008 o 17:36 | #2

    A ja nie lubię patrzeć na życie z perspektywy spisku. Nie ma w tym nic do lubienia. Patrzę na życie z normalnej perspektywy.

  3. 1 grudzień 2008 o 19:39 | #3

    Już wyrosłam z “patrzenia” na życie i formułowania jego definicji. Po prostu żyję :) Miłość ma dla mnie szerszą definicję i nie sprowadzam jej wyłącznie do związków opartych na kopulacji. Wolę miłość ogólnoludzką opartą na radości życia, serdeczności i chęci niesienia pomocy innym (gdy o nią poproszą, nie na siłę).
    Miłość w literaturze wkładam do szuflady podpisanej “fantastyka” ;)

  4. 1 grudzień 2008 o 19:56 | #4

    Ja też w zasadzie nie “patrzę na” życie, tylko żyję sobie jakoś bez kurczowego trzymania się swoich poglądów.

    I nie znoszę niedojrzałości oraz przywierania do różnych “punktów widzenia”.

    Jestem z natury mało serdeczna, jednak chyba nie “bez serca” :)

  5. 1 grudzień 2008 o 20:15 | #5

    Moon ja przestrzegam przed robieniem z sieci jakiejkolwiek wyroczni… a co do miłości w literaturze to jak najbardziej, niestety dzisiaj to Grochola rządzi stąd te złudzenie, że nie istnieje ona w literaturze (miłość rzecz jasna :) )

  6. 1 grudzień 2008 o 20:23 | #6

    Ja nigdzie nie sugeruję, że sieć jest dla mnie wyrocznią. Kolejna nadinterpretacja z Twojej strony… Jednak pewne typy ludzkie czuje się “przez monitor”.

    No, i nie jestem nastolatką, abym dostatecznie dobrze nie znała ludzi. Potrafią być o wiele gorsi niż to, co prezentują w sieci, a czasem o wiele lepsi.

    Ile Ty masz lat?

  7. 1 grudzień 2008 o 20:38 | #7

    “a co do miłości w literaturze to jak najbardziej, niestety dzisiaj to Grochola rządzi stąd te złudzenie, że nie istnieje ona w literaturze”

    z całym szacunkiem, ale Grochola i literatura w jednym zdaniu?
    nie spodziewałem się.

    Gdzie podziewa się miłość – z Ruchów Shutego, z Pawia Królowej Masłowskiej, z Podziemnego Kręgu Palahniuka, Języków i Kolczyków Kanehary?

  8. 1 grudzień 2008 o 20:41 | #8

    “gdy widzę czasami z jakim brakiem atencji faceci piszą w sieci o swych partnerkach, aż mnie skręca i trzęsie.”

    Cóż, jak widzisz wiele osób sądzi, że internet jest jakimś anonimowym światem, stąd i pewne brednie się w nim pojawiają.

    Być może banalne ale to jednak od miłości się zaczyna wszystko…

    Ile? Na pewno lat mam za dużo :) Podziel swój wiek przez dwa… ;)

  9. 1 grudzień 2008 o 20:46 | #9

    “z całym szacunkiem, ale Grochola i literatura w jednym zdaniu? nie spodziewałem się.”

    Jak z filmami. Są dzieła wybitne i super-hiper-produkcje hollywoodzkie.

    A tak w ogóle to nie sprowadzajmy miłości tylko do relacji damsko-męskich… Chyba zbyt wąsko…

  10. 1 grudzień 2008 o 20:54 | #10

    Krzysztof – w tytułach które wymieniłem – to nie tylko relacje damsko-męskie. ;)

  11. 1 grudzień 2008 o 21:03 | #11

    @Krzysztof UW

    Wszystko zaczyna się od miłości, a Pan Bóg stworzył świat w 7 dni…

  12. 1 grudzień 2008 o 21:07 | #12

    “Wszystko zaczyna się od miłości, a Pan Bóg stworzył świat w 7 dni…”
    Też podziwiam Jego pracowitość :)

  13. 1 grudzień 2008 o 21:15 | #13

    Bajki dobre są dla dzieci…

  14. 1 grudzień 2008 o 21:19 | #14

    No to mamy ich trzy miliardy…
    Wybacz Moon, Absolwenta każdy widział, mało kto czytał książkę, zapraszam do lektury :)

  15. 1 grudzień 2008 o 21:24 | #15

    Jakie trzy miliardy?

    I co tu ma do rzeczy książka “Absolwent”?

  16. 1 grudzień 2008 o 21:26 | #16

    Tych, którzy podziwiają Jego pracowitość…

    Jest to literatura,a dodatkowo o miłości. Podobał Ci się Moon film?

  17. 1 grudzień 2008 o 21:29 | #17

    Znowu indoktrynacja religijna z Twojej strony :(

    Film widziałam, książki nie zamierzam czytać, wybacz. Nawet napisałam, że nie czytam już takich lektur.

  18. 1 grudzień 2008 o 21:51 | #18

    Broń Boże :)
    Mimo wszystko zachęcam, jedna z lepszych książek…

  19. 1 grudzień 2008 o 22:27 | #19

    Świadkowie Jehowy też się nie przedstawiają: “Dzień Dobry, jesteśmy z sekty.”

  20. 1 grudzień 2008 o 22:40 | #20

    Od literatury po miłość do antyklerykalizmu. I jak tu nie kochać świata :) Moon życzę Dobrych Snów…

  21. 2 grudzień 2008 o 17:45 | #21

    Antysekciarskość to nie to samo co antyklerykalizm. Jako antyklerykalistka wiem o czym mówię :) ŚJ ostatnio znów grasują u mnie na osiedlu. Zazwyczaj nie otwieram drzwi, ale kiedyś chyba ich psem poszczuję. Ale z drugiej strony jeszcze się zaczną mścić… od takich to lepiej trzymać się z daleka. A z księżmi żyję nad spodziewanie dobrze(mimo,że za KK nie przepadam z definicji,głównie z powodu zamiatania pedofilii pod dywan), nawet ostatnio ksiądz, dla którego robiłam rendery kościoła bez zmrużenia okiem przyjął wiadomość,że nie jestem katoliczką :)

  22. 2 grudzień 2008 o 21:38 | #22

    Niektórzy katolicy zachowują się jak członkowie sekty. Wszystkich napotkanych ludzi, również w sieci, próbują przekonywać do wiary w tego jednego, określonego, Boga, a ludzi nie poddających się tej indoktrynacji traktują jak idiotów/idiotki.

    Miałam już na blogu ze dwa takie przypadki. Chyba będę blokować te osoby. To bardzo irytujące :(

  23. Bzyk
    3 grudzień 2008 o 20:24 | #23

    Bywa..że nie wierzy sie w miłość.
    Czasem wystarczy tę” wiarę”zawiesić na gwodździu, niech “obeschnie” z..łez.
    Jasne,że do tego tanga trzeba dwojga.
    Ale należy się wsłuchiwać jakie tango grają.
    A nuż “wichrowo” przytną walca,a onże zacznie “walcować z podwinietą podeszwą”.

    Natomiast nicmenowanie na blogach,”to z nudów Wysoki Sądzie”,jak sadzę i nie należy
    sie tym przejmować.

    “Żyli długo i szczęśliwie”… dla jednych to koniec bajki,dla innych błogostan i Wyspy Kanaryjskie.To indywidualne wybory.

  24. 3 grudzień 2008 o 22:55 | #24

    Nie czekam na miłość. Nie szukam jej od dawna. Zrobiłam się bardzo nieromantyczna :)

  25. 4 grudzień 2008 o 00:04 | #25

    Czekać?
    Szukać?
    Ta bestia, dopada nas gdy się nie spodziewamy,
    potem dworuje sobie z naszej słabości,
    wredne uczucie.

  26. 4 grudzień 2008 o 02:50 | #26

    Jak już przyjdzie, niech nie odchodzi.

  1. No trackbacks yet.