Archiwum

Archiwum kategorii ‘Opowiadania i dialogi’

Utracony

29 kwiecień 2009 Dodaj komentarz

Nagle bardzo zabrakło jej tej miłości do niego. Kilka jego zdań, parę gestów, a potem straciła kogoś kochanego i bliskiego. Było jej ciężko, prawie rozpaczała. I co miała teraz zrobić? Pójść i prosić go o opowiedzenie jakiejś pięknej historyjki, która ją zauroczy, i na nowo przyciągnie do niego? A zresztą jak miała to zrobić? Nie mogła już na niego patrzeć. Starała się wzbudzić w sobie dawną czułość, ale wtedy coś się w niej zacinało i zaczynała płakać. Gdy zadzwonił wieczorem, nie chciała z nim rozmawiać. Wymuszał z niej słowo po słowie. W końcu zapytał, jak spędziła dzień, i jak się czuje… Wtedy go odzyskała.

miś - galaretka

Wielki Piątek

15 kwiecień 2009 7 komentarzy

Siedziała w szpitalnym łóżku na oddziale intensywnej terapii. Właśnie zrobiła makijaż, aby uświadomić sobie w pełni, że żyje.  Że umknęła śmierci. I co najważniejsze, aby ostatecznie wypiąć się na nią. Rano sprowadzili do jej łóżka staruszka profesora, który również nie mógł się nadziwić, jak szybko stanęła na nogi, bez zabiegów inwazyjnych. Czuła się kimś lepszym. Ci, którzy byli wokół niej, nie mieli takiej siły ani woli życia. Czuła,  że narodziła się po raz drugi. Postanowiła, że teraz będzie żyć inaczej, świadomiej i mądrzej. Na salach i korytarzach spotykała ludzi, którzy zbliżali się końca. Opowiadali o tym jak o czymś zwyczajnym. Leki musiały sprawiać, że nie odczuwali lęku. Atmosfera bliskości śmierci była czasami trudna do zniesienia.

Gdy nadszedł Wielki Piątek, z nieznanymi do tej pory emocjami przyjęła ciężar i ból tego dnia. Wydawało się jej, że cały Świat przeżywa Dzień Męki Pańskiej. Cały Świat pogrążył się w niewypowiedzianym smutku i cierpieniu, a ona współcierpiała z nim. Groza tego dnia zaczęła ją coraz bardziej pogrążać. Cierpienie dookoła sprawiło, że zyskała nowe spojrzenie na znaną od dziecka religię. Ale nie mogła niczego zmienić. “Dziś umiera Chrystus.” – pomyślała. “Ja żyję.” Zaczęła czuć się winna jego śmierci, ale nie odczuwała lęku przed karą, tylko ogromny smutek. Nigdy później nie rozumiała chrześcijaństwa tak dobrze i głęboko jak tamtego ponurego, kwietniowego dnia.

księżyc i chmury

Gra w emocje

29 marzec 2009 18 komentarzy

A: Po cóż bawisz się w te swoje gry z mężczyznami? Myślisz, że w ten sposób coś zyskasz? Znajdziesz tego najlepszego? Bądź taka jak inne, albo po prostu bądź sobą… To ci się najbardziej opłaci.

B: Każda gra przynosi jakiś zysk lub stratę, ewentualnie to i to. Ja wolę stracić wszystko niż zyskać niewiele. Dlatego ciągle gram.

A: Emocjonalny hazard. A jeśli skończysz jako zupełna bankrutka?

B: Kto nie ryzykuje, ten niczego nie ma.

A: Naprawdę nie wiem, czego Ty chcesz… Większej, prawdziwszej miłości, czy większej pewności?

B: Jednego i drugiego.

"Cisza" autorstwa donjuki

Spóźniony

12 marzec 2009 10 komentarzy

Leżała naga, zawinięta w pościel. Czekała na niego. Miał swój klucz, nie miał poczucia czasu. Znowu się spóźniał. Tym razem ponad godzinę. Zaczęła się zastanawiać, co właściwie w nim widzi… Był jej słodkim chłopcem na soboty. Kłamał, jak i inni, ale nie miała wobec niego żadnych planów, i prawie nie słuchała tego, co mówi. Najważniejsze w nim było to jego: “Zrób ze mną co zechcesz…”. Mężczyzn pragnących tego rodzaju  wykorzystania mogła mieć dziesiątki. Jednak teraz po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać, dlaczego wybrała właśnie tego, spośród innych, podobnych. I po raz pierwszy zabolało ją jego spóźnienie. Czyżby miłość? Nie miała na nią ochoty, a nawet zdecydowanie była przeciw niej. Dawne miłości nie spełniły jej oczekiwań. Straciła złudzenia, oduczyła się żyć emocjami.

Usłyszała wsadzanie klucza w zamek. Wchodził powoli jak zawsze, trochę nieśmiało. I nagle te wielkie czerwone kwiaty, róże. Nigdy nie robili sobie prezentów. To nie było wkalkulowane w ich związek. Zdziwiła się, nie rozumiała tego bukietu. Położył kwiaty na pościeli przed nią. Pochylił się, pocałował jej włosy. Spojrzał na nią przeciągle, a ona zaczęła błądzić palcami w jego czuprynie. Jego oczy wydały się jej piękne i niewinne. To była jedna z tych chwil, które zapamiętuje się na zawsze, które wspomina się po latach ze łzami. Chwil, które sprawiają, że życie nabiera głębokiego, niezwykłego sensu.

czerwona róża

On odszedł

22 październik 2008 17 komentarzy

Cała jej ostatnia miłość okazała się mrzonką, urojeniem. Zdawało się jej, że go kocha, tymczasem jeśli już kochała, to tylko swoje wyobrażenie o nim, diametralnie różne od niego samego. Gdy uświadomiła to sobie, nagle bardzo jej zaczęło kogoś brakować, tego kogoś, kto nigdy nie istniał w świecie materialnym, a mimo to był tak realny. Teraz obchodzi żałobę po tej stracie. Jeden z paradoksów, w jakie obfituje życie kobiety za bardzo od niego oderwanej.

Kalina Jędrusik “Do ciebie szłam”, Kabaret Starszych Panów ‘62

Bez drogowskazów

29 sierpień 2008 39 komentarzy

Nie mogła mu opowiedzieć o tym, o czym chciała… Musiała zachować tajemnicę. Prawdę o sobie kryła za półsłówkami, niedopowiedzeniami, nagłym milczeniem, czy dziwnym grymasem twarzy. A tak bardzo chciała się komuś zwierzyć, a najbardziej właśnie jemu… Jej życie pozbawione było drogowskazów. Kierowała się tylko tą bolesną mądrością, jakiej nauczyła się przy swoich prześladowcach. On ją od nich wyzwolił, ale nie uwolnił jej od lęku przed samotnością.

Urszula Sipińska “Zapomniałam” (1967)

Nowa miłość Pani Bovary

9 sierpień 2008 26 komentarzy

Wydarzyło się coś, co mogło odwrócić, zdawałoby się, nieuchronny fatalny koniec… Poczuła, że stał się jej bliski ktoś zupełnie inny. Znali się tylko z sieci. Polubili się na tyle, że postanowili się spotkać. Choć w zasadzie nie było to typowe polubienie się, a raczej wytworzenie się między nimi jakiejś głębokiej więzi, swoistego czytania w myślach drugiej osoby, co było rzadkością w tego rodzaju znajomościach, bo widzieli tylko swoje słowa. Mieli się spotkać w podziemiach dworca, w małym barze. “Ciekawe, jaki będzie?” – pomyślała. “Może jest przystojniejszy niż Rudolf.” Chciała jak najszybciej zapomnieć o tamtym.

Włożyła najlepszą, błękitną suknię. Upięła do góry falujące, kasztanowe włosy. Zrobiła delikatny makijaż. Nie umalowała zbyt mocno ust, nie chciała wyglądać wulgarnie. Utuszowała rzęsy, i położyła białe cienie pod łukami brwiowymi. Nigdy nie robiła kresek wokół oczu, nadawało to jej twarzy smutny wyraz. Zresztą to nie było potrzebne, miała naturalną urodę i piękne ciemne oczy. Użyła tylko odrobiny perfum. Nie mogła wyjść na prymitywną kusicielkę.

Potknęła się o swoją długą suknię na progu jasno-oświetlonego, klaustrofobicznego barku. Od razu ją zauważył. Stał i patrzył na nią przy małym, okrągłym stoliku. Był wysoki, szczupły, ciemnowłosy; dość delikatny, o drobnej twarzy. “To on…” – ucieszyła się. Zupełnie nie odczuwali skrępowania pierwszym spotkaniem. Podał jej rękę i przez chwilę siedzieli w milczeniu uśmiechając się do siebie.  Nagle zbliżył się i przytulił ją do swojego barku, mocno zaciskając ramiona wokół jej głowy. Poczuła coś nowego, ciepłego i wzniosłego. Pomyślała, że dla tej chwili warto było przecierpieć te wszystkie ponure poranki w tamtym życiu.

F. Chopin – Nokturn Op. 15 nr 2, K Zimerman

Pani Bovary jest zmęczona

29 lipiec 2008 84 komentarzy

Zamieszała herbatę srebrną łyżeczką, wypiła kilka łyków, przejrzała pocztę i komentarze do swego bloga. Po czym wstała, podeszła do okna, i popatrzyła na ukochany ogród. To nie tak miało być… Nie na to czekała przez wszystkie te ponure poranki w tamtym życiu. Szukała go, a gdy go odnalazła, to nie był on. Nie zabierał jej na romantyczne spacery, nie gładził jej włosów, nie kupował kwiatów… Ostatnio rzadko się spotykali. Ciągle mu coś wypadało, miał dla niej coraz mniej czasu. Aż w końcu, po jednej z ich mailowych kłótni, napisał: Game Over.

Płakała przez kilka dni, a potem nabrała wiary, że wszystko da się jeszcze cofnąć, że będą kochankami jak dawniej. Nie docierało do niej, że on, ani jej nie kochał, ani nie rozumiał. Tego ranka otrzymała nową wiadomość: Emmo nie nalegaj. Nie dopiła herbaty. Rozpłakała się i potrąciła filiżankę z cienkiej, błękitnej porcelany… Już wie, że wszystko się powtórzy, i że za kilka miesięcy dosypie arszeniku do porannej herbaty w takiej właśnie filiżance.

F. Schubert – Impromptu Op. 90 Nr 3, K. Zimerman

Zły

25 maj 2008 10 komentarzy

Był zły. Prawdziwą radość sprawiało mu dręczenie jej i znęcanie się nad nią. Gdy powiedział: “Nie kocham pani” – spojrzał jej prosto w oczy, a potem spokojnie obserwował jak płacze. Jej miłość do niego była czysta i naiwna; myślała, że swoją troską uratuje jego zagubione i zdeprawowane istnienie. Nie umiała kochać inaczej, jak poprzez litość, ale miała też dość miłości własnej, by cierpieć, gdy to uczucie zostało odrzucone. Aby ją zupełnie zmiażdżyć, następnego dnia przysłał wiadomość, w której doradził popełnienie samobójstwa w związku z upokorzeniami, jakich doznała od niego. Podał również dwa najskuteczniejsze sposoby na dokonanie tego. Oba bardzo drastyczne i bolesne. Spróbowała czegoś łagodniejszego i mniej skutecznego. Odratowano ją. Wróciła ze szpitala po tygodniu. Leżała w łóżku patrząc w ścianę. Dławił ją ból odrzucenia. Jej przyjaciółka zgłosiła na policję nakłanianie do samobójstwa, ale wiadomość była skasowana i nie chcieli się tym zająć. Później doszła do siebie, ale ciągle nie może zrozumieć, dlaczego chciał ją zabić…

Led Zeppelin “In My Time of Dying” /part 1/ (1975)

Niekochana

20 maj 2008 7 komentarzy

Nie kochał jej. Nie umiała się z tym pogodzić. Wylewała grube łzy, trawiąc swój ból. On chciał być kochany za swoje niepowtarzalne istnienie, za swoje niedoskonałe człowieczeństwo, bez względu na swoje zachowanie, a ona nie umiała mu tego dać. Żądała by był rycerski, by spełniał jej nie zawsze mądre żądania i zachcianki. Ona również chciała być kochana bez względu na to, jak niemożliwa do zniesienia była w swoich kobiecych i niekobiecych humorach. Ale on tego nie rozumiał, tak jak i ona nie rozumiała jego potrzeby bezwzględnej akceptacji. Byli jak mała dziewczynka i mały chłopczyk. Nie tolerował tego, że ona próbuje traktować go przedmiotowo, jak pokornego sługę, że sprawdza jego gotowość do poświęceń. Na uległego niewolnika zdecydowanie się nie nadawał, nie chciał niczyjej łaskawej przychylności; był indywidualistą, który szukał światła życia w drugim człowieku. Chciał bezwarunkowej miłości. Nie potrafił zrozumieć jej potrzeby posiadania kogoś opiekuńczego i przychylnego wobec niej, kogoś, kogo nigdy w życiu nie miała, bo nigdy nie miała prawdziwego domu. On z kolei nie tyle szukał drugiej matki, a osoby, która go po prostu bezinteresownie pokocha… Ona nigdy nie była kochana, więc nie umiała kochać. On też nie mógł pojąć, że nie można dostawać bez dawania. Ale tylko ona cierpiała z powodu odrzucenia, i nie rozumiała, dlaczego tak się działo. Wieczorami zasypiała szlochając i myśląc o nim.

Led Zeppelin “I Can’t Quit You Baby” (1969)

Kobieta i mężczyzna

20 maj 2008 2 komentarzy

Ona jest zgrabna, bardzo ładna, miła, inteligentna. On przeciętny, tyle tylko że męski i też nie najgłupszy. Ona czuje, że zasługuje na kogoś lepszego, on to wyczuwa, a więc niby się stara, ale tak jakby od niechcenia i nie do końca na serio, bo ona trochę z góry na niego patrzy. Mógłby się odważyć i okazać, że naprawdę mu na niej zależy, ale boi się odrzucenia i ośmieszenia. Zamiast tego na jej oczach podrywa jakieś mało ciekawe, głupawe panienki. Ona ma być zazdrosna, a on tylko patrzy na jej reakcje. Głupie zagrywki niedojrzałego faceta, miała go dość. Stwierdziła, że lubuje się w tandecie. Potem zupełnie się nie kontaktowali przez wiele lat. On jej się czasami przypominał, zastanawiała się, czy naprawdę coś większego dla niej znaczył. Ostatnio zobaczyła jego zdjęcia w jednym z serwisów społecznościowych, postarzał się i nadal był samotny. Ona nie postarzała się prawie wcale, nadal czuła się młoda, piękna, i atrakcyjna dla mężczyzn. Gdy go zobaczyła zdrętwiała i poczuła, że przed przeszłością nie da się uciec. Rozpłakała się strasznie. A może umieścił te zdjęcia właśnie po to, aby ona go zobaczyła? Nieważne. Ona wie przecież, że choćby przed nią klękał, nie może z nim być, bo zmarnował coś, co mogło mieć miejsce w przeszłości. Zniszczył to, co mogło być piękne. Najbardziej przygnębia ją fakt, że pewnych spraw już się nie cofnie, tak jak nie cofnie się jej determinacji, aby się z nim już nigdy nie spotykać. I ten nieopisany żal…

Led Zeppelin “Dancing Days” (1972)

Proces by Kafka

25 kwiecień 2008 42 komentarzy

A: Przyszli po niego rano, skrępowali i zaprowadzili do aresztu.

B: Czym zawinił?

A: Nie dochował wierności Teorii Blogów. Zaczął pisać po forach i czatach, a na jego blogu było coraz mniej komentarzy… Nie robił nowych notek dwa razy dziennie, miał za mało linków w blogrollu, za niski pagerank, i jeszcze parę drobniejszych przewinień.

B: Co teraz z nim będzie?

A: Proces i wyrok.

B: I rozstrzelają go za miastem jak psa?

A: Nie, teraz będzie inaczej. Pozwolą mu wybrać rodzaj śmierci i opisać ją na blogu przed samym końcem.

………

Dezintegracja uporczywości pamięci – S. Dali

Spiskowa teoria blogów

24 kwiecień 2008 87 komentarzy

A: Ty, a słyszałeś o spiskowej teorii blogów?

B: Coś tam się obiło o uszy, ale do końca nie wiem, o co biega…

A: Wielki blogowładca przyznaje miejsca w pierwszej setce. Ci spoza pierwszej setki, ale z pierwszego tysiąca, żrą się sami miedzy sobą. Blogowładca docenia najagresywniejszych, ale jednocześnie najbardziej wdupowlazłych, i daje im odpowiednie pozycje w czołówce na Gloxie.

B: Tak słyszałem. Wielki gang Olsena decyduje o miejscach w pierwszej setce. A ten Olsen, to podobno trzęsie połową sieci.

A: A ma się rozumieć. Jak ci z spoza setki chcą się polansować na Wykopalisku, Olsen pociąga za sznurki, i po ptakach. Cieniasom reklama nie przysługuje.

B: Żeby się tylko nie pozabijali o ten pierwszy błysk LCD…

A: Nie bój nic… Kruk krukowi oka nie wykole.

B: A chodzą słuchy o jakimś agresywnym Szmoncesie. Podobno nie chce wejść w żadne układy?

A: To mitologia szmoncesowa. On by z chęcią wszedł, ale jego nie chcą. Za dużo kasiory chciałby się nachapać. Chytry dwa razy traci.

B: To może lepiej, że my tylko te szyny rozbieramy…

………

Dialog luźno inspirowany tekstem Troll Hunter DNO.

Uporczywość pamięci – Salvador Dali

Czerwień

17 kwiecień 2008 7 komentarzy

Co na mnie czeka na zamglonej polanie, za gęstym, czerwonym lasem? Jeśli kiedykolwiek się tam znajdę… Moje drugie ja? Moje poprzednie wcielenie? Śliczny szary kotek łaszący się do nóg?

A może jest tam wysoki dom z pokojem ozdobionym czerwonymi tkaninami… Mieszka w nim brzydki, łysy gnom. Wchodzę, a on stoi i w milczeniu patrzy na mnie. Wygląda tak, jakby mnie oczekiwał. Kościstymi rączkami wyjmuje z kieszeni mały notesik i coś w nim pisze, po czym wyrywa kartkę i wręcza mi ją.

“Czy właśnie na to czekałaś całe życie? ” – czytam słowa napisane czerwonym atramentem. Zaczynam płakać. Łzy spadają na karteczkę i rozmywają litery. Papier rozmięka i zamienia się w kleistą masę, wżerającą mi się rękę. Boli coraz bardziej. Karzeł patrzy mi prosto w oczy i milczy, a do mnie dociera, że aby zabić ból, muszę odpowiedzieć: “Tak. Właśnie na to czekałam.” Wypowiadam te słowa, ale nie słyszę swojego głosu. Z moich ust wydobywa się przerażający, skrzekliwy głos gnoma. Po chwili zamiast niego widzę siebie płaczącą grubymi, czerwonymi łzami…

Wtedy wyczuwam, że ktoś za mną stoi. Odwracam się. Gnom znowu pisze w notesiku. Podaje mi drugą kartkę i skrzeczy: “To imię osoby, którą skrzywdziłaś swoją obojętnością. Jeśli odczytasz je głośno, będziesz mogła zacząć odbywać swoją pokutę”. “Jaka będzie ta pokuta?” – mówię już swoim głosem. “Zobaczysz…” – odpowiada z tajemniczą zadumą.

Karzeł wypisuje karteczki z kolejnymi imionami. Podaje mi je szybko. Po pewnym czasie nie mieszczą się już w dłoniach. Upadają na czerwony dywan i na moje buty, które też stały się czerwone. Gnom podchodzi bliżej i mówi zachęcającym tonem : “Przecież czekałaś na tę pokutę? Potem już nic nie będzie Cię dręczyć… Nie bój się. Zacznij czytać…”.

Kocham czerwone kwiaty, ale nie lubię czerwonego koloru.
………

Dziewczyna czytająca list – Jan Vermeer van Delft

Pod sklepem

10 kwiecień 2008 45 komentarzy

A: A co tam u pani Moon słychać? Ogarnęła sie już, biedaczka, czy dalej popłakuje?

B: Już jej chyba lepiej. Coś tam już nawet napisała o jakichś kosmitach i o szambie, co im się rozlało, ale do zgarniania rozlanego szamba, to taka pani jak Moon się nie nadaje, oj nie nadaje… Ona nawet koło szamba stać nie powinna. Za delikatna.

A: To dobrze, że już jej lepiej, bo jak żem tam ostatnio do niej zaglądał, to ciągle “Koniec” wisiało…

C: A ja to żech już dawno mówieł, co uona nie wytrzyma dugo z tamtemi ludziami. Za dobra była, za mientka…

A: Taa… Za mientka, za spokojna… A Ty mnie tu z gwarom ludowom nie wyjeżdżaj, Franek! To na bloga pódzie.

C: A ja żem myślał, że my tylko tak tu sobie gadamy…

B: No, tak… I za tego Kaczyńskiego też jej nie lubiom. Za bardzo go broniła. A te ludzie to tam przecież nic innego, jak tylko zęby sobie na niego ostrzom. A co on winien, że ma taki głupi naród? On kciał dobrze i ostrzegał przed niebezpieczeństwem z tej unii grożącym, a te głupie idom tam z rękami podniesionymi do góry…

C: Ale co poradzisz, jak na głupote podobno lekarstwa ni ma.

B: I jeszcze się jej trafił na bloga jakiś eshibicjonista. Obnażać sie chciał. A to sie dopiero wpieniła… Pare dni jej nie przechodziło.

C: Ludzie to wstydu nie majom…

A: No, to może wypijem za te blogosfere… Żeby nam tej pani Moon do końca nie zajeździli… Pani Halinko, a my perszinga jeszcze poprosim.

Scena w karczmie – Dawid Teniers Młodszy