Strona główna > Zwierzenia i felietony > Jak kobieta z mężczyzną

Jak kobieta z mężczyzną

Relacje między kobietą a mężczyzną są skażone ideologicznie. Katolicyzm, protestantyzm, względnie islam czy coś tam jeszcze. Jakby tego było mało, dodatkowo są zatrute  wzorcami pop-kulturowymi. Jedno gorsze od drugiego. A gdy się te dwa wpływy, z lewa i z prawa, zmieszają, wtedy już zupełnie nie wiadomo, kim być i jak się zachowywać. W rezultacie mamy plastikowych ludzi i ich silikonowe uczucia.

Nie chcę być męską kobietą, nie chcę być super-kobiecą kobietą, nie chcę być katoliczką, żydówką ani żoną muzułmanina, nie chcę się upodabniać do żadnej z gwiazd kultury masowej. Nie wiem jednak, co jest alternatywą dla tego konglomeratu religijno-popkulturowego. Za bardzo namieszali mi w głowie.

kotek-emo-rysunek

  1. zeruya
    2 maj 2009 o 15:05 | #1

    Plastikowi ludzie i silikonowe uczucia … brrr
    Alternatywą jest autentyczność. Tylko jak w tym wszystkim poznać co prawdziwe.

  2. 2 maj 2009 o 15:25 | #2

    Trudno zbudować swoją autentyczność w “globalnej wiosce” pełnej różnych dziwnych religii.

    Trudno też znaleźć prawdziwą miłość.

  3. jokker39
    3 maj 2009 o 18:41 | #3

    A kim chcesz być Moon? :)
    Niestety pewne role zostały nam narzucone i nie bardzo można się z nich wykręcić.
    Czy chcesz , czy nie zawsze będziesz białą kobietą, Polką, katoliczką (?).

    Czy na rysunku jest kot? Jeśli tak, to mam duże szczęście napotykać na Twoim blogu koty ;)

  4. 3 maj 2009 o 19:09 | #4

    Chcę nadal być kobietą… Nie mam problemu transseksualnego :)

    Tak, jestem białą kobietą. Polką też. Ale nie mam ochoty przynależeć do jakiejkolwiek religii, i dostosowywać się do ideału obowiązującego kobietę religijną. W takiej sytuacji będę w mniejszym lub większym stopniu na marginesie społeczeństwa.

    Na rysunku jest kot :)

  5. styks
    4 maj 2009 o 07:23 | #5

    pozostać sobą? chyba najłatwiej

  6. 4 maj 2009 o 14:29 | #6

    @styks

    “pozostać sobą? chyba najłatwiej”

    Gdyby to było takie proste, nie napisałabym tego tekstu.

    Najpierw trzeba do końca wiedzieć, co we mnie jest “moje”, a co “nabyte” od tej chorej, religijno-popkulturowej, cywilizacji naszych czasów.

    P.S.
    I czy to “być sobą”/”pozostać sobą” nie jest już pustym zwrotem? Bo co w ogóle znaczy “być sobą”?

  7. 5 maj 2009 o 18:35 | #7

    Badz sobą, cokolwiek to oznacza akurat. Zachowuj się tak jak czujesz. Nie jestes constant, nie zmieścisz się w żadną ramke.

  8. 5 maj 2009 o 18:45 | #8

    Gdy się zachowujesz tak jak się czujesz, mówią ci, że jesteś zbyt słaba albo z kolei, że zbyt wymagająca…

    Mężczyźni mają swoje wymyślone ideały kobiet, które im często nie pasują do realnych postaci. I bywa, że biorą sobie potem na partnerkę sprytną “udawaczkę”, które dopasowuje się do ich marzeń, i zdradza ich potem z innymi tak wprawnie, że czasami nigdy się o tym nie dowiadują.

  9. maria
    5 maj 2009 o 19:27 | #9

    To trudne słowo poprawnie brzmi: constans.

  10. 5 maj 2009 o 19:40 | #10

    @maria

    Constans to po łacinie.

    Ale po angielsku jest “constant”, a Evita_duarte mieszka w Stanach.

  11. maria
    5 maj 2009 o 19:53 | #11

    Ale pisze po polsku?!
    To trudna sprawa, bo teraz rzeczywiście taka moda na makaronizmy.
    Ja osobiście nie lubię wtrącania obcojęzycznych wyrazów do polskiego tekstu, irytuje mnie to.
    Zdaję sobie jednak sprawę, że to walka z wiatrakami.

  12. 6 maj 2009 o 18:27 | #12

    Maria, znawczyni trudnych slow: to jak jest po polsku?

    Moon- Ale czy te udawaczki sa kiedykolwiek szczesliwe? Poza tym co obchodzi Cie czy ludzie mysla, ze jestes za slaba, albo, ze zbyt silna. Zyjesz dla siebie nie dla innych. Tylko bedac prawdziwa znajdziesz prawdziwych przyjaciol. A meczyzni z wymyslonymi idealami kobiet, to chyba najgorszy typ. Spotykalam sie kiedys z takim, co to jakby mogl postawilby mnie na piedestale. Ja jestem czlowiekeiem, nie pomnikiem. Dla niego niestety, dla mnie na szczescie.

  13. 6 maj 2009 o 18:50 | #13

    Poruszasz ważny problem.

    Spotykam czasami mężczyzn szukających silnych, opiekuńczych, nieustraszonych kobiet. Takiego pomnika ze spiżu.

    Gdy dostrzegają we mnie jakieś słabości, mają pretensje, że nie jestem taka, jakby chcieli, jak sądzili na początku. Nie widzą we mnie człowieka. To świadczy o ich zupełnej niedojrzałości. To mężczyźni-dzieci, albo jeszcze coś innego.

  14. 9 maj 2009 o 01:21 | #14

    Trzeba to wszystko z siebie pruć, stopniowo, z dnia na dzień. Czy pomoże – nie wiem, ale zawsze ma się świadomość, że się próbowało :)

  15. 13 maj 2009 o 22:05 | #15

    A co takiego złego jest w byciu katoliczką? Z czym negatywnym wiąże się ten fakt?

  16. 13 maj 2009 o 22:12 | #16

    Nie chcę przynależeć do żadnej religii… Katolicyzm, judaizm, islam, czy cokolwiek innego.

    Katolicyzm postrzegam jako pewną tradycję jednoczącą ludzi. Ja tego nie potrzebuję.

  1. No trackbacks yet.