Chora na nieszczęście
Niczego nie można być w życiu pewnym. Miłości, pomyślności, szczęścia, jak i własnego nieszczęścia. Oddawanie się uczuciu nieszczęśliwości bywa bardzo wygodne. Tak bezpiecznie jest patrzeć na świat z oddalenia, z wycofania-się; spod na wpół przymkniętych powiek, tkwiąc w martyrologicznym letargu. Przybierasz pozę nieszczęśnicy, i myślisz: “Ach, teraz będę się pławić w swoim poczuciu skrzywdzenia, w swoim żalu i swojej goryczy.” Ale nie tak łatwo ciągnąć to w nieskończoność.
Przychodzi chwila, że musisz zdecydowanie wybić sobie z głowy tę formę eskapizmu, i zacząć żyć normalnie, czyli z ukierunkowaniem na szczęście, mniejszego czy większego kalibru. Jednak, jakaż to straszna odpowiedzialność utrzymać się w stanie gotowości do radości… A i potwornie męczące. Niemniej w chwili obecnej nie mam już wyboru. Za daleko zaszłam w podróży poprzez świat żywych. Nie ma powrotu na drugą stronę lustra.
see more Lolcats and funny pictures (obrazek zmniejszony)












och, tak:)
lubię też chwile, teraźniejszość, która nie potrzebuje planów…
Balansowanie między szcześciem a nieszczęściem jest okropne… wolę stabilną nudę ;)
@nyema
Życie chwilą, bez planowania, też piękne :)
@lavinka
Nuda mnie nie dopada, a chciałabym… :)
Dobrze jest być pewnym siebie. Wtedy nikt ani nic nam nie jest w stanie zagrozić. Tylko pozostaje pytanie, czy w każdej sytuacji będziemy sobą… Ach te paradoksy.
A ja jednak czasem lubię być stuprocentowo pewna tego wszystkiego. Albo chociaż udawać taką przed ludźmi. Chociaż w wypadku nieszczęścia chyba lepiej by było udawać, że jest się pewnym jego nieistnienia?
Nie wiem w sumie. Tym bardziej, że pewne osoby pławiące się we własnym nieszczęściu działają mi na nerwy :)
@talcio
Czasem te paradoksy okazują się wcale nie istnieć…
@emerencjanna
W gruncie rzeczy jestem zawsze szczęśliwa, nawet w nieszczęściu. Ale prawdziwe szczęście jest bardziej męczące. Zużywa więcej energii psychicznej :)
Czasem rozwiązania są tak proste, że aż za proste. Problem w tym, że nie zawsze chcemy/możemy/umiemy daną sytuację rozwiązać w ten konkretny, najprostszy sposób…
“prawdziwe szczęście jest bardziej męczące. Zużywa więcej energii psychicznej”
Co też Pani opowiada :)
No, zużywa… Przynajmniej u osób lubiących się smucić :)
Radość wymaga “szybszych obrotów”.
Życie z ukierunkowaniem na szczęscie to zdecydowanie dobry pomysł ! Chociaż czasem trzeba “odpocząć” i poprzetykać je chwilami smutku :)
Żaden mózg nie wytrzymuje długotrwałego szczęścia. Chyba neurony się zapychają od czegoś tam… ;)
”Kto nie zaznał goryczy ni razu, ten nigdy nie zazna słodyczy w niebie”
:) Musi być jakaś “skala porównawcza”.