Archiwum

Posts Tagged ‘film’

Full Metal Jacket

1 sierpień 2009 Dodaj komentarz

Miałam obejrzeć i przypomnieć sobie “Full Metal Jacket” Kubricka. Za późno włączyłam telewizor. Ale za to przypomniałam sobie wielki przebój The Rolling Stones, “Paint It Black”, który brzmiał w napisach końcowych filmu.

Po filmie, w jakimś powtórkowym programie, Wojewódzki krzyczał do Pazury, że my Polacy nie mamy twarzy, tylko gęby, czy nawet “ryje”. I że już mistrz Gombrowicz tak twierdził. Gombro miał swoje szajby i metafory, a Wojewódzki jest mdły i niesmaczny. I to ciągłe podpytywanie zaproszonych do programu facetów, czy mieli epizod homoseksualny w swoim życiu. A nuż się przyznają.

The Rolling Stones – “Paint It Black” (1966)

Odrzucona

13 maj 2009 4 komentarzy

Drugi raz obejrzałam “Plac Zbawiciela”. Pisałam już kiedyś o filmie. Po moim pierwszym kontakcie z tym dziełem przeżyłam wstrząs. Wstrząs, który przeszedł w smutne zdumienie, gdy następnego dnia dowiedziałam się, że historia oparta jest na faktach. Wczoraj odbierałam ją już mniej emocjonalnie.

Niektórzy uczą się życia dopiero po skrzywdzeniu kogoś. Aż nazbyt wyraźnie zostało to ukazane.

Dariusz Twardoch - pastel
Dariusz Twardoch

Morderstwo w sieci

26 kwiecień 2009 6 komentarzy

Aby się przestraszyć na amen, po raz drugi obejrzałam “Morderstwo w sieci”. Teraz żałuję. A historia całkiem prawdopodobna. Ludzie zgłaszają się do internetowego reality show, aby zdobyć pieniądze. Nie dostają pieniędzy. Dostają strach, grozę, i śmierć.

Czytam ostatnio, w różnych miejscach, że wolność w sieci jest zagrożona, i że grozi nam internet pakietowy, jak telewizja kablowa. Ciekawe, ile będzie za pakiet z morderstwem na żywo? Mam całkiem dziwne myśli tego wieczora, ale to sumie nic dziwnego po moim zderzeniu z brygadą z tamtego bloga. Gabinet osobliwości dr Bartensteina. A owego redaktora z “Wyborczej” widziałam dziś w telewizji. Cóż za uroczy człowiek to jest.

"Morderstwo w sieci" plakat

Katherine Mansfield o miłości

5 grudzień 2008 4 komentarzy

Miłość i grzyby

Gdybyż można odróżnić prawdziwą miłość od fałszywej tak,  jak odróżnia się grzyby jadalne od trujących. Z grzybami sprawa jest całkiem prosta: trzeba je posolić, odstawić i czekać cierpliwie. Lecz gdy tylko natrafisz na uczucie, które ma chociaż bardzo dalekie podobieństwo do miłości, natychmiast nabierasz nie tylko pewności, że to prawdziwy grzyb, ale  że to może jedyny, nie zebrany jeszcze jego egzemplarz. Trzeba trafić na mnóstwo trujących grzybów, aby się przekonać, że życie to nie jest jeden ogromny prawdziwy grzyb.”

(fragment “Dziennika” Katherine Mansfield (1888-1923), tłum. Teresa Tatarkiewiczowa)

Janusz Morgenstern “Do widzenia, do jutra” (1960)

Miłość

1 grudzień 2008 26 komentarzy

Miłość Heathcliffa do Katarzyny była silniejsza niż życie, silniejsza niż śmierć… Była to miłość niebiańska i piekielna zarazem. Miłość bez granic. Taka miłość istnieje głównie w literaturze. I to wystarczy, by dla niektórych była prawdziwa. “Wichrowe Wzgórza” przeczytałam trzy-cztery razy. Podobnie “Panią Bovary”, i coś tam jeszcze o wielkich, czy nieszczęśliwych, miłościach. Nie czytam od jakiegoś czasu takich książek. Przede wszystkim dlatego, że straciłam wiarę. Wiarę w miłość. Zresztą nigdy nie była to wiara zbyt silna, bo tej miłości, tak jak i Boga, na oczy nie oglądałam, a jestem realistką. Odrobinę zazdroszczę ludziom, którzy w nią wierzą. Jednak uważam, że nie jest ona niezbędna do szczęścia.

Z drugiej strony, gdy widzę czasami z jakim brakiem atencji faceci piszą w sieci o swych partnerkach, aż mnie skręca i trzęsie. O osobie, z którą dzielą swoje życie, piszą jak o sprzęcie domowym. Z obcymi babami gaworzą sobie po blogach na temat prywatnego życia, a żona określana jest jakimś slangowym nicknamem. I to jest związek? Nie, to jest stadło. Ale do tanga trzeba dwojga, więc raczej pasują do siebie w tym tańcu.

Tadeusz Konwicki, “Salto” (1965)

Proza Lema

12 listopad 2008 8 komentarzy

Jak można się domyśleć na podstawie ostatniej notki, mam nabożny stosunek do pewnych powieści i opowiadań Lema, czyli do większości z tych, które przeczytałam, ale nie znam całej jego twórczości.

Fikcja literacka daje nam, między innymi, możliwość oderwania się od rzeczywistości. Zaś science-fiction to, dla mnie przynajmniej, oderwanie się jeszcze doskonalsze, z kolei proza Lema może służyć wejściu w naprawdę inny świat, z całym poczuciem jego realności.

***
Oto inna krótka scena z odkrytej przeze mnie niedawno mało znanej adaptacji “Solaris”, dokonanej przez Nikołaja Nirenburga…

A tu poniżej muzyka, która trochę bardziej pasuje do owej powieści, niż sam film z tą muzyką, nie wspominając już o zupełnie niezgodnej z duchem powieści wersji Tarkowskiego.

Muzyka z “Solaris” Soderbergha (2002)

Radość tworzenia

9 listopad 2008 2 komentarzy

Nie zawsze były tu poruszane smutne, jesienno-egzystencjalne zagadnienia. Czas ostatnio taki, i to cofnięcie wskazówek zegara zrobiło swoje… I różne historie niesmaczne sieciowe.

Jedno z moich opowiadań: Powrót z gwiazd

Dwa z moich wierszy: Kandinsky, Noc

***

(Wersja najbliższa powieści. Dziwnie brzmiący Lem po rosyjsku.)

“Solaris” Nikołaja Nirenburga wg Lema (1968)

Mechaniczna pomarańcza

6 listopad 2008 10 komentarzy

Dwa lata temu zakupiłam ten film w wersji z cyfrowo poprawionym obrazem i dźwiękiem (film jest z 1971 roku). Wcześniej, pod koniec lat osiemdziesiątych, oglądałam fragmenty, ale prawie nic nie pamiętałam. Oczywiście uznałam to dzieło za genialne. Natomiast autor powieści, na podstawie której Kubrick nakręcił film, Anthony Burgess, powiedział, że obraz jest tak genialny, iż może być niebezpieczny. Niestety miał rację. Można się tam dopatrzyć gloryfikacji przemocy, i przypuszczalnie miało to tragiczne następstwa. Nie każdy dorasta do wielkiej sztuki. Inaczej nie umiem sobie tego wytłumaczyć.
***
Poniższy utwór Elgara uważam za najlepiej dobraną do akcji muzykę w tym filmie. Rzadki efekt smutnej ironii.

Edward Elgar “Land of Hope and Glory” (1901)

Strach

9 październik 2008 2 komentarzy

Czasem się zdarza, że muszę spędzić długą jesienną noc sama w domu na końcu świata. Boję się, i duchów, których niby się nie boję, i złych ludzi czających się za drzwiami i oknami. Tych żywych bardziej. Dziś pomogła mi TVP nadając Krzyk. Gdy zobaczyłam strach innych, zrobiło mi się trochę lżej.

Są dni, gdy tęsknię za “bezpieczeństwem” dużego miasta. Ależ tam było miło w takie jesienne wieczory i noce… Główna ulica, niedaleko mojego domu, silnie oświetlona i monitorowana. Jakiś dzieciak zwrócił mi uwagę, abym schowała komórkę, bo ukradną. Było trochę po dwudziestej pierwszej.

Heaven 17  “Let Me Go” (1982)

Żałość

30 wrzesień 2008 2 komentarzy
(wpis przeniesiony z blox.pl)

Przyzwyczaiłam się już do nowego bloga, i nawet go polubiłam. Jednocześnie, gdy wchodzę na ten stary, na WP, robi mi się bardzo przykro, że już mnie tam nie ma, że porzuciłam tamto miejsce… Dokładnie tak samo źle czułam się prawie rok temu, gdy odeszłam z mojego bloga na blox.pl. Żal nieopisany… A więc można emocjonalnie uzależnić się od “kartki papieru” w sieci, czy inaczej od własnego kącika www.

Pierwotnie miałam napisać tylko o dzisiejszym, poniedziałkowym teatrze telewizji. Już od dawna żadna sztuka telewizyjna nie wzruszyła mnie tak jak ta. “Rodzinny show” Petera Quiltera w reżyserii Macieja Pieprzycy. Globisz grał o wiele lepiej niż Stenka, która właściwie jest nijaka. Globisz był doskonały, bo on przecież jest, nie gra. Popłakałam się na koniec, i pomyślałam, że ten mój blog z tym nieszczęsnym moim zdjęciem, to też taki ciągły show, który trwa, i trwa. Tylko ja nie mam pewności, czy to mi się podoba.

Paradoks. Chyba pozorny.

***

Danuta Stenka śpiewała to w tym spektaklu…

Simon and Garfunkel “Scarborough Fair“/”Absolwent”

Idiotyzmy pochorobowe

18 sierpień 2008 2 komentarzy

Jestem przeziębiona, i nie chciało mi się sięgać po pilota, w związku z czym, chyba po raz trzeci, naraziłam swoją delikatną osobowość na kontakt z idiotycznym serialem “Seks w wielkim mieście”… Ani to zabawne, ani pouczające. I jeszcze te antypatyczne, niewyżyte seksualnie bohaterki, ze skrajnie niesympatyczną seksmaniaczką na czele. Nie rozumiem, dlaczego tak nijaki serial zdobył, tak wielką widownię, i dlaczego ta okropna Sarah jest nagradzana Złotymi Globami.

A teraz zaczyna się coś polskiego i starego. Wygląda na “Przepraszam, czy tu biją?”. Może wytrzymam, nie zasnę, czy nie wpadnę na dobre do sieci, i obejrzę to jeszcze raz. Potem wyciągnę wnioski… Jak to w PRL-u ciężko było, jak niewdzięczną pracę miała milicja, jak pewne dziwki tanio się sprzedawały, jak dawni koledzy znanego blogera rządzili miastem, i że gangster sypać nie powinien, ale czasem mu się to opłaca… Widzę, że nawet Krzysztof Cugowski zagrał tu epizod. Niby-prawdziwe klimaty, jednak mogło być o wiele gorzej, a i całkiem zabawny film, z małymi wyjątkami, co prawda.

Kalina Jędrusik “Bo we mnie jest sex” (1962)

Kaspar Hauser

2 sierpień 2008 8 komentarzy

(Mam wrażenie, że moje pojawienie się
na tym świecie było bolesnym upadkiem.*)

.
Głupek zagubiony w historii.
Trochę już zapomniany.
Jeden z wielu
zapomnianych głupków.
Jeden z wielu tych, w których
nie rozpoznano Chrystusa.
Mój i Twój bliźni,
jak i inni.


*Kwestia Kaspara Hausera z filmu Wernera Herzoga pt. “Każdy dla siebie, Bóg przeciw wszystkim”

Post Scriptum
Czyż nie słyszysz?  Czyż nie słyszysz tego przerażającego głosu, który biegnie od horyzontu, a który człowiek zwykł nazywać ciszą? (Georg Büchner)

Fragment filmu Herzoga, muzyka – J. Pachelbel (Kanon d-dur)

My, których nie ma

16 lipiec 2008 108 komentarzy

Odnajdziesz mnie w tamtym starym filmie,
Gdy znowu będziesz miał ochotę go obejrzeć.
Nie powiem tam niczego nowego,
Tylko, że myślę i tęsknię,
Jak zawsze. I będę czekać…


Alain Resnais “Zeszłego roku w Marienbadzie” (1961)

Nieszczęśliwie zakochani

25 czerwiec 2008 13 komentarzy

Oboje są szczęśliwie zakochani, jedno w drugim, jednak żadne nie umie o tym powiedzieć drugiej stronie, nie umie przerwać milczenia i wyznać tego, co zmieniłoby tak wiele… Brakuje jakieś “iskry Bożej” w tej ich miłości, czegoś, co ułatwia kontakty między kobietą a mężczyzną…

Na ile realna jest taka sytuacja? Czy ludzie naprawdę się kochający znajdują się czasami w punkcie, gdzie nie potrafią sobie tego wyjawić, jeśli nie wprost, to przynajmniej poprzez mniej czy bardziej wyraźny gest? Czy to tylko fikcja podobna trochę do historii z filmu “Niewinni czarodzieje”? Sądzę, że opisana sytuacja jest raczej nierealna. Prawdziwa miłość nie zna niezręczności czy wstydu. Zna tylko radość z przebywania z wybranym człowiekiem. Wtedy nie trzeba żadnych słów, wyznań, czy wyjaśniających gestów, bo wszystko jest jasne i oczywiste. Wszystko samo się staje i samo się dzieje.

“Niewinni czarodzieje”, Andrzej Wajda, 1960

Oczekiwanie

20 czerwiec 2008 75 komentarzy

Czekam.
Na letni deszcz.
Na prawdziwego człowieka.
Na moje tu i teraz.
Na spełnienie złych snów.
Na Twoją obojętność.
Na nasze nigdy.

Sława Przybylska “Pamiętasz była jesień”, 1958