Archiwum

Archiwum dla październik, 2009

Tragiczne muzy

28 październik 2009 2 komentarzy

Obejrzałam “Sylvię”, film o smutnym życiu amerykańskiej pisarki Sylvii Plath. Życiu, na którym bardzo zaważył jej całkiem nieszczęśliwy związek z poetą Tedem Hughesem. Z twórczości Plath znam tylko “Szklany klosz”, depresyjną, na poły autobiograficzną powieść, i może jeszcze jakiś wiersz… W czasie oglądania “Sylvii” przypomniałam sobie inny smutny film, o innej chorej towarzyszce innego wielkiego poety, o pierwszej żonie T. S.  Eliota -  Vivienne Haigh-Wood (“Tom i Viv”). Podobne poświęcenie własnych ambicji, czy nawet całego swojego losu, dla kariery ukochanego mężczyzny – geniusza poezji.

Tego rodzaju kobiety, chore nerwowo, psychicznie, w żadnym wypadku nie powinny się wiązać z egotycznymi geniuszami. Wiązały się jednak. Dlatego, że były chore, neurotyczne, zagubione, i nie wyczuwały zagrożeń, jakie niosły osobowości ich ukochanych. Te gorąco-zimne związki to chyba najgorsze, co mogło się przytrafić i Sylvii, i Vivienne. Zapłaciły za nie nasileniem się problemów psychicznych, cierpieniem i straszną śmiercią.

“Czerwiec 1962 był początkiem końca małżeństwa Sylvii Plath i Teda Hughes, który zakochał się w Asii Wevill, która kilka lat później popełniła samobójstwo w identyczny sposób, jak Sylvia Plath.
W 1962 doszło między małżonkami do separacji; poetka przeniosła się z dwojgiem dzieci (Friedą i Nicholasem) ze wspólnego domu w hrabstwie Devon do Londynu. Zamieszkała w domu po W. B. Yeatsie. (…) Poetka brała wówczas leki przeciwdepresyjne, które jednak przyniosły odwrotny od zamierzonego skutek. Schorowana i cierpiąca na brak pieniędzy, Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie.”

Fragment artykułu o Sylwii Plath w Wikipedii

“Drugą tragiczną postacią była Vivienne Haigh-Wood, pierwsza żona wielkiego poety Tomasa S. Eliota. (…) Okazuje się, że była nie tylko żoną i muzą pisarza, ale i jego menedżerką oraz redaktorką jego tekstów, co więcej, wiele z jego wierszy nosi tytuły przez nią nadane. Ona mobilizowała go do pisania. Wpadała w furie, gdy zajmował się rzeczami niezwiązanymi z poezją. Dbała o niego i jego talent, choć sama też była obdarzona przez muzę Euterpe – muzę poezji lirycznej. Gdyby nie Viv, Eliot na pewno nie zostałby poetą tej wielkości. (…) Została siłą zamknięta w zakładzie i tam zmarła. Nie odwiedzał jej prawie nikt. Nigdy nie odwiedził jej również Eliot, który zdążył nie tylko przy niej i dzięki niej stać się sławą, ale także zagarnąć jej majątek powołując się na chorobę psychiczną żony i nią wywołaną niezdolność do dysponowania ogromnym rodzinnym majątkiem.”

Fragment artykułu Emilii Be. pt. “Stłumiona kobiecość” ze strony ithink.pl

Wielcy mężczyźni są zwykle bardzo egoistyczni. Przeciętni mężczyźni też często są tacy. Poświęcanie się dla kogoś jest bardzo kobiece. Może właśnie zbyt kobiece, aby leżało w naturze mężczyzn, aby nie przychodziło im z trudem. Szkoda. Gdyby było inaczej, świat byłby piękniejszy. Ale czy byłby to ten sam świat?

Szklany klosz

Sen Rybińskiego

25 październik 2009 13 komentarzy

Zmarły kilka dni temu Maciej Rybiński w swoim tekście pt. “Koniec Polski Kiszczaka i Michnika” ogłosił kres paskudnej epoki. Był styczeń 2007. Rybiński miał sen. Sen o normalnym kraju. Sen niestety się nie spełnił. Nie ma końca tamtej Polski, co widać choćby tylko po ostatnim wysypie afer rządowych, kontynuujących najlepsze tradycje aferalne III RP z aferą Rywina na czele. Prędzej nastąpi koniec Polski w ogóle. Szef CBA został szybko wyrzucony, aby już więcej nie wykrywał “nie po linii”.

Nie wiem, czy w Polsce byłoby lepiej, gdy PiS pozostało u władzy dwa lata temu, gdyby nie przegrało przedwczesnych wyborów. Ktoś nazwał tamtą przegraną zamachem stanu. W kontekście wykrytych ostatnio prób zawłaszczania państwa przez niesławnych kolesi to twierdzenie nabiera sensu. A do tamtego “zamachu” przyczyniła się bez wątpienia napastliwa nagonka na ówczesny rząd w wykonaniu Gazety Wyborczej. Rybiński krytykował to środowisko. Krytykował i obwiniał. Obwiniał o ciężkie grzechy.

“Mamy za sobą 17 lat kłamstwa, przeciw którym wystarczyła jedna noc papieża studiującego dokumenty Stanisława Wielgusa zachowane w Instytucie Pamięci Narodowej i wydającego natychmiastowy werdykt moralny: agent bezpieki nie może być następcą Wyszyńskiego na tronie metropolitalnym stolicy kraju, który wydał Karola Wojtyłę i Jerzego Popiełuszkę. Kraju, który był ojczyzną ‘Solidarności’, nadzieją wolnego świata, a który po 17 latach III RP zdegenerował się w ubecki skansen, gdzie życie moralne i intelektualne zastąpiła świecka kazuistyka politycznych krętaczy.”

“Od ostatniej niedzieli powrotu do tej sytuacji już nie ma. Polska stoi w przede dniu rewolucji. Nie rewolucji szubienic, krwi, odwetu, niewinnych ofiar rozszalałych szwadronów śmierci, jak nam to wmawiano, tylko rewolucji moralnej polegającej na odkrywaniu prawdy, przywracaniu właściwej hierarchii wartościom i prawdziwego znaczenia słowom. Tylko tyle i aż tyle. Polska, jaka się z tej rewolucji wyłoni, nie musi być IV Rzeczpospolitą, ale na pewno nie będzie już PRL i pół.”

“Nie mam zamiaru, dłużej już nie można, jeśli Polska ma być normalnym krajem, stosować wykrętów – głównym udziałowcem budowy tego gmachu zakłamania jest redaktor naczelny ‘Gazety Wyborczej’ Adam Michnik.”

“Po tym, jak ludzie generała Kiszczaka zniszczyli część archiwów – przy tym je kopiując dla własnego użytku, to właśnie Adam Michnik zamykał usta wszystkim, którzy domagali się prawdy o przeszłości swoich politycznych i duchowych autorytetów. To on wbijał w głowy Polaków kilka lustracyjnych kłamstw: że teczki nie są ważne, że materiały, które mogą zniszczyć i skompromitować najważniejsze autorytety nowej Polski – w ogóle nie istnieją. Że przeszłość w żaden sposób nie oddziałuje na polityczne i etyczne wybory współczesnych polskich elit.”

“Bo władza sprawowana za pomocą teczek, za pomocą powszechnej amnezji, za pomocą strachu przed przeszłością była tylko środkiem do ideologicznego celu. Michnikowi zamarzyła się wolna Polska jako społeczeństwo homogeniczne ideowo. Bez podziałów, bez dyskusji, bez fermentu, a przede wszystkim bez ocen historycznych. W drodze do tego ideału po drodze było mu z każdym, kto go uznał za Arcykapłana i dzielił z nim jego wiarę. Był to przede wszystkim dawny aparat partyjny i aparat bezpieczeństwa. Dla nich ideologiczny fanatyzm był polisą na życie. A właściwie nie na życie, bo w 1989 nikt nie chciał stawiać w Polsce szubienic. Antylustracyjny fanatyzm Michnika był dla dawnych esbeków i aparatczyków polisą na zachowanie przez nich władzy i własności. Dawał im gwarancję, że pozostaną elitą III RP.”

“Dzisiaj, w dniach afery abp. Wielgusa, całe pokolenie wychowane przez ‘Gazetę Wyborczą’ zobaczyło, że świat zbudowany dla nich przez Czesława Kiszczaka i Adama Michnika był kłamstwem.”

Fragmenty artykułu Macieja Rybińskiego “Koniec Polski Kiszczaka i Michnika” ze strony dziennik.pl (podkreślenie moje)

Liście

Pamiętam, była jesień

13 październik 2009 4 komentarzy

Była taka jesień z dziwnym nastrojem oczekiwania. Nie wiem na co. Wtedy też nie wiedziałam. Oczekiwanie bez przyczyny. Przeczuwanie czegoś. Miałam kilkanaście lat. W tym wieku ciągle się na coś czeka. Do domu przyszedł nowy, spóźniony numer “Literatury na Świecie”, poświęcony literaturze kanadyjskiej, a w nim opowiadanie, czy fragment powieści, “Konfitury z pigwy”. Ucieszyłam się, że wreszcie dotarł. W tym samym czasie Mama przyniosła do domu pierwsze pigwy, jakie widziałam na oczy. To był jeden z tych dziwnych zbiegów okoliczności, jakie mi się kiedyś przytrafiały. W takich momentach pojawiał się niepokój i pytanie, czy coś jest pod powierzchnią tego wszystkiego. A czasami następowało jakieś twórcze olśnienie, którego nie pamięta się zbyt dobrze po latach. Ów zbieg okoliczności spotęgował ten dziwny nastrój oczekiwania.

***

“Salto” Konwickiego. Oniryczny film bez dna. W nieskończoność można się w nim doszukiwać nowych znaczeń i metafor. Choćby tylko na własny użytek. Jeden z tych sennych filmów, które oglądałam z pragnieniem, aby się nigdy nie skończyły. Kowalski-Malinowski był jednym z najbliższych mi bohaterów (głównie dzięki grze aktorskiej Zbigniewa Cybulskiego). Nieomal wierzyłam, że mnie zbawi, tak jak miał zbawić mieszkańców tamtego miasteczka. Za każdym razem wierzyłam na nowo. I za każdym razem coś z tej wiary pozostawało.

Tytułowy taniec z “Salta” Tadeusza Konwickiego (1965)

“Wiem o tym” Seamusa Deane

13 październik 2009 2 komentarzy

Jestem spokojny
Od wielu dni. Moje ręce
Leżą tu, niezmiennie.
Nic nie jest tak obfite
Jak ta wolność.
Jestem cały miłością.
Do niczego.
Poznałem przedmioty
Jakbym był ręką
Która je trzyma.
Nikt nie może mi
Nic zrobić.
Jestem tu sam,
Żywy w nadmiarze.
.
napisał Seamus Deane
tłumaczył Piotr Sommer

***

J. S. Bach “Wariacje Goldbergowskie” – Aria (Glenn Gould)

Primum non nocere

8 październik 2009 14 komentarzy

Wykasowałam dyskusję pod wpisem “Szczepionkowy biznes”, bo prowadziła ona do absurdu. Do stwierdzenia, że fakt, że coś mi poważnie zaszkodziło nie oznacza jeszcze, że to coś jest złe.

Kilka lat temu po przyjęciu szczepionki przeciwgrypowej przez dłuższy czas miałam szereg niekorzystnych objawów (silny kaszel, katar, stany depresyjne). W czasie dyskusji próbowano mi wmówić, że właściwie nic nie powinno mi zaszkodzić… Bo w tej szczepionce były tylko niewinne jony sodu i niewinne fragmenty zabitych wirusów… I nic tam nie miało prawa mnie uczulić czy zaszkodzić mi w jakikolwiek inny sposób. Wychodzi na to, że powinnam zacząć czuć się winna, że szczepionka pogorszyła moje zdrowie. Powinnam czuć się winna i ani nie pisać, ani nie mówić o tym. I pewnie jeszcze wysłać na mszę za powodzenie koncernu produkującego szczepionki. A ta pani, która opowiadała w telewizji  o poszczepionkowym autyzmie swojego dziecka, to już w ogóle… Wstyd, jak ona szarga dobre imię nauki (i koncernu).

Szajba. Totalna szajba obrońców szczepionek, których spotykam w sieci. Jakikolwiek głos krytyki traktowany jest jak zamach na porządek świata. Skrajna naiwność w postrzeganiu rzeczywistości, wiara w immanentne dobro Nauki i w to, że akademicka medycyna nie może skrzywdzić, bo przecież krzywdzą tylko szarlatani leczący ziółkami, homeopatią i wkładkami energetycznymi. I ci co sprzedają lampy.

***
Primum non nocere (z łac. – po pierwsze nie szkodzić), jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie.

liście

Kosmitka wysyła kartkę do domu

5 październik 2009 3 komentarzy

Samobójstwa na pasach szybkiej transmisji są ulubioną formą zachowań dekadenckich. Wiele tutejszych instytucji pomaga dekadentom w dokonywaniu aktów samozagłady.

Wieczorami dorośli izolują się od młodych i oglądają filmy instruktażowe z różnymi technikami rozmnażania się, aby potem odtwarzać je, w parach lub w grupach.

Czynności te są bardzo skomplikowane i zapamiętanie ich sprawia im kłopot. Młodzi nie zajmują się reprodukcją. Mają zbyt słabą pamięć i zdolność koncentracji.

W przypływie sezonowych depresji próbują wpłynąć na bieg czasu, manipulując przy wskazówkach domowych zegarów. Czas jest dla nich bardzo ważny. Umieszczają datę urodzin we wszystkich dokumentach.

W rozmowach stosują mimikę, która zastępuje długie i trudne do wymówienia słowa. Twarze tych, którzy prowadzą wiele rozmów, są pomarszczone ze względu na gniotliwość ich skóry.

Ciała swoich zmarłych zakopują w ziemi, z której potem czerpią różnorodne substancje. Nie potrafią przetrwać bez energii z wnętrza planety i nie umieją jej opuścić.

***

P.S.
Craig Raine “Marsjanin wysyła kartkę do domu”
Marek Czuku “Craig Raine wysyła kartkę do domu”

Kubrick "2001: Odyseja kosmiczna"

P.S.II
Wkleiłam stary wiersz z 3 kwietnia 2008. Później napiszę coś nowego.

Szczepionkowy biznes

1 październik 2009 16 komentarzy

Obejrzałam dziś w “Faktach” TVN wypowiedź matki polskiego chłopca chorego na autyzm. W dniu przyjęcia szczepionki MMR II dziecko nagle zachorowało – zrobiło się bardzo pobudzone. Potem już nigdy nie odzyskało zdrowia, zapadło na autyzm. Niemniej nadal pewna część naukowców i lekarzy (choć nie wszyscy) zdecydowanie twierdzi, że ta szczepionka nie wywołuje choroby, o czym od czasu do czasu można poczytać również na blogach, zwykle w otoczce świętego autorytetu nauki zmieszanego ze świętym oburzeniem: przebadano setki tysięcy dzieci… nie znaleziono związku… nauka nie potwierdza… jak można siać panikę… to niebezpieczna propaganda…, prawda się gorzej sprzedaje niż sensacja…, itd. itp. Ewidentnie gdzieś dokonano oszustwa lub gdzieś popełniono błąd. Albo i jedno, i drugie.

***

free

A tu fragment artykułu z tygodnika “NIE” pt. “Świnie szczepią ludzi”

“… jawi się nam po prostu gruby szwindel, który nie jest aż tak trudny do wyobrażenia. Osobiście nie mam szczególnych kłopotów z uwierzeniem, że koncerny farmaceutyczne byłyby w stanie wypuścić nową odmianę wirusa – w końcu nie bardziej śmiertelną niż zwykła grypa sezonowa – żeby zarobić na sprzedawaniu nowej szczepionki.”