Strona główna > Zwierzenia i felietony > Chora na nieszczęście

Chora na nieszczęście

Niczego nie można być w życiu pewnym. Miłości, pomyślności, szczęścia, jak i własnego nieszczęścia. Oddawanie się uczuciu nieszczęśliwości bywa bardzo wygodne. Tak bezpiecznie jest patrzeć na świat z oddalenia, z wycofania-się; spod na wpół przymkniętych powiek, tkwiąc w martyrologicznym letargu. Przybierasz pozę nieszczęśnicy, i myślisz: “Ach, teraz będę się pławić w swoim poczuciu skrzywdzenia, w swoim żalu i swojej goryczy.” Ale nie tak łatwo ciągnąć to w nieskończoność.

Przychodzi chwila, że musisz zdecydowanie wybić sobie z głowy tę formę eskapizmu, i zacząć żyć normalnie, czyli z ukierunkowaniem na szczęście, mniejszego czy większego kalibru. Jednak, jakaż to straszna odpowiedzialność utrzymać się w stanie gotowości do radości… A i potwornie męczące. Niemniej w chwili obecnej nie mam już wyboru. Za daleko zaszłam w podróży poprzez świat żywych. Nie ma powrotu na drugą stronę lustra.

rudy kot

see more Lolcats and funny pictures (obrazek zmniejszony)

  1. nyema
    7 kwiecień 2009 o 15:58 | #1

    och, tak:)
    lubię też chwile, teraźniejszość, która nie potrzebuje planów…

  2. 7 kwiecień 2009 o 16:53 | #2

    Balansowanie między szcześciem a nieszczęściem jest okropne… wolę stabilną nudę ;)

  3. 7 kwiecień 2009 o 21:08 | #3

    @nyema

    Życie chwilą, bez planowania, też piękne :)

    @lavinka
    Nuda mnie nie dopada, a chciałabym… :)

  4. 8 kwiecień 2009 o 02:19 | #4

    Dobrze jest być pewnym siebie. Wtedy nikt ani nic nam nie jest w stanie zagrozić. Tylko pozostaje pytanie, czy w każdej sytuacji będziemy sobą… Ach te paradoksy.

  5. 8 kwiecień 2009 o 02:48 | #5

    A ja jednak czasem lubię być stuprocentowo pewna tego wszystkiego. Albo chociaż udawać taką przed ludźmi. Chociaż w wypadku nieszczęścia chyba lepiej by było udawać, że jest się pewnym jego nieistnienia?

    Nie wiem w sumie. Tym bardziej, że pewne osoby pławiące się we własnym nieszczęściu działają mi na nerwy :)

  6. 8 kwiecień 2009 o 03:29 | #6

    @talcio
    Czasem te paradoksy okazują się wcale nie istnieć…

    @emerencjanna
    W gruncie rzeczy jestem zawsze szczęśliwa, nawet w nieszczęściu. Ale prawdziwe szczęście jest bardziej męczące. Zużywa więcej energii psychicznej :)

  7. 8 kwiecień 2009 o 04:16 | #7

    Czasem rozwiązania są tak proste, że aż za proste. Problem w tym, że nie zawsze chcemy/możemy/umiemy daną sytuację rozwiązać w ten konkretny, najprostszy sposób…

    “prawdziwe szczęście jest bardziej męczące. Zużywa więcej energii psychicznej”
    Co też Pani opowiada :)

  8. 8 kwiecień 2009 o 12:09 | #8

    No, zużywa… Przynajmniej u osób lubiących się smucić :)

    Radość wymaga “szybszych obrotów”.

  9. zeruya
    8 kwiecień 2009 o 17:51 | #9

    Życie z ukierunkowaniem na szczęscie to zdecydowanie dobry pomysł ! Chociaż czasem trzeba “odpocząć” i poprzetykać je chwilami smutku :)

  10. 8 kwiecień 2009 o 20:21 | #10

    Żaden mózg nie wytrzymuje długotrwałego szczęścia. Chyba neurony się zapychają od czegoś tam… ;)

  11. 8 kwiecień 2009 o 21:21 | #11

    ”Kto nie zaznał goryczy ni razu, ten nigdy nie zazna słodyczy w niebie”

  12. 8 kwiecień 2009 o 21:35 | #12

    :) Musi być jakaś “skala porównawcza”.

  1. 10 kwiecień 2009 o 13:42 | #1